sobota, 29 czerwca 2013

Imagin o Louisie cz.1

Czas na pierwszego imaginka, będzie on podzielony na części. 
Mamy nadzieję że wam się spodoba...
I z chęcią do nas powrócicie...

I used to think that I was better alone,
Why did I ever wanna let you go?
Under the moonlight as we stared at the sea,
The words you whispered I will always believe


           Właśnie kończyłam pomagać babci na polu, od kilku lat hodowała ona marchewki – określane były one mianem najsmaczniejszych i najbardziej soczystych na całym świecie. Od początku tej  jej „pracy” pomagałam jak tylko mogłam, była ona starszą osobą i nie mogła wszystkiego robić sama – choć sama twierdziła iż doskonale sobie poradzi. Wstałam i próbowałam strzepać z rybaczek ziemię, liście i kurz gdy go zobaczyłam stał i rozmawiał z moją podła kuzynką – była ona podłą jędzą. Nigdy nie pomagała w pracy ale zawsze łapała wszystkich chłopaków – no tych przystojniejszych.
- Cześć, [T.I] – krzyknęła celowo, by zobaczył że ona jest tą ładniejszą...
- Hej – odburknęłam i ruszyłam dalej... Zabrałam koszyk marchewek, ostatni jaki dziś zebrałam i ruszyłam wolnym krokiem w ich stronę. Ich czyli mojej kuzynki i jakiegoś kolejnego kolesia. Gdy zbliżyłam się wystarczająco by widzieć jego twarz dostrzegłam że to Louis Tomilson – ten sam Lou w którym kochały się wszystkie moje koleżanki, no i ja też. On był gwiazdą ale co tu robił?
- Ach tak, marchewki... No tak, ale czy marchewki mojej babci są aż tak pyszne...? I dlaczego przyjechał osobiście... Nie, nie może być. On jej dał buziaka, tej zołzie – szeptałam do siebie, byłam daleko nie mogli mnie usłyszeć. Ale doskonale ich widziałam.
- O nie... Nie on się w niej zakochał ?! Ale czy to możliwe?!

- Cześć – powiedziałam gdy byłam wystarczająco blisko by się przyłączyć do rozmowy – Jak tam...?
- Spoko, już skończyłyście – zapytała moja wredna kuzyneczka. Tak jak by nie widziała że już jest po 19!
- Tak – odpowiedziałam spokojnie... Po czym odeszłam...

Trzy dni później wybrałam się razem z kuzynką do klubu, wiedziałam że mamy iść same a Lou nie przyjdzie – całe szczęście. Gdy dotarłyśmy do dyskoteki byłam już bardziej wyluzowana i postanowiłam się świetnie bawić – miałam na sobie nową koronkową sukienkę i brązowe szpilki tak by przynajmniej choć trochę dorównać podłej jędzy, zwanej inaczej moją kuzynką.
Byłyśmy w klubie niespełna godzinę a moja kuzynka już zarywała do jakiegoś kolesia wcale nie myśląc o tym że spotyka się z niesamowitym Louisem...
W pewnym momencie go zobaczyłam – Louis przyszedł do klubu, co on tu robił. Nie on tu nie mógł być, nie przepadałam za moją kuzynką ale jednak nią była i nie chciałam by z nią zerwał. Ale było już za późno, jego oczy były utkwione w niej tańczącej z jakimś nieznajomym. I najprawdopodobniej nic by się nie stało ale moja szalona kuzynka w pewnym momencie pocałowała tego faceta... To przelało czarę i Lou wpadł w szał, podszedł do mnie i zapytał się:
- Czy gdybym tu nie przyszedł powiedziałabyś mi?
- Ale... Ale...
- Nie, to proste 'tak' czy 'nie'?
- Nie – odpowiedziałam ze smutkiem – ale to dlatego że ona jest moją kuzynką i chociaż to dziwka to i tak ją kocham. No na jakiś dziwny sposób – dopowiedziałam szybko dla ratunku.
- Co mam zrobić?
- Nie wiem, to zależy czy ją kochasz?
- Czy ja ją kocham? Odpowiedź jest prosta 'nie'. Byłem z nią by zbliżyć się do ciebie, ale ty byłaś skłonna mnie okłamać. No właściwie to zataić prawdę.
- Ale Lou... Ona jest moją kuzynką. Ej chwila – byłeś z nią by zbliżyć się DO MNIE?! Czy ty myślisz że można ją tak wykorzystywać? Jasne jest okropna ale też jest człowiekiem a to znaczy że ma uczucia!
- Posłuchaj mnie.
- Nie to ty posłuchaj. Byłam w tobie zadurzona ale tym co zrobiłeś straciłeś wszelkie szanse na to bym choć na ciebie spojrzała a co dopiero była z tobą. Nigdy...! Rozumiesz NIGDY! - byłam już wściekła. Niestety ostatnie słowa wypowiedziałam zbyt głośno i cały klub, a w tym moja kuzynka, na mnie spojrzał.
- Lou, kotek to nie tak jak myślisz. Ja przyszłam tu z kuzynką żeby się pobawić a on był tylko partnerem do tańca. Wierzysz mi? - powiedziała moja przeklęta kuzynka, biegnąc w naszą stronę. Mimo tego że wszystko wydawało mi się dziwne ludzie znów zajęli się własnym życiem – drinkami, rozmowami, flirtami i tańcami.
- Mógłbym ci uwierzyć, ale po pierwsze widziałem jak się obmacywaliście, po drugie jak go całowałaś...
- Ale...
- Nie przerywaj mi, to ty go całowałaś. A po trzecie niewinni ludzie się nie tłumaczą. Żegnaj [NN]...
- Louis! Kotek! Miś! Czekaj! No proszę! Zaczekaj! - krzyczała moja kuzynka za odchodzącym Lou.
- Przepraszam ja... - zaczęłam się tłumaczyć.
- Zadzwoniłaś po niego – zapytała.
- Nie.
- Więc to nie twoja wina, napijemy się?
I tak razem z moją wredną kuzynką piłam w klubie przez kolejne kilka godzin a gdy już go zamknęli wynajęłyśmy pokój w hotelu gdyż byłyśmy tak pijane że wracanie do domu w tym stanie groziłoby śmiercią... W międzyczasie dowiedziałam się dlaczego moja kuzynka postępuje tak a nie inaczej z facetami... Okazało się bowiem że gdy wracała trzy lata temu z osiemnastki koleżanki jakiś facet chciał ją zgwałcić, do niczego nie doszło bo jakaś kobieta go przegoniła ale moja kuzynka przysięgła że nigdy nie odda swojego serca żadnemu facetowi bo oni są bydlakami.
Szczerze mówiąc współczułam jej, tak ja [T.I.] współczułam mojej walniętej, głupiej, jędzowatej kuzynce [NN]...
Całą noc przespałyśmy w hotelu, kilka razy wymiotowałyśmy – co powodowało że wzajemnie się budziłyśmy... Rano uregulowałyśmy rachunek, który wcale nie był tak kosmiczny jak nam się wydawało wczorajszego wieczora... I pojechałyśmy na farmę babci, o dziwo moja kuzynka ubrała rękawice i poszła ze mną na pole – no cóż, może jednak ludzie się zmieniają.

Minęły już cztery dni od pamiętnej nocy w klubie, bardzo się do siebie zbliżyłyśmy z kuzynką, ale mimo iż tak dużo czasu z nią spędzałam nie umiałam przestać myśleć o Lou. O tym jak bardzo lubił marchewki, o jego niebieskich oczach, o tym jak się uśmiechał. Ciągle nuciłam fragmenty piosenek w których to on śpiewał... Pewnego dnia [NN] przyłapała mnie na tym, już zdążyła się pogodzić że Lou ją zostawił, zapytała:
- On ci się podoba, prawda.
- Nieee – szybko zaprzeczyłam, ale wiedziałam że ona się nie podda.
- Nie kłam, przecież widzę. Aż cię skręca z miłości. Ale wpadłaś.
- A właśnie że nieprawda – upierałam się jak głupia.
- Przecież mi na nim nie zależy, byłam z nim bo jest sławny ale nie kochałam go tak mocno.
- Ale on cię wykorzystał.
- No wiesz... Szczerze mówiąc to...
- Nie, nie mogłaś – ale jednak mogła, jej mina to zdradzała – dałaś mu się wykorzystać?! Wiedziałaś że wcale nie chodzi o ciebie?!
- Wiedziałam, nie jestem głupia. Ale zyskałam na tym, pstryknięto nam kilka fotek razem. Błagam cię, przebacz mu.
- Nie.


autorka: Crazy Mirror 
współautorka: Crazy Carrots

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz