czwartek, 28 listopada 2013

z Facebooka...



Z góry przepraszam za kopiowanie waszych tekstów, ale mam nadzieje ze się nie obrazicie... Jesteście genialne... No i chłopcy bez których nie było by tych tekstów, nas, naszej rodziny i tego bloga...





1.To nie ma brzmieć głupio, ale byłem popularny w szkole. Byłem troche bad boy'em, wiesz zrobić bałagan i się śmiać z tego. ~ Zayn Malik.
2.Nie ważne jak życie jest ciężkie, nie trać nadziei. - Zayn Malik.
3.Spójrzcie na mnie wszyscy,
jestem gorący! Halo! ~ Zayn Malik.
4.Jestem zorganizowany i zawsze
wiem, gdzie mam swoje rzeczy,
natomiast Louis i Harry mają
wysypisko śmieci. ~ Zayn Malik.
5. Naucz się doceniać to co masz, zanim czas zmusi cię do docenienia tego co miałeś. ~ Zayn Malik
6. Zayn : Niall jest moim idolem. Niall : O MÓJ BOŻE, mój idol ubóstwia mnie! Harry : Oni są szaleni. - od 'Śmiać się jak Niall < 3'





Crazy Mirror ♥
Crazy Carrots ☺

Imagin o Zaynie, a właściwie Zerrie - cz. II

Jest to dalsza część imagina o Zerrie. Mojego wyobrażenia ich miłości.
Oczywiście jak to w moim zwyczaju pokomplikowałam im w życiu :p
Imagina mogłyście przeczytać na fp:

Jest to MÓJ imagin, ale jako iż jestem na kilku fp, to możecie go znaleźć na każdym z nich, a oto one:



