niedziela, 20 października 2013
Zerrie część 1.
Siedziałam w domu i czekałam aż w końcu przyjdzie moja współlokatorka bym mogła wyjść, ponieważ ta przez nie uwagę zabrała dwie pary kluczy i ja nie miałam jak zamknąć drzwi.
Gdy w końcu usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach, podniosłam się założyłam szpilki które leżały tuż obok kanapy i podbiegłam do drzwi. Przelotnie sprawdziłam makijaż i fryzurę, poprawiłam bluzkę i wzięłam torebkę. Jeszcze zanim Jade weszła do mieszkania, spojrzałam na zegar który wskazywał już 17:20, co oznaczało że byłam prawie pół godziny spóźniona na spotkanie z chłopakiem.
Nie zdążyłam się nawet przywitać z Jade a już stałam przed drzwiami i zamykałam je kluczem, zdążyłam tylko krzyknąć cześć i pa... Co i tak było wielkim osiągnięciem jak na to że nienawidziłam się spóźniać, a w tym momencie byłam bardzo spóźniona...
Gdy dotarłam na umówione miejsce zdziwiłam się ponieważ Max'a nie było nigdzie przed restauracją, pomyślałam że zmarzł gdyż londyńska pogoda nie należała do najpiękniejszych i czeka na mnie w środku.
Spokojna i pewna siebie weszłam do restauracji, pobieżnie przeleciałam wzrokiem po stolikach stojących w zasięgu wzroku, gdy nie zobaczyłam Max'a, podeszłam do menadżerki i zapytałam o niego, posłużyłam się jego nazwiskiem. Ta odszukała go w księdze i wskazała stolik. Ruszyłam za kobietą i nagle stanęłam nie wiedząc co zrobić.
Mój ukochany, mężczyzna z którym chciałam wziąć ślub, mieć dzieci. U którego boku chciałam się zestarzeć właśnie zabawiał się z jakąś panienką. W dzień naszej rocznicy.
- Co ty robisz - krzyknęłam, nawet nie wiedząc kiedy.
- Ja, no wiesz, bo ja... Ja... Ona... My... To nie tak... - zaczął się miotać mój w tym momencie już były chłopak.
- Ty, ona, wy. No widzę. Życzę wam szczęścia - krzyknęłam i już chciałam wyjść ale chwycił mnie za ramię.
- Perry poczekaj - powiedział takim głosem że mogłabym się znów zakochać gdybym nie była tak zdenerwowana. I w tym momencie jakaś starsza pani wstała od stolika podeszła do nas i powiedziała:
- Puść ją, nie jesteś jej wart. Nie po raz pierwszy cię tu widzę z jakąś dziewczyną. A ta biedaczka siedziała pewnie wtedy sama w domu. Miej na tyle honoru by stąd wyjść...
- Kochanie, zostaw gości - wtrącił się nagle jej mąż.
- Nie, ten mężczyzna ma opuścić ten lokal.
I nawet nie wiem kiedy w restauracji wybuchła sprzeczka, nawet właściciel przyszedł by uspokoić gości. Dziwnym cudem, mój chłopak został wyproszony z lokalu z prośbą o nie puszczanie się w lokalach tej restauracji.
Już miałam wyjść gdy wpadłam na jakiegoś gościa.
- Przepraszam, nie chciałam - powiedziałam cicho i chciałam umknąć niepostrzeżenie lecz ten chwycił mnie za podbródek i powiedział:
- Ładne dziewczyny zawsze mogą na mnie wpadać.
A ja wpadłam i utonęłam w jego pełnych jasnobrązowych oczach... Mulat trzymał mnie przez chwilę po czym puścił...
- Jestem Zayn - odezwał się, gdy już miałam go minąć i wyjść.
- A ja Perrie - odpowiedziałam tym razem już bardziej pewnie siebie.
- Może się jeszcze spotkamy.
- Możliwe, ale dopiero zako... - zaczęłam a on szybko sprostował/
- Jak znajomi, słyszałem kłótnię. Widziałem jak cię poniżył. Chce cię tylko wesprzeć.
- To bardzo chętnie - powiedziałam i podałam Zaynowi karteczkę z numerem telefonu.
Przez kolejne trzy dni chodziłam niespokojna, nie mogłam spać jeść ani nic. Początkowo myślałam że to przez Max'a, przez to co mi zrobił, jak upokorzył... Przez to że go kochałam a on tak postąpił. Często w nocy budziłam się cała zapłakana, nie pamiętałam co mi się śniło. Wiedziałam tylko że dobrze że nie pamiętam, miałam poczucie że bolało by bardziej gdybym pamiętała. Szef dał mi wolne, ponieważ w pracy i tak na niczym nie mogłam się skupić. Nie umiałam wypełnić durnej rubryczki, przesłać prawidłowo e-maila, nawet kawy nie umiałam przenieść z kuchni do swojego biurka nie rozlewając.
