czwartek, 28 listopada 2013
z Facebooka...
Imagin o Zaynie, a właściwie Zerrie - cz. II
Oczywiście jak to w moim zwyczaju pokomplikowałam im w życiu :p
Imagina mogłyście przeczytać na fp:
2. Jestem panią Horan, więc od Nialla wara
3. Mój narkotyk to One Direction
4. Jaram się Niallem jak Lou włosami Harrego .
5. Jest One Direction, są Directionerki.
6. Louis- Marcheweczko ty mojaa =3
Wybiegłam z kawiarni i nie wiedziałam co robić, ruch na ulicy ustał ale dla mnie cały świat w tym momencie biegł jakby milion razy wolniej. Drzwi się jeszcze dobrze za mną nie zamknęły a ja patrzyłam się jak opętana to w prawo to w lewo i myślałam "Nie, tylko nie Zayn. Tylko nie on!", wybiegłam na ulicę i zaczęłam przepychać się wśród ludzi, moje zmysły były chyba bardziej wyostrzone bo czułam od ludzi alkohol, papierosy - czego zazwyczaj nie zauważałam. Przepychałam się starając się nikomu nie zrobić krzywdy, ale mimo wszelkiego strachu chciałam dotrzeć do poszkodowanego, nie myślałam teraz o tym że to może być Zayn, ciągle powtarzałam sobie "Nie to nie Zayn", nagle przewróciłam jakąś małą dziewczynkę, ta zaczęła płakać. Przestałam biec, odwróciłam się i podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.
- Nie płacz maleńka, nie chciałam - powiedziałam.
- Ja... Ja wiem, po prostu moja mamusia jechała tym autem - powiedziała dziewczynka i wskazała na samochód który uczestniczył w wypadku, mocno przytuliłam malutką
- Podaj mi numer do tatusia - powiedziałam spokojnie.
- Ja, nie mam tatusia. Tatuś już jest w niebie - powiedziała malutka najspokojniej na świecie.
- A wujek, ciocia, babcia. Znasz kogoś numer? - zapytałam spokojnie.
- Tak, cioci. Ale ona mieszka daleko - powiedziała malutka.
- A kogoś kto mieszka tu, blisko?
- Nie - powiedziała i zaczęła płakać, przytuliłam ją i pocałowałam w czubek głowy, do oczu naciekły mi łzy bo przypomniał mi się gest Zayn'a sprzed kilku godzin.
- Poczekaj tu kochanie, ja sprawdzę czy tam wszystko w porządku - powiedziałam do małej i w tym momencie z E Pellicci wyszła kelnerka - możesz się zająć małą na chwilę - zapytałam podając jej dziecko.
- Tak, ale kto to? - zapytała dziewczyna.
- To córka kobiety która miała wypadek - krzyknęłam gdy już odbiegałam, w tym momencie sygnał karetki zaczął być bardziej wyraźny więc oznaczało to że się zbliża. Doskonale wiedziałam że od wypadku minęło może 2-3 minuty, wszystko działo się tak szybko a tak wolno za razem. Znów rzuciłam się do biegu przez ludzi. Tym razem udało mi się dotrzeć do samego centrum zbiegowiska, to co zobaczyłam sprawiło że wybuchnęłam niepohamowanym płaczem.
Po moich policzkach płynęła rzeka łez, nie wierzyłam w to co się działo, nie mogłam uwierzyć w to co widziałam... Zayn tam był, był tam... Ciepłe łzy spływały po policzkach, ogrzewając z lekka zmarznięte ciało ponieważ w Londynie nie było za ciepło. Nałożyłam na siebie swoją kurtkę, chciałam założyć też jego ale stwierdziłam że musi mu być zimno... Policja była już na miejscu, zabezpieczyła teren i nie pozwalała się nikomu zbliżyć, tylko osoby udzielające pierwszej pomocy poszkodowanym których leżało tam z sześciu albo siedmiu pozostały przy ciałach.
Ci ludzie leżeli, nie ruszali się a wszystko przez jakiegoś idiotę na motorze, który jechał z nadmierną prędkością a biedna kobieta kierująca czarnym mercedesen s (http://www.topgear.com.pl/sites/www.topgear.com.pl/files/imagecache/640_290/photo/2013/05/2014-mercedes-s-class-a6.jpg) próbując go wyminąć potrąciła przechodnia i uderzyła w inny samochód, którego z tego miejsca nie widziałam. Wśród tych wszystkich ludzi był także Zayn, postanowiłam się tam przedrzeć. Widziałam jak policjanci zatrzymują bliskich poszkodowanych, ja nie byłam bliską ja byłam znajomą. Podbiegłam do taśmy, chciałam przejść, podbiec do Zayn'a, ale policjant mnie zatrzymał. W tym momencie podjechały cztery karetki, ratownicy wybiegli. Świat znów dla mnie zwolnił, bałam się. Tak strasznie się bałam. Nie wiedziałam kiedy zaczęłam krzyczeć:
- Zayn, Zayn, Zayn!
I nagle na moim ramieniu znalazła się jakaś dłoń, popatrzyłam na nią. Była ciemna, nie jak u człowieka ciemnoskórego, ale ciemniejsza od mojej. Pobiegłam wzrokiem wzdłóż ręki i dotarłam do głowy tej osoby, ale w moich oczach były same łzy. Widziałam tylko czerwoną bluzkę, pomyślałam że to ratownik i wybuchnęłam jeszcze większym płaczem, ale wtedy ten ktoś mnie przytulił i znów usłyszałam ten głos, to był Zayn. On żył, nic mu nie było. A teraz mnie przytulał
- Zaayn... - powiedziałam spokojnie, jednak ciągle przez łzy
- Tak, ciii, już dobrze Perrie, już dobrze - powiedział i mocno mnie przytulił. A ja zrozumiałam jak bardzo go lubiłam, jak bliski mi się stał mimo tak niedługiej znajomości.
- Ja myślałam, że... Bałam się - zaczęłam, ale on tylko mocniej mnie przytulił i pocałował w czubek głowy. Tak hjak ja kilka minut temu, małą dziewczynkę. I w tym momencie przypomniałam sobie że ta kobieta była poszkodowaną w tym wypadku.
- Zayn, ta kobieta! Ta która prowadziła ten samochód. Ona... Ona żyje? - zapytałam
- Tak, ale...
- Ale... - zapytałam niepewnie.
- Z tego co słyszałem jest w ciężkim stanie, ale uratowała życie temu chłopakowi - powiedział Zayn ciągle mnie przytulając - a dlaczego pytasz?
- Bo tam jest jej córka, ona nie ma nikogo poza matką - powiedziałam spokojnie, o mało nie załamując się tym że malutka może zostać sama przez głupotę jakiegoś człowieka.
- Zayn! - usłyszałam głos za nami, Zayn się odwrócił i zobaczyłam ratownika.
- Tak...
- Uratowałeś mu życie - powiedział spokojnie jeden z nich.
- To dobrze, powiedz mi co z kobietą z mercedesa - powiedział Zayn, wcale nie pytał choć tak mogło to zabrzmieć.
- Nie wiem za dużo, nie powinienem ale jej stan jest ciężki. Będzie mieć najprawdopodobniej operację, ale my już jedziemy - powiedział ratownik i odszedł.
- Jesteś ratownikiem - zapytałam, on się uśmiechnął i odpowiedział
- Nie, to mój znajomy.
Oderwałam się od Zayn'a i pobiegłam do małej, wzięłam ją na ręce i mocno przytuliłam.
- Czy mamusia nie żyje...? - zapytała powstrzymując łzy.
- Żyje, ale musi jechać do szpitala. Będzie mieć operację, potem się obudzi i pojedziecie do domu.
- Ale nie umrze, nie umrze tak jak tatuś umarł - pytała mała, a ja nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Nie byłam lekarzem, nie wiedziałam nic, ale wiedziałam jedno w medycynie niczego nie można być pewnym.
Zayn doszedł do mnie i objął mnie i malutką
- Chodźcie pojedziemy do mamy - powiedział i zaprowadził nas do swojego samochodu.
Zayn otworzył przed nami drzwi, wcześniej powiedział jednemu policjantowi że bierzemy małą do szpitala. Nie wiem jakim cudem się zgodził, byliśmy dla małej obcymi ludźmi, ale mimo wszystko cieszyłam się że Zayn tak jak ja przejął się losem małej.
- Zayn, jakim cudem oni pozwolili nam wziąć małą do szpitala? - zapytałam w drodze.
- To był mój znajomy - odparł spokojnie Zayn, poza tym wisiał mi przysługę.
- Ale nie zamkną nas? - zapytałam przerażona perspektywą wylądowania w więzieniu i zostawieniem tej malutkiej dziewczynki/
- Nie spokojnie, będzie dobrze.
Zayn był tylko znajomym, może kolegą ale czułam że przy nim jestem w odpowiednim miejscu, że to on jest mi najbliższy. Że stał się przyjacielem w tak krótkim czasie, ale bardzo ważnym przyjacielem. Kimś za kogo mogłabym oddać życię, takiej więzi nie miałam z nikim z Jade łączyło mnie wiele ale nie było aż takiej więzi, a co dopiero z Max'em on i ja byliśmy parą ale nie przyjaciółmi. Może to przez to często się kłóciliśmy, może dlatego to wszystko się rozpadło.
- O czym myślisz - zapytał Zayn, gdy stanęliśmy na światłach.
- O związku z Max'em - powiedziałam spokojnie.
- Tęsknisz za niem - stwierdził Zayn, wydawało mi się że jego oczy posmutniały, ale ja za Max'em nie tęskniłam.
- Nie, po prostu zastanawiam się dlaczego nam nie wyszło.
- Kochasz go...? - tym razem to było pytanie, ale z każdym kolejnym zadawanym mi pytaniem w oczach Zayn'a było więcej smutku, powoli pojawiały się tam łzy, a może tylko mi się zdawało.
- Nie, już dawno przestałam kochać. Od tygodni było to tylko przywiązanie - odparłam spokojnie.
- To może lepiej że to się skończyło - stwierdził mój towarzysz.
- Tak, lepiej - odparłam już w stu procentach pewna tego że to dobrze że ja i Max nie jesteśmy już razem.
W trakcie drogi do szpitala mała zasnęła, chcieliśmy posiedzieć z nią w samochodzie, ale ta obudziła się jak tylko Zayn wyłączył silnik.
- Jesteśmy ? - zapytała, a my bez wahania odparliśmy "Tak".
Zayn wyszedł z samochodu i zanim ja zdąrzyłam otworzyć swoje dni on już tam stał i trzymał je dla mnie otwarte, potem otworzył drzwi do tyłu poprawił małej kurteczkę i wyciągnął z fotelika, który dał nam jeden z policjantów. Chciałam ją wziąć na ręce, ale Zayn mi jej nie dał, mówiąc że skoro jest facetem to ją poniesie (http://gwiazdunie.pl/wp-content/uploads/2013/03/zayn-malik-zdjecia.jpg).
- A jak się tak w ogóle słoneczko nazywasz - zapytał w drodze do szpitala.
- Milena - odpowiedziała dziewczynka.
- Ślicznie - powiedziałam i nałożyłam malutkiej czapkę na główkę.
Do szpitala weszliśmy bez problemu, mała jeszcze przed drzwiami powiedziała nam jak się nazywa jej mama, a gdy się pielegniarka zapytała czy jesteśmy rodziną dla pacjentki powiedzieliśmy że mała jest córką tej kobiety.
- A to mój wujek i ciocia - powiedziała Milena.
Pielęgniarka powiedziała nam że pacjentka jest na bloku operacyjnym i na razie nic nie wiadomo, poprosiła byśmy cierpliwie czekali i wierzyli że wszystko będzie w porządku.
- Przepraszam, czy można gdzieś tu kupić gorącą czekoladę - zapytałam widząc że Mila marznie, pielęgniarka wytłumaczyła mi jak dotrzeć do bufetu i gdzie są automaty. Wzięłam portmonetkę i ruszyłam we wskazanym kierunku. Kupiłam gorącą czekoladę, dwie kawy, sałatkę i trzy kanapki jakby ktoś był głodny. Zayn pochłonął dwie i wypił kawę, nie dziwiłam się w końcu resuscytacja jest męcząca, a on uratował idiotę który prawie zabił matkę Mileny. Mała wypiła dwie gorące czekolady, po tą drugą musiałam iść chwilę po tym jak wypiła pierwszą, zjadła też bułkę i pół mojej sałatki.
Po wielu godzinach siedzenia przed salą w końcu wyszedł lekarz, zapytał się coś siostry a potem podszedł do nas z uśmiechem. Wytłumaczył nam na czym polegała operacja, powiedział że przebiegła pomyślnie i teraz należy wierzyć i czekać.
Malutkiej po policzku pociekła łza.
- Co się stało - zapytał lekarz.
- Bo jak tatuś tu był, też tak mówił taki pan - powiedziała malutka - a potem nas zostawił i poszedł do nieba - dodała po chwili.
- Ale z mamusią tak nie będzie - powiedział lekarz, otarł jej łzę i poszedł przed siebie mówiąc nam byśmy wspierali Milenę.
Mała nie chciała wyjść ze szpitala i mimo że nie mogła wejść do matki, stała przed salą i patrzyła przez szybę na nią. Wiedzieliśmy że musimy powiadomić kogoś z rodziny, dużo o tym rozmawialiśmy w ciągu tych godzin gdy mała patrzyła się na matkę. I wtedy podbiegła do nas jakaś kobieta, mała odwróciła się popatrzyła na nią i dalej patrzyła się na matkę.
- Milenko, pamiętasz mnie - zapytała kobieta.
- Tak - odparło dziecko i dalej patrzyło się na matkę.
- Musimy iść do domku kochanie - powiedziała kobieta, wmurowało mnie przez siedem godzin nikogo nie interesowało dziecko i nagle znajduje się kobieta i chce ją zabrać od matki.
- Nigdzie nie idę - odpowiedziała malutka.
- Ale ciocia musi iść rano do pracy.
- Ja tu zostaję, ty sobie idź - powiedziała mała.
- Ktoś się tobą musi zająć - powiedziała kobieta, dalej nie zwracając na nas uwagi.
- Zostanę z ciocią i wujkiem - powiedziała mała wskazując nas palcem.
- To siostra i brat mamy? - zapytała kobieta.
- Nie - powiedziała Milena - ale ty też nie jesteś ciocią. Byłaś z tatą, ale nie jesteś ciocią - odparła mała, a ja o mało nie wybuchłam śmiechem. Ponieważ to czteroletnie dziecko było mądrzejsze i cwańsze niż mogło by się wydawać.
- Ty mała... - zaczęła kobieta
- Mała co? - zapytał Zayn.
- Nic! - krzyknęła kobieta - Macie prawo zająć się małą?
- Nie, nie do końca - powiedział. Na co kobieta wyciągnęła notes i napisała notatkę, pospisała się i spisała nawet numer dowodu. Na osobnej karteczce zapisała swój numer telefonu.
- A będzie wam przeszkadzać?
- Nie, ona jest słodka - powiedziałam szybko.
Na co kobieta podała mi karteczki i powiedziała:
- To się nią zajmijcie, w razie kłopotów dzwońcie.
I wyszła
Popatrzyłam na Zayn'a nie dowierzjąc temu co właśnie się stało - obca kobieta wypisała nam karteczkę, że możemy się zająć Mileną nie pytając nas o nic, nie wiedziała nawet czy nie chcemy jej sprzedać czy coś - było jej to obojętne. Po prostu oddała nam dziecko, którym jak z tego wszystkiego zrozumiałam powinna się zająć, bo jej to pasowało.
- Zayn, czy ona tak po prostu oddała nam dziecko? - zapytałam ciągle nie dowierzając w całą tą sytuację.
- Najwyraźniej - odpowiedział spokojnie chłopak.
- Ale czy to nie jest dziwne?
- Jest, nawet bardzo dziwne. Ale nie zostawię tak tej małej - powiedział chłopak.
- Ja też nie, tylko... To takie niecodzienne - odparłam i usiadłam na krześle, Zayn zajął krzesło tuż obok mnie, a ja nawet nie wiem kiedy oparłam głowę o jego ramię. Poczułam się cudownie, poczułam że tak mogłoby być już zawsze. Bałam się do tego jeszcze przyznać, ale powoli zakochiwałam się w wysokim brązowookim mulacie.
*Oczami Zayn'a*
Wiedziałem że ona zasługuje na miłość jak tylko ją zobaczyłem wtedy w tej restauracji, po środku tej burzy. Tak bardzo pragnąłem wtedy przyjebać temu pacanowi, który ją zdradzał z pierwszą lepszą laską. Widziałem go już nie raz, za każdym razem z inną. Z samą Perrie widziałem go może z cztery razy, zupełnie przez przypadek. To w restauracji, to w sklepie. To na spacerze. Ale nigdy się nie wtrącałem, nie były to jakieś sytuacje które mówiły "oni są razem", mogli być przyjaciółmi poza tym ja byłem dla nich obcym człowiekiem. Nie musiała mi uwierzyć. Wtedy w tej restauracji chciałem wyjść na środek i mu walnąć, a tą biedną dziewczynę wyprowadzić jak najdalej od tego całego zamieszania. Ale nie potrafiłem, nie miałem dość siły ani odwagi. Lecz gdy tylko wszystko się skończyło obiecałem sobie że się z nią zaprzyjaźnię, że będę o nią dbał i nie pozwolę by ktoś jeszcze ją skrzywdził. To był impuls, zupełnie przez przypadek na nią wpadłem ale skorzystałem z okazji, wziąłem jej numer i mogłem już być spokojniejszy.
Potem zgubiłem tą głupią karteczkę, wsadziłem ją i nie miałem pojęcia gdzie. Bałem się że zaprzepaściłam szanse na to by być jej przyjacielem i wtedy ją znalazłem w kurtce, od razu wyciągnąłem telefon i napisałem do niej esemesa. Całe szczęście nie musiałem długo czekać na odpowiedź i tak się umówiliśmy. To miał być cudowny dzień i początek długiej przyjaźni i chyba się udało, chyba mnie polubiła. Ale zdarzył się ten wypadek a ja nie potrafię zostawić tej małej bezbronnej dziewczynki samej sobie, muszę się nią zająć całe szczęście Perrie też zależy na bezpieczeństwie małej więc będę mieć pretekst by spędzić z nią dużo czasu.
Teraz jej śliczna główka leży na moim ramieniu, czuję zapach jej włosów, czuję jak bardzo mi na niej zależy. Teraz jestem już pewien że nie pozwolę jej skrzywdzić, ze jest ona moją małą kochaną księżniczką. I nie ważne że ona traktuje mnie jak przyjaciela - będę przyjacielem, będę ją wspierać i będę jej pomagać bo jest tego warta.
*Oczami Perrie*
Gdy się przebudziłam ciągle byliśmy w szpitalu przed salą matki Mileny, obok drzwi z malutką rozmawiał jakiś policjant, ja leżałam na Zayn'ie ten tylko się na mnie patrzył. Przestraszyłam się widokiem policjanta i szybko się podniosłam.
- Spokojnie - powiedział Zayn, chwytając mnie za nadgarstek, o wiele delikatniej niż rano zrobił to Max - muszą ją wypytać o mamę, o rodzinę. Wiedzą że mała jest pod naszą opieką, wiedzą że ciotka pozwoliła nam się ją zająć.
- Ale ta kobieta...
- Ta kobieta po śmierci taty Mili dostała pismo że w razie wypadku jest odpowiedzialna za Milenę, zgodziła się więc teraz powinna tu być. Ale zwaliła to na nas. No cóż, najwyraźniej nie jest odpowiedzialna i nie potrafi zaopiekować się dzieckiem - mówił powoli Zayn.
- Więc jest dobrze - zapytałam nie pewna.
- Tak, jest dobrze - zapewnił mnie Zayn - mama Mileny jest słaba ale jej stan jest stabilny, powinna się obudzić za kilka godzin. Ze szpitala wypiszą ją za kilka tygodni w tym czasie mała powinna być pod opieką tamtej kobiety...
- Nie, ja się nią zajmę - powiedziałam, bojąc się że Zayn chce oddać małą.
- Spokojnie, chciałem powiedzieć że jeśli matka się obudzi i wyrazi zgodę to my się nią zajmiemy - dodał po chwili, a ja niepewnie się do niego uśmiechnęłam. Ten wysoki chłopak, którego prawie nie znałam miał bardzo dobre serce i był wrażliwy. I kochał dzieci.
Udało nam się przekonać malutką by pojechać do domu, pojechaliśmy do mojego mieszkania, Jade wysłuchała całej historii i zgodziła się by mała u nas została przez ten czas. Szybko przygotowała kanapki i kakao dla nas i małej. Gdy zjedliśmy i wypiliśmy położyliśmy małą na moim łóżku, sami usiedliśmy w salonie na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać.
Imagin o Zaynie, a właściwie Zerrie - cz. I
Gdy w końcu usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach, podniosłam się założyłam szpilki które leżały tuż obok kanapy i podbiegłam do drzwi. Przelotnie sprawdziłam makijaż i fryzurę, poprawiłam bluzkę i wzięłam torebkę. Jeszcze zanim Jade weszła do mieszkania, spojrzałam na zegar który wskazywał już 17:20, co oznaczało że byłam prawie pół godziny spóźniona na spotkanie z chłopakiem.
Nie zdążyłam się nawet przywitać z Jade a już stałam przed drzwiami i zamykałam je kluczem, zdążyłam tylko krzyknąć cześć i pa... Co i tak było wielkim osiągnięciem jak na to że nienawidziłam się spóźniać, a w tym momencie byłam bardzo spóźniona...
Gdy dotarłam na umówione miejsce zdziwiłam się ponieważ Max'a nie było nigdzie przed restauracją, pomyślałam że zmarzł gdyż londyńska pogoda nie należała do najpiękniejszych i czeka na mnie w środku.
Spokojna i pewna siebie weszłam do restauracji, pobieżnie przeleciałam wzrokiem po stolikach stojących w zasięgu wzroku, gdy nie zobaczyłam Max'a, podeszłam do menadżerki i zapytałam o niego, posłużyłam się jego nazwiskiem. Ta odszukała go w księdze i wskazała stolik. Ruszyłam za kobietą i nagle stanęłam nie wiedząc co zrobić.
Mój ukochany, mężczyzna z którym chciałam wziąć ślub, mieć dzieci. U którego boku chciałam się zestarzeć właśnie zabawiał się z jakąś panienką. W dzień naszej rocznicy.
- Co ty robisz - krzyknęłam, nawet nie wiedząc kiedy.
- Ja, no wiesz, bo ja... Ja... Ona... My... To nie tak... - zaczął się miotać mój w tym momencie już były chłopak.
- Ty, ona, wy. No widzę. Życzę wam szczęścia - krzyknęłam i już chciałam wyjść ale chwycił mnie za ramię.
- Perry poczekaj - powiedział takim głosem że mogłabym się znów zakochać gdybym nie była tak zdenerwowana. I w tym momencie jakaś starsza pani wstała od stolika podeszła do nas i powiedziała:
- Póść ją, nie jesteś jej wart. Nie po raz pierwszy cię tu widzę z jakąś dziewczyną. A ta biedaczka siedziała pewnie wtedy sama w domu. Miej na tyle honoru by stąd wyjść...
- Kochanie, zostaw gości - wtrącił się nagle jej mąż.
- Nie, ten mężczyzna ma opuścić ten lokal.
I nawet nie wiem kiedy w restauracji wybuchła sprzeczka, nawet właściciel przyszedł by uspokoić gości. Dziwnym cudem, mój chłopak został wyproszony z lokalu z prośbą o nie puszczanie się w lokalach tej restauracji.
Już miałam wyjść gdy wpadłam na jakiegoś gościa.
- Przepraszam, nie chciałam - powiedziałam cicho i chciałam umknąć niepostrzeżenie lecz ten chwycił mnie za podbródek i powiedział:
- Ładne dziewczyny zawsze mogą na mnie wpadać.
A ja wpadłam i utonęłam w jego pełnych jasnobrązowych oczach... Mulat trzymał mnie przez chwilę po czym puścił...
- Jestem Zayn - odezwał się, gdy już miałam go minąć i wyjść.
- A ja Perrie - odpowiedziałam tym razem już bardziej pewnie siebie.
- Może się jeszcze spotkamy.
- Możliwe, ale dopiero zako... - zaczęłam a on szybko sprostował/
- Jak znajomi, słyszałem kłótnię. Widziałem jak cię poniżył. Chce cię tylko wesprzeć.
- To bardzo chętnie - powiedziałam i podałam Zaynowi karteczkę z numerem telefonu.
Przez kolejne trzy dni chodziłam niespokojna, nie mogłam spać jeść ani nic. Początkowo myślałam że to przez Max'a, przez to co mi zrobił, jak upokorzył... Przez to że go kochałam a on tak postąpił. Często w nocy budziłam się cała zapłakana, nie pamiętałam co mi się śniło. Wiedziałam tylko że dobrze że nie pamiętam, miałam poczucie że bolało by bardziej gdybym pamiętała. Szef dał mi wolne, ponieważ w pracy i tak na niczym nie mogłam się skupić. Nie umiałam wypełnić durnej rubryczki, przesłać prawidłowo e-maila, nawet kawy nie umiałam przenieść z kuchni do swojego biurka nie rozlewając.
Siedziałam teraz w kuchni przy stole i cała zapłakana i popuchnięta piłam gorącą czekoladę, starając się nie myśleć że robiłam to z Max'em w każdy zimowy i jesienny wieczór. Od kiedy się rozstaliśmy ani razu nie widziałam "Zakochanego kundla" ponieważ za bardzo mi go przypominał, przypominał te chwile spędzone w jego ramionach. Ale tak na prawdę czułam się źle z powodu że Zayn jeszcze nie napisał, bałam się że już nie napisze. I nie chciałam się do tego przyznać przed samą sobą a co dopiero przed innymi.
- Co jest? - spytała Jade, wchodząc do kuchni.
- Nic - odparłam spokojnie, ale i tak po moich policzkach pociekły łzy smutku, rozpaczy i bezsilności.
- Nie płacz, nie jest tego wart - powiedziała i mocno mnie przytuliła.
- Ale.. - chciałam jej powiedzieć że to nie z jego powodu, ale nie umiałam, poza tym przerwała mi.
- Nie jest wart, zawsze Ci to mówiłam
- Wiem, ale...
- Nie przejmuj się nim, zapomnij - najwyraźniej już dawno przegrałam i nie miałam nawet po co próbować jej powiedzić że to nie o Max'a lecz o Zayna chodzi. I wtedy dostałam esemesa:
"Przepraszam że musiałaś tyle czekać. Po prostu myślałem że zgubiłem tą karteczkę. O mało się nie załamałem xoxo Zayn"
Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech, który nie umknął uwadze Jade.
- No widzisz, zajmij się nowymi znajomościami - powiedziała i przez nieuwagę oblała moją świeżą piżamę kawą (https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6WIV50mitXcnH5GE-KoL0_zSW3UxFnKXlVKtUpOiVWxIeBiXuFn6AEUCj3NFigCfzloiN-TkF04j2LaAeIv2MVjS4vzYLGcCktxCvB_27QoS8k2Dx-8vVAA55IDVJYHeQVnc9QBk0tYkF/s1600/piżama+1.jpg)
- Auuuu - krzyknęłam, ponieważ napój był gorący.
- Przepraszam, przepraszam... Nie chciałam. Ja...
- Spoko, po prostu ciepłe. Idę się przebrać.
Wyszłam z kuchni i skierowałam się do 3 pokoju, ponieważ przy wynajmowaniu mieszkania miałyśmy takie szczęście że trafiłyśmy na 4 pokojowe z kuchnią, łazienką w bardzo dobrej cenie. Jako iż byłyśmy tylko dwie, z trzeciego niepotrzebnego nam pokoju zrobiłyśmy mini garderobę... Szybko przeleciałam wzrokiem po półkach i już wiedziałam że ubiorę biały sweterek w litery, czarne rurki w ciemniejsze czarne róże. Gdybym musiała gdzieś wyjść w sam raz pasowały do tego moje nowe czarno-kremowe szpilki, na nadgarstek założyłam bransoletkę z serduszkiem, którą dostałam od młodszej siostry na osiemnaste urodziny (całość - https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiWHJOKt4ttDZBchacdNg00l2nLNV_n02CsezfHzzJt1m4L98XmUvpmPKauAucG44EqkMgaCv1LdKn_zHtK2LRa3AUmnmZ2dfywL14Myw3f1a_0BnhBc707Yc0JNI613ara55zyvnnMJkcx/s320/na+codzień.jpg)
Na powód do wyjścia nie musiałam długo czekać, gdyż już po dwudziestu minutach dostałam sms'a "Nie odzywasz się. Może się spotkamy na kawie jeśli masz ochotę xoxo Zayn", szybko odpisałam nowemu znajomemu "Z miłą chęcią, napisz tylko gdzie i o której - będę. Perrie"... Już po kilku minutach przyszedł kolejny sms "Za pół godziny w E Pellicci xoxo Zayn", zdziwiło mnie wybrane przez niego miejsce. Bardzo lubiłam tam przychodzić, tam zawsze była miła obsługa można było dobrze zjeść. Uśmiechnęłam się do siebie, wyciągnęłam torebkę z półki wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy, w międzyczasie odpisując Zaynowi "Jasne.". Chwyciłam szpilki i wybiegłam z mieszkania zamykając drzwi na klucz i wbiegajac do windy do której właśnie wsiadał sąsiad spad 4e.
- Witam śliczną sąsiadkę - powiedział mężczyzna i posłał mi uśmiech, on sam do najpiękniejszych nie należał - łysiejący, po pięćdziesiątce, z nadwagą.
- Witam - powiedziałam i wcisnęłam parter.
Gdy tylko drzwi windy się otworzyły wybiegłam z niej, jeszcze szybciej niż do niej weszłam. Na szczęście portier pracujący w tym budynku miał refleks i zdążył otworzyć mi drzwi, Bogu dziękowałam w takich chwilach że Jade zmusiła mnie do płacenia niewiele wyższego czynszu za mieszkanie ale za to w dobrej okolicy gdzie budynki mają monitoring i portiera. Dziś sprzyjało mi szczęście, jak tylko wybiegłam z budynku krzycząc do mężczyzny:
- Dzień dobry i dziękuję.
Pod budynek podjechała taksówka z jednym z lokatorów, na szczęście nie miał on bagażów, więc szybko mogłam zając za niego taksówkę i wskazać adres pod jaki mamy jechać. Kawiarnia znajdowała się we wschodnim Londynie, ale jako iż nie było jeszcze południa drogi były puste i dotarliśmy na miejsce po niespełna dziesięciu minutach. Wysiadłam z taksówki uprzednio zostawiając taksówkarzowi wynagrodzenie z dość sporym napiwkiem. I już miałam wejść do budynku gdy ktoś chwycił mnie za nadgarstek, przekonana że to Zayn odwróciłam się i uśmiechnęłam, lecz uśmiech szybko znikł z mojej twarzy przede mną stał Max z kolegami (http://images7.alphacoders.com/308/308964.jpg)
- Czego chcesz? - zapytałam z oburzeniem
- Porozmawiać - odparł spokojnie.
- Nie mamy o czym, zdradziłeś, ba zdradzałeś mnie mimo że mówiłeś iż kochasz. Mimo że się starałam ty spotykałeś się z innymi, im zapewne też mówiłeś że je kochasz, że jesteś wierny! Zostaw mnie!
- Porozmawiajmy - powiedział jeszcze raz.
- Nie, nie mamy o czym. Nienawidzę cię, jesteś dla mnie skończony. Dla mnie nie istniejesz - zaczynałam już krzyczeć. Jego uścisk stawał się coraz mocniejszy.
- Porozmawiajmy - powiedział, naciskając na każdą sylabę z osobna.
- Właśnie skończyliście - usłyszałam nagle jakiś głos za sobą, na ramieniu ciepłą dłoń. Wiedziałam że tym razem to Zayn.
- Nie, nawet nie zaczęliśmy - powiedział Max.
- A ja sądzę że tak i że nawet skończyliście - odparł spokojnie Zayn - a teraz puść jej rękę - dodał stanowczo.
- Bo co - od razu zareagował Nathan.
- Bo jak na razie proszę, ale możemy pogadać inaczej - zaczął Zayn, a ja zaczęłam się martwić o jego bezpieczeństwo.
- Daj spokój Zayn, Max z kolegami już sobie idzie - powiedziałam by załagodzić spór.
- Tak, idziemy - odpowiedział Max, ale miałam wrażenie że nie z powodu moich słów a zachowania Zayn'a się poddał.
Gdy Max z chłopakami odszedł, od razu mocno wtuliłam się w pierś Zayn'a nie z powodu strachu bo Max tylko zgrywał twardziela, na co dzień był kruchy i jękliwy ale z powodu bólu jaki powrócił gdy go zobaczyłam. Teraz zastanawiałam się jak mogłam się w nim zakochać, jak mogłam go kochać, być z nim.
- Ciii... - usłyszałam śliczny głos Zayn'a który gładził mnie po włosach - spokojnie już go nie ma.
- Ja się go nie boję, on tylko takiego udaje - powiedziałam przez łzy - po prostu wróciły wspomnienia - dodałam po chwili.
- Rozumiem, choć zjemy coś, napijemy się czegoś i porozmawiamy - powiedział Zayn, chwycił mnie za dłoń i wprowadził do kawiarni.
Siedzieliśmy tam z Zayn'em z godzinę, może więcej. Po czym przeprosił mnie i powiedział że musi wyjść do sklepu po coś a potem pójdziemy na spacer. Zgodziłam się, Zayn uregulował rachunek ale mimo wszystko prosił bym tu na niego poczekała. Sklep znajdował się po drugiej stronie ulicy, szybko zabrał portfel, pozostawił kurtkę przewieszoną przez oparcie i wybiegł z budynku. Widziałam jak się do mnie uśmiecha i macha po czym odwraca się i rusza na ulicę. Nagle usłyszałam dźwięk nagłego hamowania i zobaczyłam że coś się stało. Ludzie biegli w kierunku zdarzenia, ktoś krzyczał by wezwać pogotowie i policję, ktoś inny że ten CHŁOPAK jest taki MŁODY. A ja jak pomyślałam tylko o Zayn'ie i jedyna myśl jaka błądziła mi w głowie to "Nie, tylko nie Zayn"
Chwyciłam własną kurtkę i kurtkę Zayn'a i wybiegłam z budynku, z oddali słyszałam dźwięk pogotowia i policji.
piątek, 25 października 2013
Wierszyk o Niall'u :***
Nie wygrałam, ale proszono mnie bym go dodała na mojego bloga a więc proszę bardzo :)
Piszcie jak wam się podoba i czy mam napisać o Louisie/Harrym/Zaynie/Liamie - którym :)
niedziela, 20 października 2013
Nauczyciel Angielskiego - część 7
-Liam, nie chodzi o to - zaczęłam i poczułam że w moich oczach zbierają się łzy - chodzi o to że pochodzimy z różnych światów.
-O czym ty mówisz, to nie ma znaczenia. Ważne jest to co się czuje. Nie zasobność portfela, wiek, pochodznie!
-Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham. Codziennie myślę o tobie. O tym co czuję. Ale ty jesteś sławny i bogaty a ja...
-Nie liczą się dla mnie pieniądze, dla ciebie też nie bo twoja matka zarabia więcej niż nauczyciel a mimo to byłaś ze mną.
-Ale mniej niż gwiazda pop! Mniej niż ty - przerwałam mu, a po moich policzkach pociekły łzy.
-Jak dla mnie mogłabyś mieszkać pod mostem i tak bym cię kochał. Nie liczy się to ile masz pieniędzy ale co czujesz! - powiedział i mocno mnie przytylił.
-Ja... Ja się boje - powiedziałam spokojnie i rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Nie masz czego, jestem tu. Już zawsze będę. Obiecuję - powiedział i dał mi całusa w czoło.
-Dlaczego ona płacze? - zapytał Louis, który najwyraźniej usłyszał i przybiegł na górę.
-Boi się - odpowiedział mu Liam przytulając mnie jeszcze bardziej.
-Czego?
-Że ją zostawię bo stwierdzę że nie jest dla mnie dość dobra. Zostaw nas samych, muszę z nią porozmawiać - powiedział Liam.
-Spoko, jak by co możesz na mnie liczyć. Pamiętaj że pomogę - powiedział Louis i wyszedł z pokoju.
Liam mnie mocno przytulił i nie puszczał mnie tak długo aż się nie uspokoiłam. Głaskał po głowie i nucił piosenki.
-Już dobrze?-zapytał kiedy się w końcu uspokoiłam.
-Tak, przepraszam po prostu to takie dziwne uczucie, kocham cię i nie chcę cię skrzywdzić - powiedziałam a po moim policzku pociekły kolejne, pojedyńcze łzy. Liam podniósł dłoń i z czułością otarł ciecz z policzków.
-Kocham cię i nigdy o tym nie zapominaj już na zawsze będziesz moją księżniczką. Nigdy, powtarzam NIGDY nie przestane cię kochać - powiedział i umieścił na moich ustach czuły pocałunek.
-Ja ciebie też - wymamrotałam i zamknęłam oczy, zasnęłam.
Liam zaniósł mnie na łóżko i przykrył koudrą a sam usiadł w fotelu.
Poczułam że nie ma go w pobliżu, otworzyłam oczy i odwróciłam się w jego stronę. Nie zdąrzyłam jeszcze nic powiedzieć a on już klęczał obok swojeo łóżka w którym spałam.
-Coś nie tak - zapytał z czułością.
-Tak - zdąrzyłam tylko powiedzieć bo mi przerwał.
-A co? - zapytał przestraszony.
-Ciebie nie ma obok - odparłam.
-Już to naprawimy - powiedział i położył się obok - a teraz lepiej? - zapytał.
-O wiele, wiele lepiej - powiedziałam posyłając mu zadziorny uśmieszek.
Liam objął mnie ramieniem, a ja szybko zasnęłam w akompaniamencie idealnej muzyki - bicia serca ukochanej osoby.
Przespałam jakieś dwanaście godzin co było moim rekordem, obudziłam się a budzik wskazywał piątą. Liam już nie spał, siedział na Twitterze, zerknęłam mu przez ramię i zobaczyłam miliony tweetów... Miłe i mniej miłe, niektóre wręcz okrutne. Po jego policzkach spływały pojedyńcze łzy.
-Nie płacz, ja cię wspieram - powiedziałam przekonana że płacze z powodu niemiłych wpisów.
-Płaczę, bo się boje - odparł spokojnie.
-Czego?
-Raczej o kogo... - odpowiedział nieprecyzyjnie.
-A więc o kogo? - nie dawałam za wygraną.
-O ciebie kochanie - powiedział i rozpłakał się jeszcze bardziej.
-Dkaczego? - zapytałm.
-Bo ludzie są okrótni, już wyzywają cię choć cię nie widzieli ale twierdzą że moja poprawa humoru może być spowodowana tylko i wyłącznie jakąś miłością i już cię nie lubią. Boje się że tego nie wytrzymasz - odparł spokojnie.
-Mając ciebie u boku zniosę wszystko - powiedziałam spokojnie.
Mocno przytuliłam Liama i zeszłam na dół. Postanowiłam że przygotuję śniadanie. Zerknęłam do szafek i lodówki, uświadomiłam sobie że ta kuchnia jest profesjonalnie wyposażona w sprzęt i jedzenie. A mając tyle.produktów postanowiłam nie iść na łatwizne przygotowując zwykłe kanapki... Wyciągnęłam więc makaron z szafki, do tego biały ser, przyprawy w tym oregano, pieprz, sól... Dobrałam do tego kilka pomidorów, ser żółty. Do dzbanka nalałam sobie wody i postanowiłam przygotować makaron z zapieczonym srem z przyprawami... Rzecz jasna w sosie pomidorowym. Gdy zaczynałam przygotowywać do kuchni wszedł Harry.
-Hej mała - powiedział i cmoknął mnie w czoło.
-Hej - odparłam.
-Czemu nie śpisz?
-Postanowiłm przygotować śniadanie, poza tym wyspałam się - odparłam.
-Może pomogę, skoro odbierasz mi moje zadanie - zapytał, a raczej stwierdził Harry.
-Weź zrób z serem skoro masz zamiar się wtrącać - odpowiedziałm, lekko naburmuszona.
-Nie złość się - stwierdził, podwinął rękawy i wziął się do pracy...
Po pół godzinie zapiekanka była już w piekarniku gdzie powinna się znajdować przez mniej więcej godzinę... Więc przygotowałam sobie i Harremu herbatę, zrobiłam też filiżankę herbaty dla Liama i zaniosłam mu do sypialni. Teraz wyglądał na jeszcze bardziej zdenerwowanego niż poprzednim razem.
-Co się dzieje? - zapytałam.
-Oni są dla ciebie okrótni - odparł.
-Ale nawet mnie nie znają, nie wiedzą nawet kim jestem - powiedziałam szybko.
-Boje się o ciebie... Załatwie ci ochronę.
-Nie, poradzę sobie.
-Ale....
-Nie, dam sobie radę. Nie martw się - powiedziałam i podałam mu herbatę.
Gdy chłopcy zeszli na śniadanie zegar wskazywał 7. Wydawać by się mogło że nikt tak wczas nie wstaje, ale oni jednak wstali. Podałam zapiekankę, Zayn nalał wszystkim kawy i usiedliśmy...
Śniadanie mijało spokojnie, aż do momentu w którym Liam wstał od stołu podszedł do mnie i...
-[t.i] czy uszczęśliwisz mnie i zostaniesz moją żoną ? Bym mógł spędzić resztę życia z kobietą którą kocham całym sercem...
W gardle mi zaschło, nie mogłam wypowiedzieć ani jednego słowa. Cisza przeciągała się w nieskończoność, widziałam skupienie chłopaków. Pot na czole Liama. Zdenerwowanie w jego oczach... Ta niepewność go męczyła a ja nie mogłam się wysłowić.
To koniec nie mamy dalszych części i nie wiemy czy pisać dalej czy nie bo i tak tego nikt nie czyta... Musimy to przemyśleć.
~Crazy Marchewa
~Crazy Lusterko
Imagin z Harry- część 3... Daria...
Nie pamietam co się działo bo byłam kompletnie pijana.
Gdy rano otworzyłam oczy nie było tam Nicol, nie było tego miejsca. Zamiast wszystkiego był Liam. Nie wiedziałam co mam robić bo najchętniej bym go uderzyła. Miałam najczarniejsze myśli. Już chciałam otworzyc usta i na niego krzyczeć ale on był pierwszy.
-Nie, nie wykorzystałem cię.
-Ale jak ja się tu...
-Byłaś pijana i powiedziałas mi wiele rzeczy, chciałaś mnie pocałować ale w ostatniej chwili oddaliłem sie bo nie wiedziałem dlaczego to robisz, nie miałem zamiaru puszczać cie o 1 w nocy kompletnie pijanej na ulice Londynu, chciałas ze mna spać no więc położyłem sie obok ale nic nie zaszło.
-Dziękuję Li...
Miałam łzy w oczach. On mi tak pomógł a ja chciałam go oskarżać o najgorsze. Liam podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
-Już dobrze.
-
-A co do wczoraj...
-Wyjasnij mi co ci mówiłam...
-Powiedziałaś, że zakochałaś sie we mnie jeszcze wtedy kiedy przyszłyście z Nicol po pokój, to prawda?
-No wież...tak.
Posmutniałam. Nie wiedziałam jak Li zareaguje. Jednak on tylko popatrzył na mnie i pocałował mnie. To było takie piekne. Niestety zadzwonił mój telefon, to była Nicol. Nareszcie się odezwała.
-Hej Rose!
-Hej Niki.
-Chyba jestem z Harrym!
-A ty mi przerwałaś pocałunek z Liamem.
-Aaaa! Musimy sie psotkać!
-Jasne. Jutro idziemy na ten pokaz to może co byśmy kupiły?
-Ok to za 30 min w galeri.
Rozłączyłam się a Liam stał uśmiechnięty bo prawdopodobnie słyszał całą rozmowę. Usmiechnełam się do niego i dokończyliśmy pocalunek.
-Musze zmykać.
-Podwioze cię.
Wsiadłam do auta i pojechaliśmy do domu. Zaprosiłam Liama do środka chociaż miałam się przebrać i wyjść. Poszłam do pokoju i ubrałam sukienkę. Jednak Liam musiał pomóc mi ją zapiąć.
-Li pomozesz?
-No jasne.
Nagle sukienka sie z ciebie zsuneła. Liam zakrył oczy a ty zaczełaś sie z niego smiać.
-Na prawdę niem iało tak wyjść!
-Oj przestań, nic sie nie stało.
Pocałowałam go a on zapią mi sukienkę. Wyszłam i Liam zawiózł mnie do galeri. Tam już czekała na mnie Nicol. Poszłyśmy połazić po sklepach i poopowiadac jak spędziłyśmy noc. Nicol miała większe szczęście niż ja ale też sie cieszę z tego co się stało. Po kilkugodzinnym obchodzie sklepów znalazłam cos dla siebie.

-To jak dzisiaj śpisz jeszcze ze mną tak?
-No jasne...dzisiaj.
-Będzie super.
Spacerem poszłyśmy do domu Nicol. Weszłyśmy i od razu zjadłyśmy kupione ciastko. Nigdy nie martwiłyśmy się o kalorie bo po co sie głodzić cyz odmawiać soie czegoś? Warto kochac siebie takim jakim sie jest.
-Ej to jutro idziemy na pokaz tak?
-Jak to my?
-Bo ja sama z Harrym nie idę.
-To ja mam brać Liama?
-Raczej nie inaczej!
Poszłyśmy do swoich sypialni. Większość czasu nie spałam ale myślałam jak to jest, że jestem z Liamem Paynem. To jest gwiazda a ja jestem...nikim? No cóż nie mogę już się doczekać jutrzejszego pokazu!
~Kinga
Kilka informacji...
Mamy kilka informacji...
Po pierwsze, możecie nas znać z kilku fp facebook'u. I imaginy są wstawiane na fb i na bloga więc tak to są naszej twórczości...
Po drugie zmieniamy nazwę z Jagodowa i Malinowa na :
Crazy Lusterko i Crazy Marchewa
Po trzecie od teraz prowadzimy same bloga. Postaramy się dodawać częściej imaginy... Lecz prosimy o szczere komentarze ....
z góry dzięks
Crazy Marchewa i Crazy Lusterko
Zerrie część 3.
Zayn otworzył przed nami drzwi, wcześniej powiedział jednemu policjantowi że bierzemy małą do szpitala. Nie wiem jakim cudem się zgodził, byliśmy dla małej obcymi ludźmi, ale mimo wszystko cieszyłam się że Zayn tak jak ja przejął się losem małej.
- Zayn, jakim cudem oni pozwolili nam wziąć małą do szpitala? - zapytałam w drodze.
- To był mój znajomy - odparł spokojnie Zayn, poza tym wisiał mi przysługę.
- Ale nie zamkną nas? - zapytałam przerażona perspektywą wylądowania w więzieniu i zostawieniem tej malutkiej dziewczynki/
- Nie spokojnie, będzie dobrze.
Zayn był tylko znajomym, może kolegą ale czułam że przy nim jestem w odpowiednim miejscu, że to on jest mi najbliższy. Że stał się przyjacielem w tak krótkim czasie, ale bardzo ważnym przyjacielem. Kimś za kogo mogłabym oddać życię, takiej więzi nie miałam z nikim z Jade łączyło mnie wiele ale nie było aż takiej więzi, a co dopiero z Max'em on i ja byliśmy parą ale nie przyjaciółmi. Może to przez to często się kłóciliśmy, może dlatego to wszystko się rozpadło.
- O czym myślisz - zapytał Zayn, gdy stanęliśmy na światłach.
- O związku z Max'em - powiedziałam spokojnie.
- Tęsknisz za niem - stwierdził Zayn, wydawało mi się że jego oczy posmutniały, ale ja za Max'em nie tęskniłam.
- Nie, po prostu zastanawiam się dlaczego nam nie wyszło.
- Kochasz go...? - tym razem to było pytanie, ale z każdym kolejnym zadawanym mi pytaniem w oczach Zayn'a było więcej smutku, powoli pojawiały się tam łzy, a może tylko mi się zdawało.
- Nie, już dawno przestałam kochać. Od tygodni było to tylko przywiązanie - odparłam spokojnie.
- To może lepiej że to się skończyło - stwierdził mój towarzysz.
- Tak, lepiej - odparłam już w stu procentach pewna tego że to dobrze że ja i Max nie jesteśmy już razem.
W trakcie drogi do szpitala mała zasnęła, chcieliśmy posiedzieć z nią w samochodzie, ale ta obudziła się jak tylko Zayn wyłączył silnik.
- Jesteśmy ? - zapytała, a my bez wahania odparliśmy "Tak".
Zayn wyszedł z samochodu i zanim ja zdąrzyłam otworzyć swoje dni on już tam stał i trzymał je dla mnie otwarte, potem otworzył drzwi do tyłu poprawił małej kurteczkę i wyciągnął z fotelika, który dał nam jeden z policjantów. Chciałam ją wziąć na ręce, ale Zayn mi jej nie dał, mówiąc że skoro jest facetem to ją poniesie (http://gwiazdunie.pl/wp-content/uploads/2013/03/zayn-malik-zdjecia.jpg).
- A jak się tak w ogóle słoneczko nazywasz - zapytał w drodze do szpitala.
- Milena - odpowiedziała dziewczynka.
- Ślicznie - powiedziałam i nałożyłam malutkiej czapkę na główkę.
Do szpitala weszliśmy bez problemu, mała jeszcze przed drzwiami powiedziała nam jak się nazywa jej mama, a gdy się pielegniarka zapytała czy jesteśmy rodziną dla pacjentki powiedzieliśmy że mała jest córką tej kobiety.
- A to mój wujek i ciocia - powiedziała Milena.
Pielęgniarka powiedziała nam że pacjentka jest na bloku operacyjnym i na razie nic nie wiadomo, poprosiła byśmy cierpliwie czekali i wierzyli że wszystko będzie w porządku.
- Przepraszam, czy można gdzieś tu kupić gorącą czekoladę - zapytałam widząc że Mila marznie, pielęgniarka wytłumaczyła mi jak dotrzeć do bufetu i gdzie są automaty. Wzięłam portmonetkę i ruszyłam we wskazanym kierunku. Kupiłam gorącą czekoladę, dwie kawy, sałatkę i trzy kanapki jakby ktoś był głodny. Zayn pochłonął dwie i wypił kawę, nie dziwiłam się w końcu resuscytacja jest męcząca, a on uratował idiotę który prawie zabił matkę Mileny. Mała wypiła dwie gorące czekolady, po tą drugą musiałam iść chwilę po tym jak wypiła pierwszą, zjadła też bułkę i pół mojej sałatki.
Po wielu godzinach siedzenia przed salą w końcu wyszedł lekarz, zapytał się coś siostry a potem podszedł do nas z uśmiechem. Wytłumaczył nam na czym polegała operacja, powiedział że przebiegła pomyślnie i teraz należy wierzyć i czekać.
Malutkiej po policzku pociekła łza.
- Co się stało - zapytał lekarz.
- Bo jak tatuś tu był, też tak mówił taki pan - powiedziała malutka - a potem nas zostawił i poszedł do nieba - dodała po chwili.
- Ale z mamusią tak nie będzie - powiedział lekarz, otarł jej łzę i poszedł przed siebie mówiąc nam byśmy wspierali Milenę.
Mała nie chciała wyjść ze szpitala i mimo że nie mogła wejść do matki, stała przed salą i patrzyła przez szybę na nią. Wiedzieliśmy że musimy powiadomić kogoś z rodziny, dużo o tym rozmawialiśmy w ciągu tych godzin gdy mała patrzyła się na matkę. I wtedy podbiegła do nas jakaś kobieta, mała odwróciła się popatrzyła na nią i dalej patrzyła się na matkę.
- Milenko, pamiętasz mnie - zapytała kobieta.
- Tak - odparło dziecko i dalej patrzyło się na matkę.
- Musimy iść do domku kochanie - powiedziała kobieta, wmurowało mnie przez siedem godzin nikogo nie interesowało dziecko i nagle znajduje się kobieta i chce ją zabrać od matki.
- Nigdzie nie idę - odpowiedziała malutka.
- Ale ciocia musi iść rano do pracy.
- Ja tu zostaję, ty sobie idź - powiedziała mała.
- Ktoś się tobą musi zająć - powiedziała kobieta, dalej nie zwracając na nas uwagi.
- Zostanę z ciocią i wujkiem - powiedziała mała wskazując nas palcem.
- To siostra i brat mamy? - zapytała kobieta.
- Nie - powiedziała Milena - ale ty też nie jesteś ciocią. Byłaś z tatą, ale nie jesteś ciocią - odparła mała, a ja o mało nie wybuchłam śmiechem. Ponieważ to czteroletnie dziecko było mądrzejsze i cwańsze niż mogło by się wydawać.
- Ty mała... - zaczęła kobieta
- Mała co? - zapytał Zayn.
- Nic! - krzyknęła kobieta - Macie prawo zająć się małą?
- Nie, nie do końca - powiedział. Na co kobieta wyciągnęła notes i napisała notatkę, pospisała się i spisała nawet numer dowodu. Na osobnej karteczce zapisała swój numer telefonu.
- A będzie wam przeszkadzać?
- Nie, ona jest słodka - powiedziałam szybko.
Na co kobieta podała mi karteczki i powiedziała:
- To się nią zajmijcie, w razie kłopotów dzwońcie.
I wyszła.
Popatrzyłam na Zayn'a nie dowierzjąc temu co właśnie się stało - obca kobieta wypisała nam karteczkę, że możemy się zająć Mileną nie pytając nas o nic, nie wiedziała nawet czy nie chcemy jej sprzedać czy coś - było jej to obojętne. Po prostu oddała nam dziecko, którym jak z tego wszystkiego zrozumiałam powinna się zająć, bo jej to pasowało.
- Zayn, czy ona tak po prostu oddała nam dziecko? - zapytałam ciągle nie dowierzając w całą tą sytuację.
- Najwyraźniej - odpowiedział spokojnie chłopak.
- Ale czy to nie jest dziwne?
- Jest, nawet bardzo dziwne. Ale nie zostawię tak tej małej - powiedział chłopak.
- Ja też nie, tylko... To takie niecodzienne - odparłam i usiadłam na krześle, Zayn zajął krzesło tuż obok mnie, a ja nawet nie wiem kiedy oparłam głowę o jego ramię. Poczułam się cudownie, poczułam że tak mogłoby być już zawsze. Bałam się do tego jeszcze przyznać, ale powoli zakochiwałam się w wysokim brązowookim mulacie.
*Oczami Zayn'a*
Wiedziałem że ona zasługuje na miłość jak tylko ją zobaczyłem wtedy w tej restauracji, po środku tej burzy. Tak bardzo pragnąłem wtedy przyjebać temu pacanowi, który ją zdradzał z pierwszą lepszą laską. Widziałem go już nie raz, za każdym razem z inną. Z samą Perrie widziałem go może z cztery razy, zupełnie przez przypadek. To w restauracji, to w sklepie. To na spacerze. Ale nigdy się nie wtrącałem, nie były to jakieś sytuacje które mówiły "oni są razem", mogli być przyjaciółmi poza tym ja byłem dla nich obcym człowiekiem. Nie musiała mi uwierzyć. Wtedy w tej restauracji chciałem wyjść na środek i mu walnąć, a tą biedną dziewczynę wyprowadzić jak najdalej od tego całego zamieszania. Ale nie potrafiłem, nie miałem dość siły ani odwagi. Lecz gdy tylko wszystko się skończyło obiecałem sobie że się z nią zaprzyjaźnię, że będę o nią dbał i nie pozwolę by ktoś jeszcze ją skrzywdził. To był impuls, zupełnie przez przypadek na nią wpadłem ale skorzystałem z okazji, wziąłem jej numer i mogłem już być spokojniejszy.
Potem zgubiłem tą głupią karteczkę, wsadziłem ją i nie miałem pojęcia gdzie. Bałem się że zaprzepaściłam szanse na to by być jej przyjacielem i wtedy ją znalazłem w kurtce, od razu wyciągnąłem telefon i napisałem do niej esemesa. Całe szczęście nie musiałem długo czekać na odpowiedź i tak się umówiliśmy. To miał być cudowny dzień i początek długiej przyjaźni i chyba się udało, chyba mnie polubiła. Ale zdarzył się ten wypadek a ja nie potrafię zostawić tej małej bezbronnej dziewczynki samej sobie, muszę się nią zająć całe szczęście Perrie też zależy na bezpieczeństwie małej więc będę mieć pretekst by spędzić z nią dużo czasu.
Teraz jej śliczna główka leży na moim ramieniu, czuję zapach jej włosów, czuję jak bardzo mi na niej zależy. Teraz jestem już pewien że nie pozwolę jej skrzywdzić, ze jest ona moją małą kochaną księżniczką. I nie ważne że ona traktuje mnie jak przyjaciela - będę przyjacielem, będę ją wspierać i będę jej pomagać bo jest tego warta.
*Oczami Perrie*
Gdy się przebudziłam ciągle byliśmy w szpitalu przed salą matki Mileny, obok drzwi z malutką rozmawiał jakiś policjant, ja leżałam na Zayn'ie ten tylko się na mnie patrzył. Przestraszyłam się widokiem policjanta i szybko się podniosłam.
- Spokojnie - powiedział Zayn, chwytając mnie za nadgarstek, o wiele delikatniej niż rano zrobił to Max - muszą ją wypytać o mamę, o rodzinę. Wiedzą że mała jest pod naszą opieką, wiedzą że ciotka pozwoliła nam się ją zająć.
- Ale ta kobieta...
- Ta kobieta po śmierci taty Mili dostała pismo że w razie wypadku jest odpowiedzialna za Milenę, zgodziła się więc teraz powinna tu być. Ale zwaliła to na nas. No cóż, najwyraźniej nie jest odpowiedzialna i nie potrafi zaopiekować się dzieckiem - mówił powoli Zayn.
- Więc jest dobrze - zapytałam nie pewna.
- Tak, jest dobrze - zapewnił mnie Zayn - mama Mileny jest słaba ale jej stan jest stabilny, powinna się obudzić za kilka godzin. Ze szpitala wypiszą ją za kilka tygodni w tym czasie mała powinna być pod opieką tamtej kobiety...
- Nie, ja się nią zajmę - powiedziałam, bojąc się że Zayn chce oddać małą.