           Wybiegłam z kawiarni i nie wiedziałam co robić, ruch na ulicy ustał ale dla mnie cały świat w tym momencie biegł jakby milion razy wolniej. Drzwi się jeszcze dobrze za mną nie zamknęły a ja patrzyłam się jak opętana to w prawo to w lewo i myślałam "Nie, tylko nie Zayn. Tylko nie on!", wybiegłam na ulicę i zaczęłam przepychać się wśród ludzi, moje zmysły były chyba bardziej wyostrzone bo czułam od ludzi alkohol, papierosy - czego zazwyczaj nie zauważałam. Przepychałam się starając się nikomu nie zrobić krzywdy, ale mimo wszelkiego strachu chciałam dotrzeć do poszkodowanego, nie myślałam teraz o tym że to może być Zayn, ciągle powtarzałam sobie "Nie to nie Zayn", nagle przewróciłam jakąś małą dziewczynkę, ta zaczęła płakać. Przestałam biec, odwróciłam się i podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.
- Nie płacz maleńka, nie chciałam - powiedziałam.
- Ja... Ja wiem, po prostu moja mamusia jechała tym autem - powiedziała dziewczynka i wskazała na samochód który uczestniczył w wypadku, mocno przytuliłam malutką
- Podaj mi numer do tatusia - powiedziałam spokojnie.
- Ja, nie mam tatusia. Tatuś już jest w niebie - powiedziała malutka najspokojniej na świecie.
- A wujek, ciocia, babcia. Znasz kogoś numer? - zapytałam spokojnie.
- Tak, cioci. Ale ona mieszka daleko - powiedziała malutka.
- A kogoś kto mieszka tu, blisko?
- Nie - powiedziała i zaczęła płakać, przytuliłam ją i pocałowałam w czubek głowy, do oczu naciekły mi łzy bo przypomniał mi się gest Zayn'a sprzed kilku godzin.
- Poczekaj tu kochanie, ja sprawdzę czy tam wszystko w porządku - powiedziałam do małej i w tym momencie z E Pellicci wyszła kelnerka - możesz się zająć małą na chwilę - zapytałam podając jej dziecko.
- Tak, ale kto to? - zapytała dziewczyna.
- To córka kobiety która miała wypadek - krzyknęłam gdy już odbiegałam, w tym momencie sygnał karetki zaczął być bardziej wyraźny więc oznaczało to że się zbliża. Doskonale wiedziałam że od wypadku minęło może 2-3 minuty, wszystko działo się tak szybko a tak wolno za razem. Znów rzuciłam się do biegu przez ludzi. Tym razem udało mi się dotrzeć do samego centrum zbiegowiska, to co zobaczyłam sprawiło że wybuchnęłam niepohamowanym płaczem.
            Po moich policzkach płynęła rzeka łez, nie wierzyłam w to co się działo, nie mogłam uwierzyć w to co widziałam... Zayn tam był, był tam... Ciepłe łzy spływały po policzkach, ogrzewając z lekka zmarznięte ciało ponieważ w Londynie nie było za ciepło. Nałożyłam na siebie swoją kurtkę, chciałam założyć też jego ale stwierdziłam że musi mu być zimno... Policja była już na miejscu, zabezpieczyła teren i nie pozwalała się nikomu zbliżyć, tylko osoby udzielające pierwszej pomocy poszkodowanym których leżało tam z sześciu albo siedmiu pozostały przy ciałach.
Ci ludzie leżeli, nie ruszali się a wszystko przez jakiegoś idiotę na motorze, który jechał z nadmierną prędkością a biedna kobieta kierująca czarnym mercedesen s (http://www.topgear.com.pl/sites/www.topgear.com.pl/files/imagecache/640_290/photo/2013/05/2014-mercedes-s-class-a6.jpg) próbując go wyminąć potrąciła przechodnia i uderzyła w inny samochód, którego z tego miejsca nie widziałam. Wśród tych wszystkich ludzi był także Zayn, postanowiłam się tam przedrzeć. Widziałam jak policjanci zatrzymują bliskich poszkodowanych, ja nie byłam bliską ja byłam znajomą. Podbiegłam do taśmy, chciałam przejść, podbiec do Zayn'a, ale policjant mnie zatrzymał. W tym momencie podjechały cztery karetki, ratownicy wybiegli. Świat znów dla mnie zwolnił, bałam się. Tak strasznie się bałam. Nie wiedziałam kiedy zaczęłam krzyczeć:
- Zayn, Zayn, Zayn!
I nagle na moim ramieniu znalazła się jakaś dłoń, popatrzyłam na nią. Była ciemna, nie jak u człowieka ciemnoskórego, ale ciemniejsza od mojej. Pobiegłam wzrokiem wzdłóż ręki i dotarłam do głowy tej osoby, ale w moich oczach były same łzy. Widziałam tylko czerwoną bluzkę, pomyślałam że to ratownik i wybuchnęłam jeszcze większym płaczem, ale wtedy ten ktoś mnie przytulił i znów usłyszałam ten głos, to był Zayn. On żył, nic mu nie było. A teraz mnie przytulał
- Zaayn... - powiedziałam spokojnie, jednak ciągle przez łzy
- Tak, ciii, już dobrze Perrie, już dobrze - powiedział i mocno mnie przytulił. A ja zrozumiałam jak bardzo go lubiłam, jak bliski mi się stał mimo tak niedługiej znajomości.
