Jest to dalsza część imagina o Zerrie. Mojego wyobrażenia ich miłości.
Oczywiście jak to w moim zwyczaju pokomplikowałam im w życiu :p
Imagina mogłyście przeczytać na fp:
Jest to MÓJ imagin, ale jako iż jestem na kilku fp, to możecie go znaleźć na każdym z nich, a oto one:
Wybiegłam z kawiarni i nie wiedziałam co robić, ruch na ulicy ustał ale dla mnie cały świat w tym momencie biegł jakby milion razy wolniej. Drzwi się jeszcze dobrze za mną nie zamknęły a ja patrzyłam się jak opętana to w prawo to w lewo i myślałam "Nie, tylko nie Zayn. Tylko nie on!", wybiegłam na ulicę i zaczęłam przepychać się wśród ludzi, moje zmysły były chyba bardziej wyostrzone bo czułam od ludzi alkohol, papierosy - czego zazwyczaj nie zauważałam. Przepychałam się starając się nikomu nie zrobić krzywdy, ale mimo wszelkiego strachu chciałam dotrzeć do poszkodowanego, nie myślałam teraz o tym że to może być Zayn, ciągle powtarzałam sobie "Nie to nie Zayn", nagle przewróciłam jakąś małą dziewczynkę, ta zaczęła płakać. Przestałam biec, odwróciłam się i podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.
- Nie płacz maleńka, nie chciałam - powiedziałam.
- Ja... Ja wiem, po prostu moja mamusia jechała tym autem - powiedziała dziewczynka i wskazała na samochód który uczestniczył w wypadku, mocno przytuliłam malutką
- Podaj mi numer do tatusia - powiedziałam spokojnie.
- Ja, nie mam tatusia. Tatuś już jest w niebie - powiedziała malutka najspokojniej na świecie.
- A wujek, ciocia, babcia. Znasz kogoś numer? - zapytałam spokojnie.
- Tak, cioci. Ale ona mieszka daleko - powiedziała malutka.
- A kogoś kto mieszka tu, blisko?
- Nie - powiedziała i zaczęła płakać, przytuliłam ją i pocałowałam w czubek głowy, do oczu naciekły mi łzy bo przypomniał mi się gest Zayn'a sprzed kilku godzin.
- Poczekaj tu kochanie, ja sprawdzę czy tam wszystko w porządku - powiedziałam do małej i w tym momencie z E Pellicci wyszła kelnerka - możesz się zająć małą na chwilę - zapytałam podając jej dziecko.
- Tak, ale kto to? - zapytała dziewczyna.
- To córka kobiety która miała wypadek - krzyknęłam gdy już odbiegałam, w tym momencie sygnał karetki zaczął być bardziej wyraźny więc oznaczało to że się zbliża. Doskonale wiedziałam że od wypadku minęło może 2-3 minuty, wszystko działo się tak szybko a tak wolno za razem. Znów rzuciłam się do biegu przez ludzi. Tym razem udało mi się dotrzeć do samego centrum zbiegowiska, to co zobaczyłam sprawiło że wybuchnęłam niepohamowanym płaczem.
Po moich policzkach płynęła rzeka łez, nie wierzyłam w to co się działo, nie mogłam uwierzyć w to co widziałam... Zayn tam był, był tam... Ciepłe łzy spływały po policzkach, ogrzewając z lekka zmarznięte ciało ponieważ w Londynie nie było za ciepło. Nałożyłam na siebie swoją kurtkę, chciałam założyć też jego ale stwierdziłam że musi mu być zimno... Policja była już na miejscu, zabezpieczyła teren i nie pozwalała się nikomu zbliżyć, tylko osoby udzielające pierwszej pomocy poszkodowanym których leżało tam z sześciu albo siedmiu pozostały przy ciałach.
Ci ludzie leżeli, nie ruszali się a wszystko przez jakiegoś idiotę na motorze, który jechał z nadmierną prędkością a biedna kobieta kierująca czarnym mercedesen s (
http://www.topgear.com.pl/sites/www.topgear.com.pl/files/imagecache/640_290/photo/2013/05/2014-mercedes-s-class-a6.jpg) próbując go wyminąć potrąciła przechodnia i uderzyła w inny samochód, którego z tego miejsca nie widziałam. Wśród tych wszystkich ludzi był także Zayn, postanowiłam się tam przedrzeć. Widziałam jak policjanci zatrzymują bliskich poszkodowanych, ja nie byłam bliską ja byłam znajomą. Podbiegłam do taśmy, chciałam przejść, podbiec do Zayn'a, ale policjant mnie zatrzymał. W tym momencie podjechały cztery karetki, ratownicy wybiegli. Świat znów dla mnie zwolnił, bałam się. Tak strasznie się bałam. Nie wiedziałam kiedy zaczęłam krzyczeć:
- Zayn, Zayn, Zayn!
I nagle na moim ramieniu znalazła się jakaś dłoń, popatrzyłam na nią. Była ciemna, nie jak u człowieka ciemnoskórego, ale ciemniejsza od mojej. Pobiegłam wzrokiem wzdłóż ręki i dotarłam do głowy tej osoby, ale w moich oczach były same łzy. Widziałam tylko czerwoną bluzkę, pomyślałam że to ratownik i wybuchnęłam jeszcze większym płaczem, ale wtedy ten ktoś mnie przytulił i znów usłyszałam ten głos, to był Zayn. On żył, nic mu nie było. A teraz mnie przytulał
- Zaayn... - powiedziałam spokojnie, jednak ciągle przez łzy
- Tak, ciii, już dobrze Perrie, już dobrze - powiedział i mocno mnie przytulił. A ja zrozumiałam jak bardzo go lubiłam, jak bliski mi się stał mimo tak niedługiej znajomości.
- Ja myślałam, że... Bałam się - zaczęłam, ale on tylko mocniej mnie przytulił i pocałował w czubek głowy. Tak hjak ja kilka minut temu, małą dziewczynkę. I w tym momencie przypomniałam sobie że ta kobieta była poszkodowaną w tym wypadku.
- Zayn, ta kobieta! Ta która prowadziła ten samochód. Ona... Ona żyje? - zapytałam
- Tak, ale...
- Ale... - zapytałam niepewnie.
- Z tego co słyszałem jest w ciężkim stanie, ale uratowała życie temu chłopakowi - powiedział Zayn ciągle mnie przytulając - a dlaczego pytasz?
- Bo tam jest jej córka, ona nie ma nikogo poza matką - powiedziałam spokojnie, o mało nie załamując się tym że malutka może zostać sama przez głupotę jakiegoś człowieka.
- Zayn! - usłyszałam głos za nami, Zayn się odwrócił i zobaczyłam ratownika.
- Tak...
- Uratowałeś mu życie - powiedział spokojnie jeden z nich.
- To dobrze, powiedz mi co z kobietą z mercedesa - powiedział Zayn, wcale nie pytał choć tak mogło to zabrzmieć.
- Nie wiem za dużo, nie powinienem ale jej stan jest ciężki. Będzie mieć najprawdopodobniej operację, ale my już jedziemy - powiedział ratownik i odszedł.
- Jesteś ratownikiem - zapytałam, on się uśmiechnął i odpowiedział
- Nie, to mój znajomy.
Oderwałam się od Zayn'a i pobiegłam do małej, wzięłam ją na ręce i mocno przytuliłam.
- Czy mamusia nie żyje...? - zapytała powstrzymując łzy.
- Żyje, ale musi jechać do szpitala. Będzie mieć operację, potem się obudzi i pojedziecie do domu.
- Ale nie umrze, nie umrze tak jak tatuś umarł - pytała mała, a ja nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Nie byłam lekarzem, nie wiedziałam nic, ale wiedziałam jedno w medycynie niczego nie można być pewnym.
Zayn doszedł do mnie i objął mnie i malutką
- Chodźcie pojedziemy do mamy - powiedział i zaprowadził nas do swojego samochodu.
Zayn otworzył przed nami drzwi, wcześniej powiedział jednemu policjantowi że bierzemy małą do szpitala. Nie wiem jakim cudem się zgodził, byliśmy dla małej obcymi ludźmi, ale mimo wszystko cieszyłam się że Zayn tak jak ja przejął się losem małej.
- Zayn, jakim cudem oni pozwolili nam wziąć małą do szpitala? - zapytałam w drodze.
- To był mój znajomy - odparł spokojnie Zayn, poza tym wisiał mi przysługę.