- Spokojnie, chciałem powiedzieć że jeśli matka się obudzi i wyrazi zgodę to my się nią zajmiemy - dodał po chwili, a ja niepewnie się do niego uśmiechnęłam. Ten wysoki chłopak, którego prawie nie znałam miał bardzo dobre serce i był wrażliwy. I kochał dzieci.
Udało nam się przekonać malutką by pojechać do domu, pojechaliśmy do mojego mieszkania, Jade wysłuchała całej historii i zgodziła się by mała u nas została przez ten czas. Szybko przygotowała kanapki i kakao dla nas i małej. Gdy zjedliśmy i wypiliśmy położyliśmy małą na moim łóżku, sami usiedliśmy w salonie na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać.
~crazy lusterko
~crazy marchewa
Zerrie część 2
Gdy tylko drzwi windy się otworzyły wybiegłam z niej, jeszcze szybciej niż do niej weszłam. Na szczęście portier pracujący w tym budynku miał refleks i zdążył otworzyć mi drzwi, Bogu dziękowałam w takich chwilach że Jade zmusiła mnie do płacenia niewiele wyższego czynszu za mieszkanie ale za to w dobrej okolicy gdzie budynki mają monitoring i portiera. Dziś sprzyjało mi szczęście, jak tylko wybiegłam z budynku krzycząc do mężczyzny:
- Dzień dobry i dziękuję.
Pod budynek podjechała taksówka z jednym z lokatorów, na szczęście nie miał on bagażów, więc szybko mogłam zając za niego taksówkę i wskazać adres pod jaki mamy jechać. Kawiarnia znajdowała się we wschodnim Londynie, ale jako iż nie było jeszcze południa drogi były puste i dotarliśmy na miejsce po niespełna dziesięciu minutach. Wysiadłam z taksówki uprzednio zostawiając taksówkarzowi wynagrodzenie z dość sporym napiwkiem. I już miałam wejść do budynku gdy ktoś chwycił mnie za nadgarstek, przekonana że to Zayn odwróciłam się i uśmiechnęłam, lecz uśmiech szybko znikł z mojej twarzy przede mną stał Max z kolegami (http://images7.alphacoders.com/308/308964.jpg)
- Czego chcesz? - zapytałam z oburzeniem
- Porozmawiać - odparł spokojnie.
- Nie mamy o czym, zdradziłeś, ba zdradzałeś mnie mimo że mówiłeś iż kochasz. Mimo że się starałam ty spotykałeś się z innymi, im zapewne też mówiłeś że je kochasz, że jesteś wierny! Zostaw mnie!
- Porozmawiajmy - powiedział jeszcze raz.
- Nie, nie mamy o czym. Nienawidzę cię, jesteś dla mnie skończony. Dla mnie nie istniejesz - zaczynałam już krzyczeć. Jego uścisk stawał się coraz mocniejszy.
- Porozmawiajmy - powiedział, naciskając na każdą sylabę z osobna.
- Właśnie skończyliście - usłyszałam nagle jakiś głos za sobą, na ramieniu ciepłą dłoń. Wiedziałam że tym razem to Zayn.
- Nie, nawet nie zaczęliśmy - powiedział Max.
- A ja sądzę że tak i że nawet skończyliście - odparł spokojnie Zayn - a teraz puść jej rękę - dodał stanowczo.
- Bo co - od razu zareagował Nathan.
- Bo jak na razie proszę, ale możemy pogadać inaczej - zaczął Zayn, a ja zaczęłam się martwić o jego bezpieczeństwo.
- Daj spokój Zayn, Max z kolegami już sobie idzie - powiedziałam by załagodzić spór.
- Tak, idziemy - odpowiedział Max, ale miałam wrażenie że nie z powodu moich słów a zachowania Zayn'a się poddał.
Gdy Max z chłopakami odszedł, od razu mocno wtuliłam się w pierś Zayn'a nie z powodu strachu bo Max tylko zgrywał twardziela, na co dzień był kruchy i jękliwy ale z powodu bólu jaki powrócił gdy go zobaczyłam. Teraz zastanawiałam się jak mogłam się w nim zakochać, jak mogłam go kochać, być z nim.
- Ciii... - usłyszałam śliczny głos Zayn'a który gładził mnie po włosach - spokojnie już go nie ma.
- Ja się go nie boję, on tylko takiego udaje - powiedziałam przez łzy - po prostu wróciły wspomnienia - dodałam po chwili.
- Rozumiem, choć zjemy coś, napijemy się czegoś i porozmawiamy - powiedział Zayn, chwycił mnie za dłoń i wprowadził do kawiarni.
Siedzieliśmy tam z Zayn'em z godzinę, może więcej. Po czym przeprosił mnie i powiedział że musi wyjść do sklepu po coś a potem pójdziemy na spacer. Zgodziłam się, Zayn uregulował rachunek ale mimo wszystko prosił bym tu na niego poczekała. Sklep znajdował się po drugiej stronie ulicy, szybko zabrał portfel, pozostawił kurtkę przewieszoną przez oparcie i wybiegł z budynku. Widziałam jak się do mnie uśmiecha i macha po czym odwraca się i rusza na ulicę. Nagle usłyszałam dźwięk nagłego hamowania i zobaczyłam że coś się stało. Ludzie biegli w kierunku zdarzenia, ktoś krzyczał by wezwać pogotowie i policję, ktoś inny że ten CHŁOPAK jest taki MŁODY. A ja jak pomyślałam tylko o Zayn'ie i jedyna myśl jaka błądziła mi w głowie to "Nie, tylko nie Zayn"
Chwyciłam własną kurtkę i kurtkę Zayn'a i wybiegłam z budynku, z oddali słyszałam dźwięk pogotowia i policji.
Wybiegłam z kawiarni i nie wiedziałam co robić, ruch na ulicy ustał ale dla mnie cały świat w tym momencie biegł jakby milion razy wolniej. Drzwi się jeszcze dobrze za mną nie zamknęły a ja patrzyłam się jak opętana to w prawo to w lewo i myślałam "Nie, tylko nie Zayn. Tylko nie on!", wybiegłam na ulicę i zaczęłam przepychać się wśród ludzi, moje zmysły były chyba bardziej wyostrzone bo czułam od ludzi alkohol, papierosy - czego zazwyczaj nie zauważałam. Przepychałam się starając się nikomu nie zrobić krzywdy, ale mimo wszelkiego strachu chciałam dotrzeć do poszkodowanego, nie myślałam teraz o tym że to może być Zayn, ciągle powtarzałam sobie "Nie to nie Zayn", nagle przewróciłam jakąś małą dziewczynkę, ta zaczęła płakać. Przestałam biec, odwróciłam się i podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.
- Nie płacz maleńka, nie chciałam - powiedziałam.
- Ja... Ja wiem, po prostu moja mamusia jechała tym autem - powiedziała dziewczynka i wskazała na samochód który uczestniczył w wypadku, mocno przytuliłam malutką
- Podaj mi numer do tatusia - powiedziałam spokojnie.
- Ja, nie mam tatusia. Tatuś już jest w niebie - powiedziała malutka najspokojniej na świecie.
- A wujek, ciocia, babcia. Znasz kogoś numer? - zapytałam spokojnie.
- Tak, cioci. Ale ona mieszka daleko - powiedziała malutka.
- A kogoś kto mieszka tu, blisko?
- Nie - powiedziała i zaczęła płakać, przytuliłam ją i pocałowałam w czubek głowy, do oczu naciekły mi łzy bo przypomniał mi się gest Zayn'a sprzed kilku godzin.
- Poczekaj tu kochanie, ja sprawdzę czy tam wszystko w porządku - powiedziałam do małej i w tym momencie z E Pellicci wyszła kelnerka - możesz się zająć małą na chwilę - zapytałam podając jej dziecko.
- Tak, ale kto to? - zapytała dziewczyna.
- To córka kobiety która miała wypadek - krzyknęłam gdy już odbiegałam, w tym momencie sygnał karetki zaczął być bardziej wyraźny więc oznaczało to że się zbliża. Doskonale wiedziałam że od wypadku minęło może 2-3 minuty, wszystko działo się tak szybko a tak wolno za razem. Znów rzuciłam się do biegu przez ludzi. Tym razem udało mi się dotrzeć do samego centrum zbiegowiska, to co zobaczyłam sprawiło że wybuchnęłam niepohamowanym płaczem.Po moich policzkach płynęła rzeka łez, nie wierzyłam w to co się działo, nie mogłam uwierzyć w to co widziałam... Zayn tam był, był tam... Ciepłe łzy spływały po policzkach, ogrzewając z lekka zmarznięte ciało ponieważ w Londynie nie było za ciepło. Nałożyłam na siebie swoją kurtkę, chciałam założyć też jego ale stwierdziłam że musi mu być zimno... Policja była już na miejscu, zabezpieczyła teren i nie pozwalała się nikomu zbliżyć, tylko osoby udzielające pierwszej pomocy poszkodowanym których leżało tam z sześciu albo siedmiu pozostały przy ciałach.
Ci ludzie leżeli, nie ruszali się a wszystko przez jakiegoś idiotę na motorze, który jechał z nadmierną prędkością a biedna kobieta kierująca czarnym mercedesen s (http://www.topgear.com.pl/sites/www.topgear.com.pl/files/imagecache/640_290/photo/2013/05/2014-mercedes-s-class-a6.jpg) próbując go wyminąć potrąciła przechodnia i uderzyła w inny samochód, którego z tego miejsca nie widziałam. Wśród tych wszystkich ludzi był także Zayn, postanowiłam się tam przedrzeć. Widziałam jak policjanci zatrzymują bliskich poszkodowanych, ja nie byłam bliską ja byłam znajomą. Podbiegłam do taśmy, chciałam przejść, podbiec do Zayn'a, ale policjant mnie zatrzymał. W tym momencie podjechały cztery karetki, ratownicy wybiegli. Świat znów dla mnie zwolnił, bałam się. Tak strasznie się bałam. Nie wiedziałam kiedy zaczęłam krzyczeć:
- Zayn, Zayn, Zayn!
I nagle na moim ramieniu znalazła się jakaś dłoń, popatrzyłam na nią. Była ciemna, nie jak u człowieka ciemnoskórego, ale ciemniejsza od mojej. Pobiegłam wzrokiem wzdłóż ręki i dotarłam do głowy tej osoby, ale w moich oczach były same łzy. Widziałam tylko czerwoną bluzkę, pomyślałam że to ratownik i wybuchnęłam jeszcze większym płaczem, ale wtedy ten ktoś mnie przytulił i znów usłyszałam ten głos, to był Zayn. On żył, nic mu nie było. A teraz mnie przytulał
- Zaayn... - powiedziałam spokojnie, jednak ciągle przez łzy
- Tak, ciii, już dobrze Perrie, już dobrze - powiedział i mocno mnie przytulił. A ja zrozumiałam jak bardzo go lubiłam, jak bliski mi się stał mimo tak niedługiej znajomości.
- Ja myślałam, że... Bałam się - zaczęłam, ale on tylko mocniej mnie przytulił i pocałował w czubek głowy. Tak hjak ja kilka minut temu, małą dziewczynkę. I w tym momencie przypomniałam sobie że ta kobieta była poszkodowaną w tym wypadku.
- Zayn, ta kobieta! Ta która prowadziła ten samochód. Ona... Ona żyje? - zapytałam
- Tak, ale...
- Ale... - zapytałam niepewnie.
- Z tego co słyszałem jest w ciężkim stanie, ale uratowała życie temu chłopakowi - powiedział Zayn ciągle mnie przytulając - a dlaczego pytasz?
- Bo tam jest jej córka, ona nie ma nikogo poza matką - powiedziałam spokojnie, o mało nie załamując się tym że malutka może zostać sama przez głupotę jakiegoś człowieka.
- Zayn! - usłyszałam głos za nami, Zayn się odwrócił i zobaczyłam ratownika.
- Tak...
- Uratowałeś mu życie - powiedział spokojnie jeden z nich.
- To dobrze, powiedz mi co z kobietą z mercedesa - powiedział Zayn, wcale nie pytał choć tak mogło to zabrzmieć.
- Nie wiem za dużo, nie powinienem ale jej stan jest ciężki. Będzie mieć najprawdopodobniej operację, ale my już jedziemy - powiedział ratownik i odszedł.
- Jesteś ratownikiem - zapytałam, on się uśmiechnął i odpowiedział
- Nie, to mój znajomy.
Oderwałam się od Zayn'a i pobiegłam do małej, wzięłam ją na ręce i mocno przytuliłam.
- Czy mamusia nie żyje...? - zapytała powstrzymując łzy.
- Żyje, ale musi jechać do szpitala. Będzie mieć operację, potem się obudzi i pojedziecie do domu.
- Ale nie umrze, nie umrze tak jak tatuś umarł - pytała mała, a ja nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Nie byłam lekarzem, nie wiedziałam nic, ale wiedziałam jedno w medycynie niczego nie można być pewnym.
Zayn doszedł do mnie i objął mnie i malutką
- Chodźcie pojedziemy do mamy - powiedział i zaprowadził nas do swojego samochodu.
~crazy lusterko
~crazy marchewa
Zerrie część 1.
Siedziałam w domu i czekałam aż w końcu przyjdzie moja współlokatorka bym mogła wyjść, ponieważ ta przez nie uwagę zabrała dwie pary kluczy i ja nie miałam jak zamknąć drzwi.
Gdy w końcu usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach, podniosłam się założyłam szpilki które leżały tuż obok kanapy i podbiegłam do drzwi. Przelotnie sprawdziłam makijaż i fryzurę, poprawiłam bluzkę i wzięłam torebkę. Jeszcze zanim Jade weszła do mieszkania, spojrzałam na zegar który wskazywał już 17:20, co oznaczało że byłam prawie pół godziny spóźniona na spotkanie z chłopakiem.
Nie zdążyłam się nawet przywitać z Jade a już stałam przed drzwiami i zamykałam je kluczem, zdążyłam tylko krzyknąć cześć i pa... Co i tak było wielkim osiągnięciem jak na to że nienawidziłam się spóźniać, a w tym momencie byłam bardzo spóźniona...
Gdy dotarłam na umówione miejsce zdziwiłam się ponieważ Max'a nie było nigdzie przed restauracją, pomyślałam że zmarzł gdyż londyńska pogoda nie należała do najpiękniejszych i czeka na mnie w środku.
Spokojna i pewna siebie weszłam do restauracji, pobieżnie przeleciałam wzrokiem po stolikach stojących w zasięgu wzroku, gdy nie zobaczyłam Max'a, podeszłam do menadżerki i zapytałam o niego, posłużyłam się jego nazwiskiem. Ta odszukała go w księdze i wskazała stolik. Ruszyłam za kobietą i nagle stanęłam nie wiedząc co zrobić.
Mój ukochany, mężczyzna z którym chciałam wziąć ślub, mieć dzieci. U którego boku chciałam się zestarzeć właśnie zabawiał się z jakąś panienką. W dzień naszej rocznicy.
- Co ty robisz - krzyknęłam, nawet nie wiedząc kiedy.
- Ja, no wiesz, bo ja... Ja... Ona... My... To nie tak... - zaczął się miotać mój w tym momencie już były chłopak.
- Ty, ona, wy. No widzę. Życzę wam szczęścia - krzyknęłam i już chciałam wyjść ale chwycił mnie za ramię.
- Perry poczekaj - powiedział takim głosem że mogłabym się znów zakochać gdybym nie była tak zdenerwowana. I w tym momencie jakaś starsza pani wstała od stolika podeszła do nas i powiedziała:
- Puść ją, nie jesteś jej wart. Nie po raz pierwszy cię tu widzę z jakąś dziewczyną. A ta biedaczka siedziała pewnie wtedy sama w domu. Miej na tyle honoru by stąd wyjść...
- Kochanie, zostaw gości - wtrącił się nagle jej mąż.
- Nie, ten mężczyzna ma opuścić ten lokal.
I nawet nie wiem kiedy w restauracji wybuchła sprzeczka, nawet właściciel przyszedł by uspokoić gości. Dziwnym cudem, mój chłopak został wyproszony z lokalu z prośbą o nie puszczanie się w lokalach tej restauracji.
Już miałam wyjść gdy wpadłam na jakiegoś gościa.
- Przepraszam, nie chciałam - powiedziałam cicho i chciałam umknąć niepostrzeżenie lecz ten chwycił mnie za podbródek i powiedział:
- Ładne dziewczyny zawsze mogą na mnie wpadać.
A ja wpadłam i utonęłam w jego pełnych jasnobrązowych oczach... Mulat trzymał mnie przez chwilę po czym puścił...
- Jestem Zayn - odezwał się, gdy już miałam go minąć i wyjść.
- A ja Perrie - odpowiedziałam tym razem już bardziej pewnie siebie.
- Może się jeszcze spotkamy.
- Możliwe, ale dopiero zako... - zaczęłam a on szybko sprostował/
- Jak znajomi, słyszałem kłótnię. Widziałem jak cię poniżył. Chce cię tylko wesprzeć.
- To bardzo chętnie - powiedziałam i podałam Zaynowi karteczkę z numerem telefonu.
Przez kolejne trzy dni chodziłam niespokojna, nie mogłam spać jeść ani nic. Początkowo myślałam że to przez Max'a, przez to co mi zrobił, jak upokorzył... Przez to że go kochałam a on tak postąpił. Często w nocy budziłam się cała zapłakana, nie pamiętałam co mi się śniło. Wiedziałam tylko że dobrze że nie pamiętam, miałam poczucie że bolało by bardziej gdybym pamiętała. Szef dał mi wolne, ponieważ w pracy i tak na niczym nie mogłam się skupić. Nie umiałam wypełnić durnej rubryczki, przesłać prawidłowo e-maila, nawet kawy nie umiałam przenieść z kuchni do swojego biurka nie rozlewając.
Siedziałam teraz w kuchni przy stole i cała zapłakana i popuchnięta piłam gorącą czekoladę, starając się nie myśleć że robiłam to z Max'em w każdy zimowy i jesienny wieczór. Od kiedy się rozstaliśmy ani razu nie widziałam "Zakochanego kundla" ponieważ za bardzo mi go przypominał, przypominał te chwile spędzone w jego ramionach. Ale tak na prawdę czułam się źle z powodu że Zayn jeszcze nie napisał, bałam się że już nie napisze. I nie chciałam się do tego przyznać przed samą sobą a co dopiero przed innymi.
- Co jest? - spytała Jade, wchodząc do kuchni.
- Nic - odparłam spokojnie, ale i tak po moich policzkach pociekły łzy smutku, rozpaczy i bezsilności.
- Nie płacz, nie jest tego wart - powiedziała i mocno mnie przytuliła.
- Ale.. - chciałam jej powiedzieć że to nie z jego powodu, ale nie umiałam, poza tym przerwała mi.
- Nie jest wart, zawsze Ci to mówiłam
- Wiem, ale...
- Nie przejmuj się nim, zapomnij - najwyraźniej już dawno przegrałam i nie miałam nawet po co próbować jej powiedzić że to nie o Max'a lecz o Zayna chodzi. I wtedy dostałam esemesa:
"Przepraszam że musiałaś tyle czekać. Po prostu myślałem że zgubiłem tą karteczkę. O mało się nie załamałem xoxo Zayn"
Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech, który nie umknął uwadze Jade.
- No widzisz, zajmij się nowymi znajomościami - powiedziała i przez nieuwagę oblała moją świeżą piżamę kawą (https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6WIV50mitXcnH5GE-KoL0_zSW3UxFnKXlVKtUpOiVWxIeBiXuFn6AEUCj3NFigCfzloiN-TkF04j2LaAeIv2MVjS4vzYLGcCktxCvB_27QoS8k2Dx-8vVAA55IDVJYHeQVnc9QBk0tYkF/s1600/piżama+1.jpg)
- Auuuu - krzyknęłam, ponieważ napój był gorący.
- Przepraszam, przepraszam... Nie chciałam. Ja...
- Spoko, po prostu ciepłe. Idę się przebrać.
Wyszłam z kuchni i skierowałam się do 3 pokoju, ponieważ przy wynajmowaniu mieszkania miałyśmy takie szczęście że trafiłyśmy na 4 pokojowe z kuchnią, łazienką w bardzo dobrej cenie. Jako iż byłyśmy tylko dwie, z trzeciego niepotrzebnego nam pokoju zrobiłyśmy mini garderobę... Szybko przeleciałam wzrokiem po półkach i już wiedziałam że ubiorę biały sweterek w litery, czarne rurki w ciemniejsze czarne róże. Gdybym musiała gdzieś wyjść w sam raz pasowały do tego moje nowe czarno-kremowe szpilki, na nadgarstek założyłam bransoletkę z serduszkiem, którą dostałam od młodszej siostry na osiemnaste urodziny (całość - https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiWHJOKt4ttDZBchacdNg00l2nLNV_n02CsezfHzzJt1m4L98XmUvpmPKauAucG44EqkMgaCv1LdKn_zHtK2LRa3AUmnmZ2dfywL14Myw3f1a_0BnhBc707Yc0JNI613ara55zyvnnMJkcx/s320/na+codzień.jpg)
Na powód do wyjścia nie musiałam długo czekać, gdyż już po dwudziestu minutach dostałam sms'a "Nie odzywasz się. Może się spotkamy na kawie jeśli masz ochotę xoxo Zayn", szybko odpisałam nowemu znajomemu "Z miłą chęcią, napisz tylko gdzie i o której - będę. Perrie"... Już po kilku minutach przyszedł kolejny sms "Za pół godziny w E Pellicci xoxo Zayn", zdziwiło mnie wybrane przez niego miejsce. Bardzo lubiłam tam przychodzić, tam zawsze była miła obsługa można było dobrze zjeść. Uśmiechnęłam się do siebie, wyciągnęłam torebkę z półki wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy, w międzyczasie odpisując Zaynowi "Jasne.". Chwyciłam szpilki i wybiegłam z mieszkania zamykając drzwi na klucz i wbiegajac do windy do której właśnie wsiadał sąsiad spad 4e.
- Witam śliczną sąsiadkę - powiedział mężczyzna i posłał mi uśmiech, on sam do najpiękniejszych nie należał - łysiejący, po pięćdziesiątce, z nadwagą.
- Witam - powiedziałam i wcisnęłam parter.
~Crazy Lusterko i Crazy Marchewa
sobota, 19 października 2013
Niall... Daria
Niall, prawdziwe uczucie.
Siedziałam w łazience na wannie, w ręce trzymałam jeszcze nie użyty test ciążowy. Bardzo bałam się wyniku, ale z drugiej strony mogłam być pewna że jestem w ciąży ponieważ już drugi miesiąc nie miałam okresu i czułam zapachy dwa razy bardziej... I te poranne mdłości - ten test niczego nie zmieni. Zostanę samotną matką, młodą dziewietnastoletnią matką. To czy ten test zrobie czy nie pozwoli mi tylko zaoszczędzić kilka dni, bo on się w końcu zorientuje i mnie zostawi.
Po moim policzku powoli pociekły łzy, kochałam go całym sercem a teraz przez jedną głupią noc mogłam go stracić. On sławny i przystojny ja zwykła dziewczyna. Spotykaliśmy się już dość trochę, bardzo staraliśmy się zachować nasz związek w tajemnicy i się nam udawało... I teraz przez to że jeden, jedyny raz poszliśmy do łóżka przed ślubem będę za to płacić. Pamiętam tamtą noc dokładnie, kolację przy świecach, romantyczną muzykę... Pamiętam jak wirowałam w jego objęciach po salonie... Rozbiliśmy wtedy wazon, upadliśmy na kanapę... Podał mi kieliszek czerwonego wina i położył się obok mnie, oboje mieliśmy świetne humory... Włączył telewizor, leciał jakiś horror - początkowo go oglądaliśmy i delektowaliśmy się świetnym winem ale w końcu go pocałowałam. Namiętnie. Bardzo namiętnie. Odwzajemnił mój pocałunek, zaczęłam ściągać mu koszulkę
-Poczekaj - powiedział.
-Nie chcesz, rozumiem - odparłam spokojnie.
-Chce, bardzo. Ale się boje, nie chce cię skrzywdzić. Jest między nami 5 lat różnicy, kocham cię. Ale boje się że cię skrzywdzę... - powiedział a ja go namiętnie pocałowałam.
-Też cię kocham, ale rozumiem - odparłam i opadłam na kanapę.
-Nie, nie rozumiesz. Chciałem zapytać czy jesteś pewna.
-Tak - powiedziałam nie rozwarzając za długo. Znów nasze usta złączyły się w pocałunku, była między nami idealna symfonia. Jego poczałunki jeszcze nigdy nie były takie intymne, czułe ale i nachalne róenocześnie. Nie bałam się, teraz byłam już pewna że to on jest tym z którym chce przeżyć swój pierwszy raz. Tym który zasługuje na to bym z nim straciła dziewictwo. Niall powoli chodził z pocałunkami niżej. Obsypał nimi moją szyję, moje piersi i brzuch. Nie miałam już na sobie bluzki ani biustonosza natomiast on pozostawał w całym ubiprze, szybko się zrewanżowałam i pozbawiłam go koszulki okazując jego nieziemski tors... Przesunęłam ręką po jego ciele, starając się zapamiętać każdy szczegół tej idealności. Moja ręka wylądowała na rozporku jego spodno, bez problemu odpięłam guzik i zaczęłam je ściągać gdy ten chwycił mnie w tali i przewrócił na plecy i ściągnął ze mnie spódnice i zaczął wodzić palcami w okolicach mojej pochwy wywołują tym w moim brzuchu ogrom motyli... Dostałam jeszcze jednego soczystego buziaka, ponownie zapytał czy jestem pewna a po moim skinieniu zaczął wodzić językiem po moim ciele - niżej i niżej, aż w końcu dotarł do obranego celu. Jednym ruchem pozbył się mojej bielizny i zaczęła się zabawa. Gdy już nie mogłam wytrzymać z podniecenia, spowodowanego jego działaniami wyrwałam mu się. Początkowo zapewne pomyślał że chce uciec więc zwolnił uścisk w jakim siedziałam na nim, ale ja tylko zsunęłam się w dół i pozbawiłam go bolserek - co wywołało uśmiech na jego twarzy, mały ale zawsze uśmiech. Włożyłam jego członka do ust i zaczęłam powoli poruszać w przód i tył. Stopniowo poruszałam soraz szybciej przystając czasem by pobawić się językiem, on stawał się coraz twardszy ale w pewnym momencie Niall mi przerwał, podciągnął mnie w górę i zapytał czy chce czegoś więcej ja kiwnęłam głową, lecz widząc jego niepewność powiedziałam:
-Na pewno Niall, nie boje się. Kocham cię.
Tym razem udało mi się go przekonać i poczułam mały ból spowodowany tym że jego penis był już we mnie, początkowo Niall był bardzo powolny i delikatny. Więc postanowułam to szybko naprawić i szepnęłam żeby się o mnie nie bał. I mimo że wiedziałam że się boi poczułam jak porusza się coraz szybciej. Po niedłuim czasie jęczałam z rozkoszy co na samym początku przestaraszyło Nialla, ale mój pocałunek był wystarczającym dowodem na to że nie czuję się przez niego krzywdzona. W pewnym momencie wiedziałam że oboje jesteśmy blisko tego bo dojść, ból był nieziemski ale postanowiłam go wytrzymać dla Niall'a. Gdy wyprysnął poczułam że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Oboje z Niall'em upadliśmy na kanapę on ciągle pozostawał we mnie.
-Byłaś dzielna - szepnął - wiem, że musiało cię boleć. Przepraszam starałem się być delikatny - powiedział i mnie pocałował.
-Nic się nie stało. Byłam przygotowana na ból, wiem że bez niego by się nie odbyło - powedziałam.
Potem jeszcze długo rozmawialiśmy, nawet nie wiem kiedy zasneliśmy. Obudziłam się na zajutrz wtulona w Niall'a on już nie spał ale przypatrywał się mi.
I ta jedna noc zaważyła na wszystkim, na całym moim życiu. Byłam szczęśliwa że będę mieć dziecko o którym zawsze marzyłam, pamiętam jak pytał ile chce mieć dzieci a ja bez wachania odpowiedziałam że trójkę. Pamiętam jego uśmiech na tą wieść i słowa "kocham cię, oświadcze ci się, weźmiemy ślub i będziemy mieć trójkę dzieci" ale teraz to wszystko nie stanie się prawdą bo on się nie oświadczył, nie wzieliśmy ślubu a ja zaszłam w ciąże. A doskonale wiedziałam że on chce mieć dzieci po ślubie. Chwyciłam test pewniej i otworzyłam go... Wykonałam test a on wskazał dwie kreski teraz już miałam pewność... Jestem w ciąży i to może być koniec mojego pięknego związku.
~crazy lusterko
Przeprwszaam że tak długo nie pisałam ale nie mam siły ani czasu ostatnio. Podoba się mam kontynuwoać?
wtorek, 24 września 2013
Zapraszam...
Jest to fp, koleżanki na którym zostałam Adminką :)
sobota, 7 września 2013
Nauczyciel Angielskiego - Liam Payne Kontynuacja...
Ale Li, kochanie... To jest... - zaczęłam ale gdy tylko ten na mnie spojrzał ucichłam. Nie chciałam kłucić się z kimś kto mnie kochał. Kogo ja tak szaleńczo kochałam - Dobrze, pójdę z tobą, tylko się na mnie nie złość
- Na ciebie nie potrafię się złościć, kochanie. - powiedział i złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku.
- Ja tu ciągle jestem. I Simon także tu jest, zakochane ptaszki - powiedział Hazz w śmiechu wychodząc z pokoju. - Macie pięć minut albo Simon sam tu przyjdzie - powiedział gdy już drzwi były już prawie zamknięte. Spowodowało to że od razu wstaliśmy i Li zaprowadził mnie pod prysznic, tak bardzo kuszące było wciągnięcie go pod ten prysznic, albo wskoczenie z nim do tej ogromnej wanny, ale cóż - Oni mieli ważnego gościa a ja wskoczyłam na 2 miejsce.
- Dla mnie zawsze będziesz najważniejsza. Nie zapominaj o tym - szepnął mi do ucha jak by czytał w moich myślach. - Zejdź za chwilę na dół myszko... - dodał wychodząc z łazienki.
Gdy skończyłam brać prysznic wyciągnęłam koszule z szafy Liaśka w czerwoną kratkę i ubrałam do tego czarne rurki. Powoli i nie pewnie zeszłam na dół, gdzie chłopcy siedzieli z Simonem w salonie. Liam zauważył mnie jako pierwszy za jego wzrokiem powędrował Hazz i Louis, a już chwilę potem przyglądał mi się Simon. Stałam tak kilka minut, po czym z każdą kolejną sekundą traciłam odwagę. W końcu zapytałam:
- Czy coś nie tak ???
- Nie kochanie wyglądasz ślicznie - odpowiedział mi Liaś posyłając mi jeden z najpiękniejszych swoich uśmiechów.
- A więc to ty jesteś za to wszystko odpowiedzialna - powiedział Simon - Ale to nie jest źle bo w końcu Liam jest szczęśliwy co sprawia że i ja jestem szczęśliwy... - powiedział, wstał, podszedł do mnie i mocno mnie uściskał - witamy w rodzinie.
- Aaaaa... - dałam rade wydusić z siebie tylko pierwszą literę alfabetu - Dziękuuuję...
- Ja uciekam chłopcy mam jeszcze kilka ważnych spotkań.
- Pa Simon - Krzyknęli chórkiem.
- Onnn o nas wiedziaaał... Chłopcy juuuż muu, o nas kilka dni wcześniej powiedzieli.
- Chcieliśmy pomóc- powiedział Hazz
- Właaaśnie... - Krzyknął Lou z kuchni.
- Nic się nie stało, ale może któryś z was mnie odwiezie do domu. trochę późno się zrobiło.
- Zostań na noc kochanie.
- Aleee... Moja mama powiedziała.
- Ja to załatwię - powiedział Harry i wyciągnął komórkę z kieszeni. A już po chwili spokojnie rozmawiał z moją mamą po skończonej rozmowie oznajmił mi że mogę zostać jak długo chcę a on zaraz z chłopakami przywiezie mi ciuchy. I od niechcenia dodał, że moja matka z 2 dni wyjeżdża do Hiszpanii i Francji, i prosiła żebyśmy się tobą zaopiekowali.
- Jak ty to... Ale że jak... Ona, ty! - jąkałam się ze zdziwienia jak łarwo Harry owinął sobie moją matkę wokół palca. Mimo iż nie słyszałam tego co ona mówiła to doskonale wiedziałam, że nie próbowała nawet protestować.
- Dzięki Hazz, odwdzięcze się - powiedział Li i pociągnął mnie za nadgarstek do pokoju. Jego uścisk był pełen władzy, ale równocześnie delikatny.
- Kochanie, muszę pojechać po ubrania.
- Eeee... Nie musisz ja z Zaynem zajadę - powiedział Harrold, biorąc kluczyki z szafki, ciągnąc Zayna za sobą i nie dając mi czasu na protest.
- Chyba zostaliśmy sami - szepnął Li na ucho, obejmując mnie równocześnoe w pasie i przyciągając do siebie.
- Jest jeszcze Lou - przypomniałam.mu szybko.
- Nie, mnie nie ma - krzyknął Louis wychdząc z kuchni z pudełkiem lodów.
- Ale cie widze - powiedziałam z uśmieszkiem na ustach.
- Ale ja ide oglądać "Harrego Pottera", więc tak jakby mnie nie było.
- Tak, jak on zacznie oglądać to tak jakby go nie było kotku.
I mimo moich prób wylądowaliśmy w sypialni Liasia, ale jednak tym razem nie doszło do niczego. Liam zaprezentował mi swój zbiór książek i płyt. Po czym posadził w najwygodniejszym fotelu na świecie, a sam gdzieś wyszedł...
- Prawa czy lewa - zapytał jak tylko wrócił do pokoju.
- Lewa - odpowiedziałam bez wachania, a on wyciągnął zza pleców wielką tabliczke czekolady
- Dobry wybór - szepnął i usiadł w drugim fotelu.
- Li, co ty wyprawiasz - zapytałam.zdzwiona jego zachowaniem.
- Spędzam czas z ukochaną.
- Li, i tak już będzie zawsze?
- Ale jak? - zapytał zdziwiony moim.pytaniem.
- Liam, kocham cię ale między nami jest ogromna przepaść. Źle czułam się gdu byłeś moim nauczycielem, ale powtarzałam sobie - jeszcze tylko trochę, potem już nie będzie twoim nauczycielem. Potem ty powiedziałeś że rzucisz pracę a ja poczułam się winna i szczęśliwa równocześnie. A potem okazało się że jesteś gwiazdą... Między nami zawsze była przepaść - nie możemy zaprzeczyć. Może nie jesteśmy dla siebie stworzeni. Ja powinnam twraz wyjść i nie wrócić. I zdobię to dla naszego dobra. Zrozum mnie Liam. I pamiętaj ZAWSZE będę Cię kochać - powiedziałam, watałam i ruszyłam w stronę drzwi ale zanim zdąrzyłam wyjść zayrzymał mnie mocny uścisk dłoni Liama...
I co chcecie więcej? Jeśli tak to postaramy się jak najszybciej ~ crazy lusterko i crazy marchewa (daniej Malinowa Dama i Jagodowa Pani)