- Ja myślałam, że... Bałam się - zaczęłam, ale on tylko mocniej mnie przytulił i pocałował w czubek głowy. Tak hjak ja kilka minut temu, małą dziewczynkę. I w tym momencie przypomniałam sobie że ta kobieta była poszkodowaną w tym wypadku.
- Zayn, ta kobieta! Ta która prowadziła ten samochód. Ona... Ona żyje? - zapytałam
- Tak, ale...
- Ale... - zapytałam niepewnie.
- Z tego co słyszałem jest w ciężkim stanie, ale uratowała życie temu chłopakowi - powiedział Zayn ciągle mnie przytulając - a dlaczego pytasz?
- Bo tam jest jej córka, ona nie ma nikogo poza matką - powiedziałam spokojnie, o mało nie załamując się tym że malutka może zostać sama przez głupotę jakiegoś człowieka.
- Zayn! - usłyszałam głos za nami, Zayn się odwrócił i zobaczyłam ratownika.
- Tak...
- Uratowałeś mu życie - powiedział spokojnie jeden z nich.
- To dobrze, powiedz mi co z kobietą z mercedesa - powiedział Zayn, wcale nie pytał choć tak mogło to zabrzmieć.
- Nie wiem za dużo, nie powinienem ale jej stan jest ciężki. Będzie mieć najprawdopodobniej operację, ale my już jedziemy - powiedział ratownik i odszedł.
- Jesteś ratownikiem - zapytałam, on się uśmiechnął i odpowiedział
- Nie, to mój znajomy.
Oderwałam się od Zayn'a i pobiegłam do małej, wzięłam ją na ręce i mocno przytuliłam.
- Czy mamusia nie żyje...? - zapytała powstrzymując łzy.
- Żyje, ale musi jechać do szpitala. Będzie mieć operację, potem się obudzi i pojedziecie do domu.
- Ale nie umrze, nie umrze tak jak tatuś umarł - pytała mała, a ja nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Nie byłam lekarzem, nie wiedziałam nic, ale wiedziałam jedno w medycynie niczego nie można być pewnym.
Zayn doszedł do mnie i objął mnie i malutką
- Chodźcie pojedziemy do mamy - powiedział i zaprowadził nas do swojego samochodu.
             Zayn otworzył przed nami drzwi, wcześniej powiedział jednemu policjantowi że bierzemy małą do szpitala. Nie wiem jakim cudem się zgodził, byliśmy dla małej obcymi ludźmi, ale mimo wszystko cieszyłam się że Zayn tak jak ja przejął się losem małej.
- Zayn, jakim cudem oni pozwolili nam wziąć małą do szpitala? - zapytałam w drodze.
- To był mój znajomy - odparł spokojnie Zayn, poza tym wisiał mi przysługę.
- Ale nie zamkną nas? - zapytałam przerażona perspektywą wylądowania w więzieniu i zostawieniem tej malutkiej dziewczynki/
- Nie spokojnie, będzie dobrze.
Zayn był tylko znajomym, może kolegą ale czułam że przy nim jestem w odpowiednim miejscu, że to on jest mi najbliższy. Że stał się przyjacielem w tak krótkim czasie, ale bardzo ważnym przyjacielem. Kimś za kogo mogłabym oddać życię, takiej więzi nie miałam z nikim z Jade łączyło mnie wiele ale nie było aż takiej więzi, a co dopiero z Max'em on i ja byliśmy parą ale nie przyjaciółmi. Może to przez to często się kłóciliśmy, może dlatego to wszystko się rozpadło.
- O czym myślisz - zapytał Zayn, gdy stanęliśmy na światłach.
- O związku z Max'em - powiedziałam spokojnie.
- Tęsknisz za niem - stwierdził Zayn, wydawało mi się że jego oczy posmutniały, ale ja za Max'em nie tęskniłam.
- Nie, po prostu zastanawiam się dlaczego nam nie wyszło.
- Kochasz go...? - tym razem to było pytanie, ale z każdym kolejnym zadawanym mi pytaniem w oczach Zayn'a było więcej smutku, powoli pojawiały się tam łzy, a może tylko mi się zdawało.
- Nie, już dawno przestałam kochać. Od tygodni było to tylko przywiązanie - odparłam spokojnie.
- To może lepiej że to się skończyło - stwierdził mój towarzysz.
- Tak, lepiej - odparłam już w stu procentach pewna tego że to dobrze że ja i Max nie jesteśmy już razem.
W trakcie drogi do szpitala mała zasnęła, chcieliśmy posiedzieć z nią w samochodzie, ale ta obudziła się jak tylko Zayn wyłączył silnik.
- Jesteśmy ? - zapytała, a my bez wahania odparliśmy "Tak".
Zayn wyszedł z samochodu i zanim ja zdąrzyłam otworzyć swoje dni on już tam stał i trzymał je dla mnie otwarte, potem otworzył drzwi do tyłu poprawił małej kurteczkę i wyciągnął z fotelika, który dał nam jeden z policjantów. Chciałam ją wziąć na ręce, ale Zayn mi jej nie dał, mówiąc że skoro jest facetem to ją poniesie (http://gwiazdunie.pl/wp-content/uploads/2013/03/zayn-malik-zdjecia.jpg).
- A jak się tak w ogóle słoneczko nazywasz - zapytał w drodze do szpitala.
- Milena - odpowiedziała dziewczynka.
- Ślicznie - powiedziałam i nałożyłam malutkiej czapkę na główkę.
          Do szpitala weszliśmy bez problemu, mała jeszcze przed drzwiami powiedziała nam jak się nazywa jej mama, a gdy się pielegniarka zapytała czy jesteśmy rodziną dla pacjentki powiedzieliśmy że mała jest córką tej kobiety.
- A to mój wujek i ciocia - powiedziała Milena.
Pielęgniarka powiedziała nam że pacjentka jest na bloku operacyjnym i na razie nic nie wiadomo, poprosiła byśmy cierpliwie czekali i wierzyli że wszystko będzie w porządku.
- Przepraszam, czy można gdzieś tu kupić gorącą czekoladę - zapytałam widząc że Mila marznie, pielęgniarka wytłumaczyła mi jak dotrzeć do bufetu i gdzie są automaty. Wzięłam portmonetkę i ruszyłam we wskazanym kierunku. Kupiłam gorącą czekoladę, dwie kawy, sałatkę i trzy kanapki jakby ktoś był głodny. Zayn pochłonął dwie i wypił kawę, nie dziwiłam się w końcu resuscytacja jest męcząca, a on uratował idiotę który prawie zabił matkę Mileny. Mała wypiła dwie gorące czekolady, po tą drugą musiałam iść chwilę po tym jak wypiła pierwszą, zjadła też bułkę i pół mojej sałatki.
Po wielu godzinach siedzenia przed salą w końcu wyszedł lekarz, zapytał się coś siostry a potem podszedł do nas z uśmiechem. Wytłumaczył nam na czym polegała operacja, powiedział że przebiegła pomyślnie i teraz należy wierzyć i czekać.
Malutkiej po policzku pociekła łza.
- Co się stało - zapytał lekarz.
- Bo jak tatuś tu był, też tak mówił taki pan - powiedziała malutka - a potem nas zostawił i poszedł do nieba - dodała po chwili.
- Ale z mamusią tak nie będzie - powiedział lekarz, otarł jej łzę i poszedł przed siebie mówiąc nam byśmy wspierali Milenę.
Mała nie chciała wyjść ze szpitala i mimo że nie mogła wejść do matki, stała przed salą i patrzyła przez szybę na nią. Wiedzieliśmy że musimy powiadomić kogoś z rodziny, dużo o tym rozmawialiśmy w ciągu tych godzin gdy mała patrzyła się na matkę. I wtedy podbiegła do nas jakaś kobieta, mała odwróciła się popatrzyła na nią i dalej patrzyła się na matkę.
- Milenko, pamiętasz mnie - zapytała kobieta.
- Tak - odparło dziecko i dalej patrzyło się na matkę.
- Musimy iść do domku kochanie - powiedziała kobieta, wmurowało mnie przez siedem godzin nikogo nie interesowało dziecko i nagle znajduje się kobieta i chce ją zabrać od matki.
- Nigdzie nie idę - odpowiedziała malutka.
- Ale ciocia musi iść rano do pracy.
- Ja tu zostaję, ty sobie idź - powiedziała mała.
- Ktoś się tobą musi zająć - powiedziała kobieta, dalej nie zwracając na nas uwagi.
- Zostanę z ciocią i wujkiem - powiedziała mała wskazując nas palcem.
- To siostra i brat mamy? - zapytała kobieta.
- Nie - powiedziała Milena - ale ty też nie jesteś ciocią. Byłaś z tatą, ale nie jesteś ciocią - odparła mała, a ja o mało nie wybuchłam śmiechem. Ponieważ to czteroletnie dziecko było mądrzejsze i cwańsze niż mogło by się wydawać.
- Ty mała... - zaczęła kobieta
- Mała co? - zapytał Zayn.
- Nic! - krzyknęła kobieta - Macie prawo zająć się małą?
- Nie, nie do końca - powiedział. Na co kobieta wyciągnęła notes i napisała notatkę, pospisała się i spisała nawet numer dowodu. Na osobnej karteczce zapisała swój numer telefonu.
- A będzie wam przeszkadzać?
- Nie, ona jest słodka - powiedziałam szybko.
Na co kobieta podała mi karteczki i powiedziała:
- To się nią zajmijcie, w razie kłopotów dzwońcie.
I wyszła
          Popatrzyłam na Zayn'a nie dowierzjąc temu co właśnie się stało - obca kobieta wypisała nam karteczkę, że możemy się zająć Mileną nie pytając nas o nic, nie wiedziała nawet czy nie chcemy jej sprzedać czy coś - było jej to obojętne. Po prostu oddała nam dziecko, którym jak z tego wszystkiego zrozumiałam powinna się zająć, bo jej to pasowało.
- Zayn, czy ona tak po prostu oddała nam dziecko? - zapytałam ciągle nie dowierzając w całą tą sytuację.
- Najwyraźniej - odpowiedział spokojnie chłopak.
- Ale czy to nie jest dziwne?
- Jest, nawet bardzo dziwne. Ale nie zostawię tak tej małej - powiedział chłopak.
- Ja też nie, tylko... To takie niecodzienne - odparłam i usiadłam na krześle, Zayn zajął krzesło tuż obok mnie, a ja nawet nie wiem kiedy oparłam głowę o jego ramię. Poczułam się cudownie, poczułam że tak mogłoby być już zawsze. Bałam się do tego jeszcze przyznać, ale powoli zakochiwałam się w wysokim brązowookim mulacie.

*Oczami Zayn'a*

           Wiedziałem że ona zasługuje na miłość jak tylko ją zobaczyłem wtedy w tej restauracji, po środku tej burzy. Tak bardzo pragnąłem wtedy przyjebać temu pacanowi, który ją zdradzał z pierwszą lepszą laską. Widziałem go już nie raz, za każdym razem z inną. Z samą Perrie widziałem go może z cztery razy, zupełnie przez przypadek. To w restauracji, to w sklepie. To na spacerze. Ale nigdy się nie wtrącałem, nie były to jakieś sytuacje które mówiły "oni są razem", mogli być przyjaciółmi poza tym ja byłem dla nich obcym człowiekiem. Nie musiała mi uwierzyć. Wtedy w tej restauracji chciałem wyjść na środek i mu walnąć, a tą biedną dziewczynę wyprowadzić jak najdalej od tego całego zamieszania. Ale nie potrafiłem, nie miałem dość siły ani odwagi. Lecz gdy tylko wszystko się skończyło obiecałem sobie że się z nią zaprzyjaźnię, że będę o nią dbał i nie pozwolę by ktoś jeszcze ją skrzywdził. To był impuls, zupełnie przez przypadek na nią wpadłem ale skorzystałem z okazji, wziąłem jej numer i mogłem już być spokojniejszy.
            Potem zgubiłem tą głupią karteczkę, wsadziłem ją i nie miałem pojęcia gdzie. Bałem się że zaprzepaściłam szanse na to by być jej przyjacielem i wtedy ją znalazłem w kurtce, od razu wyciągnąłem telefon i napisałem do niej esemesa. Całe szczęście nie musiałem długo czekać na odpowiedź i tak się umówiliśmy. To miał być cudowny dzień i początek długiej przyjaźni i chyba się udało, chyba mnie polubiła. Ale zdarzył się ten wypadek a ja nie potrafię zostawić tej małej bezbronnej dziewczynki samej sobie, muszę się nią zająć całe szczęście Perrie też zależy na bezpieczeństwie małej więc będę mieć pretekst by spędzić z nią dużo czasu.
Teraz jej śliczna główka leży na moim ramieniu, czuję zapach jej włosów, czuję jak bardzo mi na niej zależy. Teraz jestem już pewien że nie pozwolę jej skrzywdzić, ze jest ona moją małą kochaną księżniczką. I nie ważne że ona traktuje mnie jak przyjaciela - będę przyjacielem, będę ją wspierać i będę jej pomagać bo jest tego warta.


*Oczami Perrie*

           Gdy się przebudziłam ciągle byliśmy w szpitalu przed salą matki Mileny, obok drzwi z malutką rozmawiał jakiś policjant, ja leżałam na Zayn'ie ten tylko się na mnie patrzył. Przestraszyłam się widokiem policjanta i szybko się podniosłam.
- Spokojnie - powiedział Zayn, chwytając mnie za nadgarstek, o wiele delikatniej niż rano zrobił to Max - muszą ją wypytać o mamę, o rodzinę. Wiedzą że mała jest pod naszą opieką, wiedzą że ciotka pozwoliła nam się ją zająć.
- Ale ta kobieta...
- Ta kobieta po śmierci taty Mili dostała pismo że w razie wypadku jest odpowiedzialna za Milenę, zgodziła się więc teraz powinna tu być. Ale zwaliła to na nas. No cóż, najwyraźniej nie jest odpowiedzialna i nie potrafi zaopiekować się dzieckiem - mówił powoli Zayn.
- Więc jest dobrze - zapytałam nie pewna.
- Tak, jest dobrze - zapewnił mnie Zayn - mama Mileny jest słaba ale jej stan jest stabilny, powinna się obudzić za kilka godzin. Ze szpitala wypiszą ją za kilka tygodni w tym czasie mała powinna być pod opieką tamtej kobiety...
- Nie, ja się nią zajmę - powiedziałam, bojąc się że Zayn chce oddać małą.
- Spokojnie, chciałem powiedzieć że jeśli matka się obudzi i wyrazi zgodę to my się nią zajmiemy - dodał po chwili, a ja niepewnie się do niego uśmiechnęłam. Ten wysoki chłopak, którego prawie nie znałam miał bardzo dobre serce i był wrażliwy. I kochał dzieci.
           Udało nam się przekonać malutką by pojechać do domu, pojechaliśmy do mojego mieszkania, Jade wysłuchała całej historii i zgodziła się by mała u nas została przez ten czas. Szybko przygotowała kanapki i kakao dla nas i małej. Gdy zjedliśmy i wypiliśmy położyliśmy małą na moim łóżku, sami usiedliśmy w salonie na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać.

I co mam kontynuować?

autorka: Crazy Mirror :p 

Imagin o Zaynie, a właściwie Zerrie - cz. I

♥ To jest takie moje wyobrażenie miłości Zayn'a i Perrie ♥
Oczywiście nie zaczyna się od x-Factora, nie ma ich pierwszego spotkania z rzeczywistości,
to jest takie moje... Wymyślone i napisane od zera.

Siedziałam w domu i czekałam aż w końcu przyjdzie moja współlokatorka bym mogła wyjść, ponieważ ta przez nie uwagę zabrała dwie pary kluczy i ja nie miałam jak zamknąć drzwi.
Gdy w końcu usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach, podniosłam się założyłam szpilki które leżały tuż obok kanapy i podbiegłam do drzwi. Przelotnie sprawdziłam makijaż i fryzurę, poprawiłam bluzkę i wzięłam torebkę. Jeszcze zanim Jade weszła do mieszkania, spojrzałam na zegar który wskazywał już 17:20, co oznaczało że byłam prawie pół godziny spóźniona na spotkanie z chłopakiem.
Nie zdążyłam się nawet przywitać z Jade a już stałam przed drzwiami i zamykałam je kluczem, zdążyłam tylko krzyknąć cześć i pa... Co i tak było wielkim osiągnięciem jak na to że nienawidziłam się spóźniać, a w tym momencie byłam bardzo spóźniona...
Gdy dotarłam na umówione miejsce zdziwiłam się ponieważ Max'a nie było nigdzie przed restauracją, pomyślałam że zmarzł gdyż londyńska pogoda nie należała do najpiękniejszych i czeka na mnie w środku.
Spokojna i pewna siebie weszłam do restauracji, pobieżnie przeleciałam wzrokiem po stolikach stojących w zasięgu wzroku, gdy nie zobaczyłam Max'a, podeszłam do menadżerki i zapytałam o niego, posłużyłam się jego nazwiskiem. Ta odszukała go w księdze i wskazała stolik. Ruszyłam za kobietą i nagle stanęłam nie wiedząc co zrobić.
Mój ukochany, mężczyzna z którym chciałam wziąć ślub, mieć dzieci. U którego boku chciałam się zestarzeć właśnie zabawiał się z jakąś panienką. W dzień naszej rocznicy.
- Co ty robisz - krzyknęłam, nawet nie wiedząc kiedy.
- Ja, no wiesz, bo ja... Ja... Ona... My... To nie tak... - zaczął się miotać mój w tym momencie już były chłopak.
- Ty, ona, wy. No widzę. Życzę wam szczęścia - krzyknęłam i już chciałam wyjść ale chwycił mnie za ramię.
- Perry poczekaj - powiedział takim głosem że mogłabym się znów zakochać gdybym nie była tak zdenerwowana. I w tym momencie jakaś starsza pani wstała od stolika podeszła do nas i powiedziała:
- Póść ją, nie jesteś jej wart. Nie po raz pierwszy cię tu widzę z jakąś dziewczyną. A ta biedaczka siedziała pewnie wtedy sama w domu. Miej na tyle honoru by stąd wyjść...
- Kochanie, zostaw gości - wtrącił się nagle jej mąż.
- Nie, ten mężczyzna ma opuścić ten lokal.
I nawet nie wiem kiedy w restauracji wybuchła sprzeczka, nawet właściciel przyszedł by uspokoić gości. Dziwnym cudem, mój chłopak został wyproszony z lokalu z prośbą o nie puszczanie się w lokalach tej restauracji.
Już miałam wyjść gdy wpadłam na jakiegoś gościa.
- Przepraszam, nie chciałam - powiedziałam cicho i chciałam umknąć niepostrzeżenie lecz ten chwycił mnie za podbródek i powiedział:
- Ładne dziewczyny zawsze mogą na mnie wpadać.
A ja wpadłam i utonęłam w jego pełnych jasnobrązowych oczach... Mulat trzymał mnie przez chwilę po czym puścił...
- Jestem Zayn - odezwał się, gdy już miałam go minąć i wyjść.
- A ja Perrie - odpowiedziałam tym razem już bardziej pewnie siebie.
- Może się jeszcze spotkamy.
- Możliwe, ale dopiero zako... - zaczęłam a on szybko sprostował/
- Jak znajomi, słyszałem kłótnię. Widziałem jak cię poniżył. Chce cię tylko wesprzeć.
- To bardzo chętnie - powiedziałam i podałam Zaynowi karteczkę z numerem telefonu.
Przez kolejne trzy dni chodziłam niespokojna, nie mogłam spać jeść ani nic. Początkowo myślałam że to przez Max'a, przez to co mi zrobił, jak upokorzył... Przez to że go kochałam a on tak postąpił. Często w nocy budziłam się cała zapłakana, nie pamiętałam co mi się śniło. Wiedziałam tylko że dobrze że nie pamiętam, miałam poczucie że bolało by bardziej gdybym pamiętała. Szef dał mi wolne, ponieważ w pracy i tak na niczym nie mogłam się skupić. Nie umiałam wypełnić durnej rubryczki, przesłać prawidłowo e-maila, nawet kawy nie umiałam przenieść z kuchni do swojego biurka nie rozlewając.
Siedziałam teraz w kuchni przy stole i cała zapłakana i popuchnięta piłam gorącą czekoladę, starając się nie myśleć że robiłam to z Max'em w każdy zimowy i jesienny wieczór. Od kiedy się rozstaliśmy ani razu nie widziałam "Zakochanego kundla" ponieważ za bardzo mi go przypominał, przypominał te chwile spędzone w jego ramionach. Ale tak na prawdę czułam się źle z powodu że Zayn jeszcze nie napisał, bałam się że już nie napisze. I nie chciałam się do tego przyznać przed samą sobą a co dopiero przed innymi.
- Co jest? - spytała Jade, wchodząc do kuchni.
- Nic - odparłam spokojnie, ale i tak po moich policzkach pociekły łzy smutku, rozpaczy i bezsilności.
- Nie płacz, nie jest tego wart - powiedziała i mocno mnie przytuliła.
- Ale.. - chciałam jej powiedzieć że to nie z jego powodu, ale nie umiałam, poza tym przerwała mi.
- Nie jest wart, zawsze Ci to mówiłam
- Wiem, ale...
- Nie przejmuj się nim, zapomnij - najwyraźniej już dawno przegrałam i nie miałam nawet po co próbować jej powiedzić że to nie o Max'a lecz o Zayna chodzi. I wtedy dostałam esemesa:
"Przepraszam że musiałaś tyle czekać. Po prostu myślałem że zgubiłem tą karteczkę. O mało się nie załamałem xoxo Zayn"
Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech, który nie umknął uwadze Jade.
- No widzisz, zajmij się nowymi znajomościami - powiedziała i przez nieuwagę oblała moją świeżą piżamę kawą (https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6WIV50mitXcnH5GE-KoL0_zSW3UxFnKXlVKtUpOiVWxIeBiXuFn6AEUCj3NFigCfzloiN-TkF04j2LaAeIv2MVjS4vzYLGcCktxCvB_27QoS8k2Dx-8vVAA55IDVJYHeQVnc9QBk0tYkF/s1600/piżama+1.jpg)
- Auuuu - krzyknęłam, ponieważ napój był gorący.
- Przepraszam, przepraszam... Nie chciałam. Ja...
- Spoko, po prostu ciepłe. Idę się przebrać.
Wyszłam z kuchni i skierowałam się do 3 pokoju, ponieważ przy wynajmowaniu mieszkania miałyśmy takie szczęście że trafiłyśmy na 4 pokojowe z kuchnią, łazienką w bardzo dobrej cenie. Jako iż byłyśmy tylko dwie, z trzeciego niepotrzebnego nam pokoju zrobiłyśmy mini garderobę... Szybko przeleciałam wzrokiem po półkach i już wiedziałam że ubiorę biały sweterek w litery, czarne rurki w ciemniejsze czarne róże. Gdybym musiała gdzieś wyjść w sam raz pasowały do tego moje nowe czarno-kremowe szpilki, na nadgarstek założyłam bransoletkę z serduszkiem, którą dostałam od młodszej siostry na osiemnaste urodziny (całość - https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiWHJOKt4ttDZBchacdNg00l2nLNV_n02CsezfHzzJt1m4L98XmUvpmPKauAucG44EqkMgaCv1LdKn_zHtK2LRa3AUmnmZ2dfywL14Myw3f1a_0BnhBc707Yc0JNI613ara55zyvnnMJkcx/s320/na+codzień.jpg)
Na powód do wyjścia nie musiałam długo czekać, gdyż już po dwudziestu minutach dostałam sms'a "Nie odzywasz się. Może się spotkamy na kawie jeśli masz ochotę xoxo Zayn", szybko odpisałam nowemu znajomemu "Z miłą chęcią, napisz tylko gdzie i o której - będę. Perrie"... Już po kilku minutach przyszedł kolejny sms "Za pół godziny w E Pellicci xoxo Zayn", zdziwiło mnie wybrane przez niego miejsce. Bardzo lubiłam tam przychodzić, tam zawsze była miła obsługa można było dobrze zjeść. Uśmiechnęłam się do siebie, wyciągnęłam torebkę z półki wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy, w międzyczasie odpisując Zaynowi "Jasne.". Chwyciłam szpilki i wybiegłam z mieszkania zamykając drzwi na klucz i wbiegajac do windy do której właśnie wsiadał sąsiad spad 4e.
- Witam śliczną sąsiadkę - powiedział mężczyzna i posłał mi uśmiech, on sam do najpiękniejszych nie należał - łysiejący, po pięćdziesiątce, z nadwagą.
- Witam - powiedziałam i wcisnęłam parter.