Siedziałam teraz w kuchni przy stole i cała zapłakana i popuchnięta piłam gorącą czekoladę, starając się nie myśleć że robiłam to z Max'em w każdy zimowy i jesienny wieczór. Od kiedy się rozstaliśmy ani razu nie widziałam "Zakochanego kundla" ponieważ za bardzo mi go przypominał, przypominał te chwile spędzone w jego ramionach. Ale tak na prawdę czułam się źle z powodu że Zayn jeszcze nie napisał, bałam się że już nie napisze. I nie chciałam się do tego przyznać przed samą sobą a co dopiero przed innymi.
- Co jest? - spytała Jade, wchodząc do kuchni.
- Nic - odparłam spokojnie, ale i tak po moich policzkach pociekły łzy smutku, rozpaczy i bezsilności.
- Nie płacz, nie jest tego wart - powiedziała i mocno mnie przytuliła.
- Ale.. - chciałam jej powiedzieć że to nie z jego powodu, ale nie umiałam, poza tym przerwała mi.
- Nie jest wart, zawsze Ci to mówiłam
- Wiem, ale...
- Nie przejmuj się nim, zapomnij - najwyraźniej już dawno przegrałam i nie miałam nawet po co próbować jej powiedzić że to nie o Max'a lecz o Zayna chodzi. I wtedy dostałam esemesa:
"Przepraszam że musiałaś tyle czekać. Po prostu myślałem że zgubiłem tą karteczkę. O mało się nie załamałem xoxo Zayn"
Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech, który nie umknął uwadze Jade.
- No widzisz, zajmij się nowymi znajomościami - powiedziała i przez nieuwagę oblała moją świeżą piżamę kawą (https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6WIV50mitXcnH5GE-KoL0_zSW3UxFnKXlVKtUpOiVWxIeBiXuFn6AEUCj3NFigCfzloiN-TkF04j2LaAeIv2MVjS4vzYLGcCktxCvB_27QoS8k2Dx-8vVAA55IDVJYHeQVnc9QBk0tYkF/s1600/piżama+1.jpg)
- Auuuu - krzyknęłam, ponieważ napój był gorący.
- Przepraszam, przepraszam... Nie chciałam. Ja...
- Spoko, po prostu ciepłe. Idę się przebrać.
Wyszłam z kuchni i skierowałam się do 3 pokoju, ponieważ przy wynajmowaniu mieszkania miałyśmy takie szczęście że trafiłyśmy na 4 pokojowe z kuchnią, łazienką w bardzo dobrej cenie. Jako iż byłyśmy tylko dwie, z trzeciego niepotrzebnego nam pokoju zrobiłyśmy mini garderobę... Szybko przeleciałam wzrokiem po półkach i już wiedziałam że ubiorę biały sweterek w litery, czarne rurki w ciemniejsze czarne róże. Gdybym musiała gdzieś wyjść w sam raz pasowały do tego moje nowe czarno-kremowe szpilki, na nadgarstek założyłam bransoletkę z serduszkiem, którą dostałam od młodszej siostry na osiemnaste urodziny (całość - https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiWHJOKt4ttDZBchacdNg00l2nLNV_n02CsezfHzzJt1m4L98XmUvpmPKauAucG44EqkMgaCv1LdKn_zHtK2LRa3AUmnmZ2dfywL14Myw3f1a_0BnhBc707Yc0JNI613ara55zyvnnMJkcx/s320/na+codzień.jpg)
Na powód do wyjścia nie musiałam długo czekać, gdyż już po dwudziestu minutach dostałam sms'a "Nie odzywasz się. Może się spotkamy na kawie jeśli masz ochotę xoxo Zayn", szybko odpisałam nowemu znajomemu "Z miłą chęcią, napisz tylko gdzie i o której - będę. Perrie"... Już po kilku minutach przyszedł kolejny sms "Za pół godziny w E Pellicci xoxo Zayn", zdziwiło mnie wybrane przez niego miejsce. Bardzo lubiłam tam przychodzić, tam zawsze była miła obsługa można było dobrze zjeść. Uśmiechnęłam się do siebie, wyciągnęłam torebkę z półki wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy, w międzyczasie odpisując Zaynowi "Jasne.". Chwyciłam szpilki i wybiegłam z mieszkania zamykając drzwi na klucz i wbiegajac do windy do której właśnie wsiadał sąsiad spad 4e.
- Witam śliczną sąsiadkę - powiedział mężczyzna i posłał mi uśmiech, on sam do najpiękniejszych nie należał - łysiejący, po pięćdziesiątce, z nadwagą.
- Witam - powiedziałam i wcisnęłam parter.
~Crazy Lusterko i Crazy Marchewa
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz