I.Złap mnie za rękę.
Do KFC zabierz mnie.
Przynieś mi cole.
Dobrze wiem, że to nie zdrowe.
I przepychamy się w kolejce, by by szybciej kupić frytki se.
I kupić jeszcze chcemy więcej, bo Niall Horan Głodny jest.
Będzie tego mało wiem,
ale jeden sposób na to jest,
więc uporamy się z tym.
Ref.: Rozpędzeni prosto w stronę Nialla,
zatraceni w frytkach z McDonalda.
Pędzimy teraz do Nandos,
by Niallowi kupić coś na wynos.
Żeby nasz Horanek nie był głodny,
zjadł już wszystko, lecz to nie jest koniec.
Kupić trzeba mu jedzenie,
by mógł poczuć się jak w niebie.
II. To takie proste.
Kochamy wszystkie fast foody.
Żyjemy w stresie
i ciągle objadamy się.
Będzie tego mało wiem,
ale jeden sposób na to jest,
więc uporamy się z tym.
Ref.: Rozpędzeni prosto w stronę Nialla,
zatraceni w frytkach z McDonalda.
Pędzimy teraz do Nandos,
by Niallowi kupić coś na wynos.
Żeby nasz Horanek nie był głodny,
zjadł już wszystko, lecz to nie jest koniec.
Kupić trzeba mu jedzenie,
by mógł poczuć się jak w niebie.
Apetytem swoim podbijamy kosmos.
Ref.: Rozpędzeni prosto w stronę Nialla,
zatraceni w frytkach z McDonalda.
Pędzimy teraz do Nandos,
by Niallowi kupić coś na wynos.
Żeby nasz Horanek nie był głodny,
zjadł już wszystko, lecz to nie jest koniec.
Kupić trzeba mu jedzenie,
by mógł poczuć się jak w niebie.
Rozpędzeni prosto w stronę Nandos,
znów podbijamy fast food.
Rozpędzeni tak w stronę Nandos,
znów podbijamy fast food.
Kupić trzeba mu jedzenie, by mógł poczuć się jak w niebie.
Każda chwila jest wiecznością, gdy apetytem podbijamy kosmos.
niedziela, 30 czerwca 2013
Ważna Sprawa :D
Hej,
kilka informacji tak od nas, takich organizacyjnych...
Jeśli chcecie jakiegoś imaginka specjalnie dla was...
Dajcie znać w komentarzu.
Napiszcie o którym z chłopaków ma być, jak ma się skończyć (w sensie szczęśliwie czy nie)... Możecie dorzucić jakieś informacje od siebie..gif%3F158838126&container=blogger&gadget=a&rewriteMime=image%2F*)
Jeśli chcecie by kolejna część jakiegoś imaginka pokazała się wcześniej - dajcie znać w komentarzu lub napiszcie na e-mail : onedirectionforeverinpoland@gmail.com
kilka informacji tak od nas, takich organizacyjnych...
Jeśli chcecie jakiegoś imaginka specjalnie dla was...
Dajcie znać w komentarzu.
Napiszcie o którym z chłopaków ma być, jak ma się skończyć (w sensie szczęśliwie czy nie)... Możecie dorzucić jakieś informacje od siebie.
.gif%3F158838126&container=blogger&gadget=a&rewriteMime=image%2F*)
Jeśli chcecie by kolejna część jakiegoś imaginka pokazała się wcześniej - dajcie znać w komentarzu lub napiszcie na e-mail : onedirectionforeverinpoland@gmail.com
autorka: Crazy Mirror
współautorka: Crazy Carrots
sobota, 29 czerwca 2013
Imagin o Louisie cz.2
Myślałam że odpuściła, minęło już siedem dni od tej pamiętnej rozmowy. Ale nie wiedziałam jak bardzo się myliłam. Zbliżały się moje urodziny, a ona obiecała zorganizować mi najlepszą imprezę świata.
- Chodź, jedziemy! - krzyknęła w czwartek, czyli dzień przed moimi urodzinami?!
- Ale gdzie?
- Po sukienkę, głuptasie. Nie masz nic odpowiedniego.
- Nie mam kasy.
- Ale ja mam, wsiadaj a nie gadaj.
Wsiadłam, gdy dojechałyśmy do galerii przeszłyśmy chyba z dwadzieścia sklepów i nic nie znalazłyśmy, nagle obie zatrzymałyśmy się przed wystawą jednego ze sklepów, popatrzyłyśmy na tą samą sukienkę następnie na siebie i znów na sukienkę po czym weszłyśmy do sklepu i zapytałyśmy kasjerki:
- Gdzie można znaleźć tą śliczną czarną sukienkę w białe kropki, rozmiar 36-38.
Kasjerka wskazała nam drogę, wzięłam oba rozmiary i poszłam do przymierzali. Okazało się że pasuje na mnie 36, leżała idealnie... Popatrzyłam na cenę i aż się przeraziłam. Szybko przebrałam się w swój strój i wyszłam...
- I jak?
- Sukienka leży idealnie, ale nie stać mnie na nią.
- Ale na pewno leży idealnie? Podoba ci się?
- Tak i tak ale nie mam na nią kasy.
- Ja płacę...
- Ale to …
- Nie ma ale, należy ci się za te wszystkie okropności jakie ci sprawiłam – powiedziała po czym ruszyła w stronę kasy z sukienką za tak kosmiczną cenę że bałam się że gdy dostanie wyciąg z banku to zmieni zdanie i każe mi za nią oddać, a mnie naprawdę nie było na nią stać.
- To teraz jeszcze tylko buty – powiedziała i raźnym krokiem ruszyłam przed siebie.
- Ale ja nie mam pieniędzy na żadne buty w tym sklepie.
- Ale ja mam, chodź nie marudź bo sobie też muszę kupić.
I tak jakoś się stało że poszłam za nią już w trzecim butiku znalazłam śliczne buty, na 14 centymetrowej szpilce w czarnym kolorze w różowe różyczki. Idealnie pasowały do mojej sukienki... I o Boże! Były od niej o dwa razy tańsze!... [NN] toż sobie kupiła buty, na mniejszym obcasie gdyż jak to powiedziała – Nie mogę być wyższa od solenizantki – i ruszyłyśmy dalej, ale tylko po to by pooglądać rzeczy.
Następnego dnia zrzuciła mnie o siódmej z łóżka, zamierzałam iść na zajęcia, ale powiedziała że kategorycznie nie mogę. Po czym pół śpiącą zawiozła do fryzjera. Ten zrobił mi śliczne loki i lekko je podpiął u góry, dodatkowo wpiął mi we włosy kilka różowych różyczek i dodał – Te róże powinny się utrzymać około dwunastu godzin, ale różnie bywa przy tak wysokich temperaturach jak dziś – na co moja szalona kuzynka powiedziała że w razie czego kupi kilka w kwiaciarni i sama mi je zmieni. Zastanawiałam się jak mam przez cały dzień nie zniszczyć tej fryzury. Ale to nie okazało się problemem. Gdyż zaraz po wyjściu z salonu fryzjerskiego popędziłyśmy do kosmetyczki.
- Ale po co to wszystko – zapytałam przed wejściem do salonu.
- Dlatego że jesteś moją jedyną kuzynką, którą przez lata zaniedbywałam – odpowiedziała i zaśmiała się cicho...
Po kosmetyczce udałyśmy się jeszcze po jakieś drobiazgi do pasmanterii oraz po róże do kwiaciarni i aspirynę do apteki – to ostatnie było po to by róże dłużej wytrzymały.
Gdy skończyłyśmy zakupy była już 14... Więc [NN] stwierdziła iż możemy już jechać na moje przyjęcie. Zastanawiałam się po co to wszystko dla rodziny, ale okazało się że moja kuzynka zaprosiła całą szkołę i pół miasta, wynajęła salę w jakimś dworku... A z rodziny nie było nikogo poza kuzynami i kuzynkami.
- To są moje urodziny – zapytałam w pewnym momencie.
- No tak... Coś nie pasuje? Nie ten kolor obrusów, jesteś uczulona na kwiaty? Co jest nie tak – zapytała z przerażeniem [NN]
- Nic, ale skąd wzięłaś na to pieniądze?
- No wiesz...
- Ja za to zapłaciłem – usłyszałam znajomy głos za sobą, gdy się obróciłam ujrzałam Louisa – chciałem Cię przeprosić a nie odzywałaś się do mnie, więc zorganizowałem Ci przyjęcie urodzinowe.
- Ja wychodzę – powiedziałam gdy tylko to do mnie dotarło.
- Nie zostań – powiedział Lou i przyciągnął mnie do siebie.
- Ja was zostawię samych – powiedziała [NN] i odeszła.
- Proszę wybacz mi, zrobiłem głupio ale zależy mi na tobie.
- A skąd wiesz że ja cię lubię?
- Po prostu wiem... Marcheweczko...
- Jak?
- Marcheweczko... Wymyśliłem to bo kocham marchewki a ty pomagasz babci przy nich, pasuje do ciebie.
- Dzięki... - w moim brzuchu chyba zbierały się motyle. To było... Przyjemne.
Louis wstał od baru o który się opierał, chwycił mnie za rękę i pociągnął.
- To że powiedziałam dzięki nie oznacza że możesz mnie porywać.
- Zatańcz ze mną – powiedział, ale wcale nie pytał o zgodę.
Tańczyliśmy przez jakiś czas, z przerwami na życzenia. Gdy w pewnym momencie powiedział:
- Nie złożyłem Ci życzeń, przepraszam
- Nie gniewam się na ciebie, nie umiem... - no nie, po co ja to powiedziałam?
Po tych słowach, przyciągnął mnie bliżej siebie i powiedział:
- Naprawdę, bo ostatnio się ponad dwa tygodnie nie odzywałaś. A ja cię naprawdę kocham.
- Wiem, ja ciebie też – i znowu, po jakie licho ja to powiedziałam!
On się uśmiechnął, przyciągnął mnie jeszcze bliżej. Tak blisko że prawie nie miałam czym oddychać, i szepnął mi do ucha:
- To dobrze... Znaczy że mogę to zrobić.
Po czym mnie pocałował, ten pocałunek był długi i namiętny ale przepełniony miłością i namiętnością.
- Lou...
- Proszę nie uciekaj – przerwał mi.
- Lou... Chyba się zakochałam.
- W kim?
- W tobie, wariacie.
Po długich godzinach spędzonych na tańcach z Louisem, odbiorem życzeń urodzinowych i prezentów. Oraz piciu zdecydowanie za dużej ilości alkoholu. No i przytulaniu Lou – a to ciekawe że można wpaść tak głęboko że nie będzie się potrafiło puścić ukochanego choćby na sekundę – zawsze śmiałam się z takich osób a teraz? Zrobiło się bardzo późno, a ja byłam zmęczona ale nie mogłam wrócić do domu, do rodziców i dobrowolnie zgodzić się na śmierć. I pomimo iż byłam pełnoletnia to zabiliby mnie za to że jestem pijana. Louis zaproponował że wynajmie mi pokój w hotelu. Zgodziłam się ale koniec końców obudziłam się w jego domu, w jego łóżku, w jego koszulce ;/
Obok mnie na kartce było napisane:
Śpię w sypialni gościnnej – dostałaś wygodniejsze łóżko. Jak byś się bała to dzwoń – przybiegnę. Jak byś potrzebowała pić – koło łóżka postawiłem ci wodę i sok. Jak byś zgłodniała – wyjdź z pokoju idź prosto dojdziesz do salonu, skręć w lewo będzie kuchnia. Buziaki Twój Lou.
Więc szybko wyciągnęłam komórkę i zadzwoniłam:
- Zostawiłeś mnie, w obcej sypialni. Pół nagą i sobie poszedłeś? Przyjdź tu albo się obrażę.
Do sypialni wpadł w ciągu niespełna po trzydziestu sekundach...
- Coś się stało marcheweczko?
- Tak, obudziłam się a ciebie tu nie było.
- Byłaś pijana, nie chciałem żebyś pomyślała że cię wykorzystałem.
- Kładź się tu albo się obrażę.
- Dobrze, dobrze! - Położył się obok mnie, i mocno do siebie przytulił oraz dał całusa w czoło...
- Obiecasz mi coś?
- Tak, ale co?
- Obiecaj że mnie nie zostawisz, nie rzucisz mnie jak jakiejś...
- Obiecuję.!
- Nie skończyłam.
- Ale ja skończyłem – powiedział po czym znów mnie pocałował. Tym razem w usta. Wszystko skończyło się tak że wylądowaliśmy razem pod kołdrą i mimo iż była już 9 w sobotę a ja byłam umówiona z moją kuzynką na 11 w dworku to żadne z nas nie zamierzało wstać. Przytulaliśmy się i cieszyliśmy swoją obecnością.
autorka: Crazy Mirror
współautorka: Crazy Carrots
Imagin o Louisie cz.1
Czas na pierwszego imaginka, będzie on podzielony na części.
Mamy nadzieję że wam się spodoba...
I z chęcią do nas powrócicie...
I used to think that I was better alone,
Why did I ever wanna let you go?
Under the moonlight as we stared at the sea,
The words you whispered I will always believe
Why did I ever wanna let you go?
Under the moonlight as we stared at the sea,
The words you whispered I will always believe
Właśnie kończyłam pomagać babci na polu, od kilku lat hodowała ona marchewki – określane były one mianem najsmaczniejszych i najbardziej soczystych na całym świecie. Od początku tej jej „pracy” pomagałam jak tylko mogłam, była ona starszą osobą i nie mogła wszystkiego robić sama – choć sama twierdziła iż doskonale sobie poradzi. Wstałam i próbowałam strzepać z rybaczek ziemię, liście i kurz gdy go zobaczyłam stał i rozmawiał z moją podła kuzynką – była ona podłą jędzą. Nigdy nie pomagała w pracy ale zawsze łapała wszystkich chłopaków – no tych przystojniejszych.
- Cześć, [T.I] – krzyknęła celowo, by zobaczył że ona jest
tą ładniejszą...
- Hej – odburknęłam i ruszyłam dalej... Zabrałam koszyk
marchewek, ostatni jaki dziś zebrałam i ruszyłam wolnym krokiem w ich stronę.
Ich czyli mojej kuzynki i jakiegoś kolejnego kolesia. Gdy zbliżyłam się
wystarczająco by widzieć jego twarz dostrzegłam że to Louis Tomilson – ten sam
Lou w którym kochały się wszystkie moje koleżanki, no i ja też. On był gwiazdą
ale co tu robił?
- Ach tak, marchewki... No tak, ale czy marchewki mojej
babci są aż tak pyszne...? I dlaczego przyjechał osobiście... Nie, nie może
być. On jej dał buziaka, tej zołzie – szeptałam do siebie, byłam daleko nie
mogli mnie usłyszeć. Ale doskonale ich widziałam.
- O nie... Nie on się w niej zakochał ?! Ale czy to
możliwe?!
- Cześć – powiedziałam gdy byłam wystarczająco blisko by się
przyłączyć do rozmowy – Jak tam...?
- Spoko, już skończyłyście – zapytała moja wredna
kuzyneczka. Tak jak by nie widziała że już jest po 19!
- Tak – odpowiedziałam spokojnie... Po czym odeszłam...
Trzy dni później wybrałam się razem z kuzynką do klubu,
wiedziałam że mamy iść same a Lou nie przyjdzie – całe szczęście. Gdy
dotarłyśmy do dyskoteki byłam już bardziej wyluzowana i postanowiłam się
świetnie bawić – miałam na sobie nową koronkową sukienkę i brązowe szpilki tak
by przynajmniej choć trochę dorównać podłej jędzy, zwanej inaczej moją kuzynką.
Byłyśmy w klubie niespełna godzinę a moja kuzynka już
zarywała do jakiegoś kolesia wcale nie myśląc o tym że spotyka się z
niesamowitym Louisem...
W pewnym momencie go zobaczyłam – Louis przyszedł do klubu,
co on tu robił. Nie on tu nie mógł być, nie przepadałam za moją kuzynką ale
jednak nią była i nie chciałam by z nią zerwał. Ale było już za późno, jego
oczy były utkwione w niej tańczącej z jakimś nieznajomym. I najprawdopodobniej
nic by się nie stało ale moja szalona kuzynka w pewnym momencie pocałowała tego
faceta... To przelało czarę i Lou wpadł w szał, podszedł do mnie i zapytał się:
- Czy gdybym tu nie przyszedł powiedziałabyś mi?
- Ale... Ale...
- Nie, to proste 'tak' czy 'nie'?
- Nie – odpowiedziałam ze smutkiem – ale to dlatego że ona
jest moją kuzynką i chociaż to dziwka to i tak ją kocham. No na jakiś dziwny
sposób – dopowiedziałam szybko dla ratunku.
- Co mam zrobić?
- Nie wiem, to zależy czy ją kochasz?
- Czy ja ją kocham? Odpowiedź jest prosta 'nie'. Byłem z nią
by zbliżyć się do ciebie, ale ty byłaś skłonna mnie okłamać. No właściwie to
zataić prawdę.
- Ale Lou... Ona jest moją kuzynką. Ej chwila – byłeś z nią
by zbliżyć się DO MNIE?! Czy ty myślisz że można ją tak wykorzystywać? Jasne
jest okropna ale też jest człowiekiem a to znaczy że ma uczucia!
- Posłuchaj mnie.
- Nie to ty posłuchaj. Byłam w tobie zadurzona ale tym co
zrobiłeś straciłeś wszelkie szanse na to bym choć na ciebie spojrzała a co
dopiero była z tobą. Nigdy...! Rozumiesz NIGDY! - byłam już wściekła. Niestety
ostatnie słowa wypowiedziałam zbyt głośno i cały klub, a w tym moja kuzynka, na
mnie spojrzał.
- Lou, kotek to nie tak jak myślisz. Ja przyszłam tu z
kuzynką żeby się pobawić a on był tylko partnerem do tańca. Wierzysz mi? -
powiedziała moja przeklęta kuzynka, biegnąc w naszą stronę. Mimo tego że
wszystko wydawało mi się dziwne ludzie znów zajęli się własnym życiem –
drinkami, rozmowami, flirtami i tańcami.
- Mógłbym ci uwierzyć, ale po pierwsze widziałem jak się
obmacywaliście, po drugie jak go całowałaś...
- Ale...
- Nie przerywaj mi, to ty go całowałaś. A po trzecie
niewinni ludzie się nie tłumaczą. Żegnaj [NN]...
- Louis! Kotek! Miś! Czekaj! No proszę! Zaczekaj! -
krzyczała moja kuzynka za odchodzącym Lou.
- Przepraszam ja... - zaczęłam się tłumaczyć.
- Zadzwoniłaś po niego – zapytała.
- Nie.
- Więc to nie twoja wina, napijemy się?
I tak razem z moją wredną kuzynką piłam w klubie przez
kolejne kilka godzin a gdy już go zamknęli wynajęłyśmy pokój w hotelu gdyż
byłyśmy tak pijane że wracanie do domu w tym stanie groziłoby śmiercią... W
międzyczasie dowiedziałam się dlaczego moja kuzynka postępuje tak a nie inaczej
z facetami... Okazało się bowiem że gdy wracała trzy lata temu z osiemnastki
koleżanki jakiś facet chciał ją zgwałcić, do niczego nie doszło bo jakaś
kobieta go przegoniła ale moja kuzynka przysięgła że nigdy nie odda swojego
serca żadnemu facetowi bo oni są bydlakami.
Szczerze mówiąc współczułam jej, tak ja [T.I.] współczułam
mojej walniętej, głupiej, jędzowatej kuzynce [NN]...
Całą noc przespałyśmy w hotelu, kilka razy wymiotowałyśmy –
co powodowało że wzajemnie się budziłyśmy... Rano uregulowałyśmy rachunek,
który wcale nie był tak kosmiczny jak nam się wydawało wczorajszego wieczora...
I pojechałyśmy na farmę babci, o dziwo moja kuzynka ubrała rękawice i poszła ze
mną na pole – no cóż, może jednak ludzie się zmieniają.
Minęły już cztery dni od pamiętnej nocy w klubie, bardzo się
do siebie zbliżyłyśmy z kuzynką, ale mimo iż tak dużo czasu z nią spędzałam nie
umiałam przestać myśleć o Lou. O tym jak bardzo lubił marchewki, o jego
niebieskich oczach, o tym jak się uśmiechał. Ciągle nuciłam fragmenty piosenek
w których to on śpiewał... Pewnego dnia [NN] przyłapała mnie na tym, już
zdążyła się pogodzić że Lou ją zostawił, zapytała:
- On ci się podoba, prawda.
- Nieee – szybko zaprzeczyłam, ale wiedziałam że ona się nie
podda.
- Nie kłam, przecież widzę. Aż cię skręca z miłości. Ale
wpadłaś.
- A właśnie że nieprawda – upierałam się jak głupia.
- Przecież mi na nim nie zależy, byłam z nim bo jest sławny
ale nie kochałam go tak mocno.
- Ale on cię wykorzystał.
- No wiesz... Szczerze mówiąc to...
- Nie, nie mogłaś – ale jednak mogła, jej mina to zdradzała
– dałaś mu się wykorzystać?! Wiedziałaś że wcale nie chodzi o ciebie?!
- Wiedziałam, nie jestem głupia. Ale zyskałam na tym,
pstryknięto nam kilka fotek razem. Błagam cię, przebacz mu.
- Nie.
autorka: Crazy Mirror
współautorka: Crazy Carrots
piątek, 28 czerwca 2013
Zapowiedz.
Już niedługo pojawią się tu piękne imaginki o One Direction, a przynajmniej mamy nadzieję że piękne. Dziś jest już późno - nie chce nam się ich szukać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)