Gdy tylko drzwi windy się otworzyły wybiegłam z niej, jeszcze szybciej niż do niej weszłam. Na szczęście portier pracujący w tym budynku miał refleks i zdążył otworzyć mi drzwi, Bogu dziękowałam w takich chwilach że Jade zmusiła mnie do płacenia niewiele wyższego czynszu za mieszkanie ale za to w dobrej okolicy gdzie budynki mają monitoring i portiera. Dziś sprzyjało mi szczęście, jak tylko wybiegłam z budynku krzycząc do mężczyzny:
- Dzień dobry i dziękuję.
Pod budynek podjechała taksówka z jednym z lokatorów, na szczęście nie miał on bagażów, więc szybko mogłam zając za niego taksówkę i wskazać adres pod jaki mamy jechać. Kawiarnia znajdowała się we wschodnim Londynie, ale jako iż nie było jeszcze południa drogi były puste i dotarliśmy na miejsce po niespełna dziesięciu minutach. Wysiadłam z taksówki uprzednio zostawiając taksówkarzowi wynagrodzenie z dość sporym napiwkiem. I już miałam wejść do budynku gdy ktoś chwycił mnie za nadgarstek, przekonana że to Zayn odwróciłam się i uśmiechnęłam, lecz uśmiech szybko znikł z mojej twarzy przede mną stał Max z kolegami (http://images7.alphacoders.com/308/308964.jpg)
- Czego chcesz? - zapytałam z oburzeniem
- Porozmawiać - odparł spokojnie.
- Nie mamy o czym, zdradziłeś, ba zdradzałeś mnie mimo że mówiłeś iż kochasz. Mimo że się starałam ty spotykałeś się z innymi, im zapewne też mówiłeś że je kochasz, że jesteś wierny! Zostaw mnie!
- Porozmawiajmy - powiedział jeszcze raz.
- Nie, nie mamy o czym. Nienawidzę cię, jesteś dla mnie skończony. Dla mnie nie istniejesz - zaczynałam już krzyczeć. Jego uścisk stawał się coraz mocniejszy.
- Porozmawiajmy - powiedział, naciskając na każdą sylabę z osobna.
- Właśnie skończyliście - usłyszałam nagle jakiś głos za sobą, na ramieniu ciepłą dłoń. Wiedziałam że tym razem to Zayn.
- Nie, nawet nie zaczęliśmy - powiedział Max.
- A ja sądzę że tak i że nawet skończyliście - odparł spokojnie Zayn - a teraz puść jej rękę - dodał stanowczo.
- Bo co - od razu zareagował Nathan.
- Bo jak na razie proszę, ale możemy pogadać inaczej - zaczął Zayn, a ja zaczęłam się martwić o jego bezpieczeństwo.
- Daj spokój Zayn, Max z kolegami już sobie idzie - powiedziałam by załagodzić spór.
- Tak, idziemy - odpowiedział Max, ale miałam wrażenie że nie z powodu moich słów a zachowania Zayn'a się poddał.
Gdy Max z chłopakami odszedł, od razu mocno wtuliłam się w pierś Zayn'a nie z powodu strachu bo Max tylko zgrywał twardziela, na co dzień był kruchy i jękliwy ale z powodu bólu jaki powrócił gdy go zobaczyłam. Teraz zastanawiałam się jak mogłam się w nim zakochać, jak mogłam go kochać, być z nim.
- Ciii... - usłyszałam śliczny głos Zayn'a który gładził mnie po włosach - spokojnie już go nie ma.
- Ja się go nie boję, on tylko takiego udaje - powiedziałam przez łzy - po prostu wróciły wspomnienia - dodałam po chwili.
- Rozumiem, choć zjemy coś, napijemy się czegoś i porozmawiamy - powiedział Zayn, chwycił mnie za dłoń i wprowadził do kawiarni.
Siedzieliśmy tam z Zayn'em z godzinę, może więcej. Po czym przeprosił mnie i powiedział że musi wyjść do sklepu po coś a potem pójdziemy na spacer. Zgodziłam się, Zayn uregulował rachunek ale mimo wszystko prosił bym tu na niego poczekała. Sklep znajdował się po drugiej stronie ulicy, szybko zabrał portfel, pozostawił kurtkę przewieszoną przez oparcie i wybiegł z budynku. Widziałam jak się do mnie uśmiecha i macha po czym odwraca się i rusza na ulicę. Nagle usłyszałam dźwięk nagłego hamowania i zobaczyłam że coś się stało. Ludzie biegli w kierunku zdarzenia, ktoś krzyczał by wezwać pogotowie i policję, ktoś inny że ten CHŁOPAK jest taki MŁODY. A ja jak pomyślałam tylko o Zayn'ie i jedyna myśl jaka błądziła mi w głowie to "Nie, tylko nie Zayn"
Chwyciłam własną kurtkę i kurtkę Zayn'a i wybiegłam z budynku, z oddali słyszałam dźwięk pogotowia i policji.


Chcecie dalej ?

autorka: Crazy Mirror :p