- Ale nie zamkną nas? - zapytałam przerażona perspektywą wylądowania w więzieniu i zostawieniem tej malutkiej dziewczynki/
- Nie spokojnie, będzie dobrze.
Zayn był tylko znajomym, może kolegą ale czułam że przy nim jestem w odpowiednim miejscu, że to on jest mi najbliższy. Że stał się przyjacielem w tak krótkim czasie, ale bardzo ważnym przyjacielem. Kimś za kogo mogłabym oddać życię, takiej więzi nie miałam z nikim z Jade łączyło mnie wiele ale nie było aż takiej więzi, a co dopiero z Max'em on i ja byliśmy parą ale nie przyjaciółmi. Może to przez to często się kłóciliśmy, może dlatego to wszystko się rozpadło.
- O czym myślisz - zapytał Zayn, gdy stanęliśmy na światłach.
- O związku z Max'em - powiedziałam spokojnie.
- Tęsknisz za niem - stwierdził Zayn, wydawało mi się że jego oczy posmutniały, ale ja za Max'em nie tęskniłam.
- Nie, po prostu zastanawiam się dlaczego nam nie wyszło.
- Kochasz go...? - tym razem to było pytanie, ale z każdym kolejnym zadawanym mi pytaniem w oczach Zayn'a było więcej smutku, powoli pojawiały się tam łzy, a może tylko mi się zdawało.
- Nie, już dawno przestałam kochać. Od tygodni było to tylko przywiązanie - odparłam spokojnie.
- To może lepiej że to się skończyło - stwierdził mój towarzysz.
- Tak, lepiej - odparłam już w stu procentach pewna tego że to dobrze że ja i Max nie jesteśmy już razem.
W trakcie drogi do szpitala mała zasnęła, chcieliśmy posiedzieć z nią w samochodzie, ale ta obudziła się jak tylko Zayn wyłączył silnik.
- Jesteśmy ? - zapytała, a my bez wahania odparliśmy "Tak".
Zayn wyszedł z samochodu i zanim ja zdąrzyłam otworzyć swoje dni on już tam stał i trzymał je dla mnie otwarte, potem otworzył drzwi do tyłu poprawił małej kurteczkę i wyciągnął z fotelika, który dał nam jeden z policjantów. Chciałam ją wziąć na ręce, ale Zayn mi jej nie dał, mówiąc że skoro jest facetem to ją poniesie (
http://gwiazdunie.pl/wp-content/uploads/2013/03/zayn-malik-zdjecia.jpg).
- A jak się tak w ogóle słoneczko nazywasz - zapytał w drodze do szpitala.
- Milena - odpowiedziała dziewczynka.
- Ślicznie - powiedziałam i nałożyłam malutkiej czapkę na główkę.
Do szpitala weszliśmy bez problemu, mała jeszcze przed drzwiami powiedziała nam jak się nazywa jej mama, a gdy się pielegniarka zapytała czy jesteśmy rodziną dla pacjentki powiedzieliśmy że mała jest córką tej kobiety.
- A to mój wujek i ciocia - powiedziała Milena.
Pielęgniarka powiedziała nam że pacjentka jest na bloku operacyjnym i na razie nic nie wiadomo, poprosiła byśmy cierpliwie czekali i wierzyli że wszystko będzie w porządku.
- Przepraszam, czy można gdzieś tu kupić gorącą czekoladę - zapytałam widząc że Mila marznie, pielęgniarka wytłumaczyła mi jak dotrzeć do bufetu i gdzie są automaty. Wzięłam portmonetkę i ruszyłam we wskazanym kierunku. Kupiłam gorącą czekoladę, dwie kawy, sałatkę i trzy kanapki jakby ktoś był głodny. Zayn pochłonął dwie i wypił kawę, nie dziwiłam się w końcu resuscytacja jest męcząca, a on uratował idiotę który prawie zabił matkę Mileny. Mała wypiła dwie gorące czekolady, po tą drugą musiałam iść chwilę po tym jak wypiła pierwszą, zjadła też bułkę i pół mojej sałatki.
Po wielu godzinach siedzenia przed salą w końcu wyszedł lekarz, zapytał się coś siostry a potem podszedł do nas z uśmiechem. Wytłumaczył nam na czym polegała operacja, powiedział że przebiegła pomyślnie i teraz należy wierzyć i czekać.
Malutkiej po policzku pociekła łza.
- Co się stało - zapytał lekarz.
- Bo jak tatuś tu był, też tak mówił taki pan - powiedziała malutka - a potem nas zostawił i poszedł do nieba - dodała po chwili.
- Ale z mamusią tak nie będzie - powiedział lekarz, otarł jej łzę i poszedł przed siebie mówiąc nam byśmy wspierali Milenę.
Mała nie chciała wyjść ze szpitala i mimo że nie mogła wejść do matki, stała przed salą i patrzyła przez szybę na nią. Wiedzieliśmy że musimy powiadomić kogoś z rodziny, dużo o tym rozmawialiśmy w ciągu tych godzin gdy mała patrzyła się na matkę. I wtedy podbiegła do nas jakaś kobieta, mała odwróciła się popatrzyła na nią i dalej patrzyła się na matkę.
- Milenko, pamiętasz mnie - zapytała kobieta.
- Tak - odparło dziecko i dalej patrzyło się na matkę.
- Musimy iść do domku kochanie - powiedziała kobieta, wmurowało mnie przez siedem godzin nikogo nie interesowało dziecko i nagle znajduje się kobieta i chce ją zabrać od matki.
- Nigdzie nie idę - odpowiedziała malutka.
- Ale ciocia musi iść rano do pracy.
- Ja tu zostaję, ty sobie idź - powiedziała mała.
- Ktoś się tobą musi zająć - powiedziała kobieta, dalej nie zwracając na nas uwagi.
- Zostanę z ciocią i wujkiem - powiedziała mała wskazując nas palcem.
- To siostra i brat mamy? - zapytała kobieta.
- Nie - powiedziała Milena - ale ty też nie jesteś ciocią. Byłaś z tatą, ale nie jesteś ciocią - odparła mała, a ja o mało nie wybuchłam śmiechem. Ponieważ to czteroletnie dziecko było mądrzejsze i cwańsze niż mogło by się wydawać.
- Ty mała... - zaczęła kobieta
- Mała co? - zapytał Zayn.
- Nic! - krzyknęła kobieta - Macie prawo zająć się małą?
- Nie, nie do końca - powiedział. Na co kobieta wyciągnęła notes i napisała notatkę, pospisała się i spisała nawet numer dowodu. Na osobnej karteczce zapisała swój numer telefonu.
- A będzie wam przeszkadzać?
- Nie, ona jest słodka - powiedziałam szybko.
Na co kobieta podała mi karteczki i powiedziała:
- To się nią zajmijcie, w razie kłopotów dzwońcie.
I wyszła
Popatrzyłam na Zayn'a nie dowierzjąc temu co właśnie się stało - obca kobieta wypisała nam karteczkę, że możemy się zająć Mileną nie pytając nas o nic, nie wiedziała nawet czy nie chcemy jej sprzedać czy coś - było jej to obojętne. Po prostu oddała nam dziecko, którym jak z tego wszystkiego zrozumiałam powinna się zająć, bo jej to pasowało.
- Zayn, czy ona tak po prostu oddała nam dziecko? - zapytałam ciągle nie dowierzając w całą tą sytuację.
- Najwyraźniej - odpowiedział spokojnie chłopak.
- Ale czy to nie jest dziwne?
- Jest, nawet bardzo dziwne. Ale nie zostawię tak tej małej - powiedział chłopak.
- Ja też nie, tylko... To takie niecodzienne - odparłam i usiadłam na krześle, Zayn zajął krzesło tuż obok mnie, a ja nawet nie wiem kiedy oparłam głowę o jego ramię. Poczułam się cudownie, poczułam że tak mogłoby być już zawsze. Bałam się do tego jeszcze przyznać, ale powoli zakochiwałam się w wysokim brązowookim mulacie.
*Oczami Zayn'a*
Wiedziałem że ona zasługuje na miłość jak tylko ją zobaczyłem wtedy w tej restauracji, po środku tej burzy. Tak bardzo pragnąłem wtedy przyjebać temu pacanowi, który ją zdradzał z pierwszą lepszą laską. Widziałem go już nie raz, za każdym razem z inną. Z samą Perrie widziałem go może z cztery razy, zupełnie przez przypadek. To w restauracji, to w sklepie. To na spacerze. Ale nigdy się nie wtrącałem, nie były to jakieś sytuacje które mówiły "oni są razem", mogli być przyjaciółmi poza tym ja byłem dla nich obcym człowiekiem. Nie musiała mi uwierzyć. Wtedy w tej restauracji chciałem wyjść na środek i mu walnąć, a tą biedną dziewczynę wyprowadzić jak najdalej od tego całego zamieszania. Ale nie potrafiłem, nie miałem dość siły ani odwagi. Lecz gdy tylko wszystko się skończyło obiecałem sobie że się z nią zaprzyjaźnię, że będę o nią dbał i nie pozwolę by ktoś jeszcze ją skrzywdził. To był impuls, zupełnie przez przypadek na nią wpadłem ale skorzystałem z okazji, wziąłem jej numer i mogłem już być spokojniejszy.
Potem zgubiłem tą głupią karteczkę, wsadziłem ją i nie miałem pojęcia gdzie. Bałem się że zaprzepaściłam szanse na to by być jej przyjacielem i wtedy ją znalazłem w kurtce, od razu wyciągnąłem telefon i napisałem do niej esemesa. Całe szczęście nie musiałem długo czekać na odpowiedź i tak się umówiliśmy. To miał być cudowny dzień i początek długiej przyjaźni i chyba się udało, chyba mnie polubiła. Ale zdarzył się ten wypadek a ja nie potrafię zostawić tej małej bezbronnej dziewczynki samej sobie, muszę się nią zająć całe szczęście Perrie też zależy na bezpieczeństwie małej więc będę mieć pretekst by spędzić z nią dużo czasu.
Teraz jej śliczna główka leży na moim ramieniu, czuję zapach jej włosów, czuję jak bardzo mi na niej zależy. Teraz jestem już pewien że nie pozwolę jej skrzywdzić, ze jest ona moją małą kochaną księżniczką. I nie ważne że ona traktuje mnie jak przyjaciela - będę przyjacielem, będę ją wspierać i będę jej pomagać bo jest tego warta.
*Oczami Perrie*
Gdy się przebudziłam ciągle byliśmy w szpitalu przed salą matki Mileny, obok drzwi z malutką rozmawiał jakiś policjant, ja leżałam na Zayn'ie ten tylko się na mnie patrzył. Przestraszyłam się widokiem policjanta i szybko się podniosłam.
- Spokojnie - powiedział Zayn, chwytając mnie za nadgarstek, o wiele delikatniej niż rano zrobił to Max - muszą ją wypytać o mamę, o rodzinę. Wiedzą że mała jest pod naszą opieką, wiedzą że ciotka pozwoliła nam się ją zająć.
- Ale ta kobieta...
- Ta kobieta po śmierci taty Mili dostała pismo że w razie wypadku jest odpowiedzialna za Milenę, zgodziła się więc teraz powinna tu być. Ale zwaliła to na nas. No cóż, najwyraźniej nie jest odpowiedzialna i nie potrafi zaopiekować się dzieckiem - mówił powoli Zayn.
- Więc jest dobrze - zapytałam nie pewna.
- Tak, jest dobrze - zapewnił mnie Zayn - mama Mileny jest słaba ale jej stan jest stabilny, powinna się obudzić za kilka godzin. Ze szpitala wypiszą ją za kilka tygodni w tym czasie mała powinna być pod opieką tamtej kobiety...
- Nie, ja się nią zajmę - powiedziałam, bojąc się że Zayn chce oddać małą.
- Spokojnie, chciałem powiedzieć że jeśli matka się obudzi i wyrazi zgodę to my się nią zajmiemy - dodał po chwili, a ja niepewnie się do niego uśmiechnęłam. Ten wysoki chłopak, którego prawie nie znałam miał bardzo dobre serce i był wrażliwy. I kochał dzieci.
Udało nam się przekonać malutką by pojechać do domu, pojechaliśmy do mojego mieszkania, Jade wysłuchała całej historii i zgodziła się by mała u nas została przez ten czas. Szybko przygotowała kanapki i kakao dla nas i małej. Gdy zjedliśmy i wypiliśmy położyliśmy małą na moim łóżku, sami usiedliśmy w salonie na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać.
I co mam kontynuować?
autorka: Crazy Mirror :p