niedziela, 20 października 2013

Zerrie część 2



Gdy tylko drzwi windy się otworzyły wybiegłam z niej, jeszcze szybciej niż do niej weszłam. Na szczęście portier pracujący w tym budynku miał refleks i zdążył otworzyć mi drzwi, Bogu dziękowałam w takich chwilach że Jade zmusiła mnie do płacenia niewiele wyższego czynszu za mieszkanie ale za to w dobrej okolicy gdzie budynki mają monitoring i portiera. Dziś sprzyjało mi szczęście, jak tylko wybiegłam z budynku krzycząc do mężczyzny:

- Dzień dobry i dziękuję.

Pod budynek podjechała taksówka z jednym z lokatorów, na szczęście nie miał on bagażów, więc szybko mogłam zając za niego taksówkę i wskazać adres pod jaki mamy jechać. Kawiarnia znajdowała się we wschodnim Londynie, ale jako iż nie było jeszcze południa drogi były puste i dotarliśmy na miejsce po niespełna dziesięciu minutach. Wysiadłam z taksówki uprzednio zostawiając taksówkarzowi wynagrodzenie z dość sporym napiwkiem. I już miałam wejść do budynku gdy ktoś chwycił mnie za nadgarstek, przekonana że to Zayn odwróciłam się i uśmiechnęłam, lecz uśmiech szybko znikł z mojej twarzy przede mną stał Max z kolegami (http://images7.alphacoders.com/308/308964.jpg)

- Czego chcesz? - zapytałam z oburzeniem

- Porozmawiać - odparł spokojnie.

- Nie mamy o czym, zdradziłeś, ba zdradzałeś mnie mimo że mówiłeś iż kochasz. Mimo że się starałam ty spotykałeś się z innymi, im zapewne też mówiłeś że je kochasz, że jesteś wierny! Zostaw mnie!

- Porozmawiajmy - powiedział jeszcze raz.

- Nie, nie mamy o czym. Nienawidzę cię, jesteś dla mnie skończony. Dla mnie nie istniejesz - zaczynałam już krzyczeć. Jego uścisk stawał się coraz mocniejszy.

- Porozmawiajmy - powiedział, naciskając na każdą sylabę z osobna.

- Właśnie skończyliście - usłyszałam nagle jakiś głos za sobą, na ramieniu ciepłą dłoń. Wiedziałam że tym razem to Zayn.

- Nie, nawet nie zaczęliśmy - powiedział Max.

- A ja sądzę że tak i że nawet skończyliście - odparł spokojnie Zayn - a teraz puść jej rękę - dodał stanowczo.

- Bo co - od razu zareagował Nathan.

- Bo jak na razie proszę, ale możemy pogadać inaczej - zaczął Zayn, a ja zaczęłam się martwić o jego bezpieczeństwo.

- Daj spokój Zayn, Max z kolegami już sobie idzie - powiedziałam by załagodzić spór.

- Tak, idziemy - odpowiedział Max, ale miałam wrażenie że nie z powodu moich słów a zachowania Zayn'a się poddał.

Gdy Max z chłopakami odszedł, od razu mocno wtuliłam się w pierś Zayn'a nie z powodu strachu bo Max tylko zgrywał twardziela, na co dzień był kruchy i jękliwy ale z powodu bólu jaki powrócił gdy go zobaczyłam. Teraz zastanawiałam się jak mogłam się w nim zakochać, jak mogłam go kochać, być z nim.

- Ciii... - usłyszałam śliczny głos Zayn'a który gładził mnie po włosach - spokojnie już go nie ma.

- Ja się go nie boję, on tylko takiego udaje - powiedziałam przez łzy - po prostu wróciły wspomnienia - dodałam po chwili.

- Rozumiem, choć zjemy coś, napijemy się czegoś i porozmawiamy - powiedział Zayn, chwycił mnie za dłoń i wprowadził do kawiarni.

Siedzieliśmy tam z Zayn'em z godzinę, może więcej. Po czym przeprosił mnie i powiedział że musi wyjść do sklepu po coś a potem pójdziemy na spacer. Zgodziłam się, Zayn uregulował rachunek ale mimo wszystko prosił bym tu na niego poczekała. Sklep znajdował się po drugiej stronie ulicy, szybko zabrał portfel, pozostawił kurtkę przewieszoną przez oparcie i wybiegł z budynku. Widziałam jak się do mnie uśmiecha i macha po czym odwraca się i rusza na ulicę. Nagle usłyszałam dźwięk nagłego hamowania i zobaczyłam że coś się stało. Ludzie biegli w kierunku zdarzenia, ktoś krzyczał by wezwać pogotowie i policję, ktoś inny że ten CHŁOPAK jest taki MŁODY. A ja jak pomyślałam tylko o Zayn'ie i jedyna myśl jaka błądziła mi w głowie to "Nie, tylko nie Zayn"

Chwyciłam własną kurtkę i kurtkę Zayn'a i wybiegłam z budynku, z oddali słyszałam dźwięk pogotowia i policji.

Wybiegłam z kawiarni i nie wiedziałam co robić, ruch na ulicy ustał ale dla mnie cały świat w tym momencie biegł jakby milion razy wolniej. Drzwi się jeszcze dobrze za mną nie zamknęły a ja patrzyłam się jak opętana to w prawo to w lewo i myślałam "Nie, tylko nie Zayn. Tylko nie on!", wybiegłam na ulicę i zaczęłam przepychać się wśród ludzi, moje zmysły były chyba bardziej wyostrzone bo czułam od ludzi alkohol, papierosy - czego zazwyczaj nie zauważałam. Przepychałam się starając się nikomu nie zrobić krzywdy, ale mimo wszelkiego strachu chciałam dotrzeć do poszkodowanego, nie myślałam teraz o tym że to może być Zayn, ciągle powtarzałam sobie "Nie to nie Zayn", nagle przewróciłam jakąś małą dziewczynkę, ta zaczęła płakać. Przestałam biec, odwróciłam się i podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.

- Nie płacz maleńka, nie chciałam - powiedziałam.

- Ja... Ja wiem, po prostu moja mamusia jechała tym autem - powiedziała dziewczynka i wskazała na samochód który uczestniczył w wypadku, mocno przytuliłam malutką

- Podaj mi numer do tatusia - powiedziałam spokojnie.

- Ja, nie mam tatusia. Tatuś już jest w niebie - powiedziała malutka najspokojniej na świecie.

- A wujek, ciocia, babcia. Znasz kogoś numer? - zapytałam spokojnie.

- Tak, cioci. Ale ona mieszka daleko - powiedziała malutka.

- A kogoś kto mieszka tu, blisko?

- Nie - powiedziała i zaczęła płakać, przytuliłam ją i pocałowałam w czubek głowy, do oczu naciekły mi łzy bo przypomniał mi się gest Zayn'a sprzed kilku godzin.

- Poczekaj tu kochanie, ja sprawdzę czy tam wszystko w porządku - powiedziałam do małej i w tym momencie z E Pellicci wyszła kelnerka - możesz się zająć małą na chwilę - zapytałam podając jej dziecko.

- Tak, ale kto to? - zapytała dziewczyna.

- To córka kobiety która miała wypadek - krzyknęłam gdy już odbiegałam, w tym momencie sygnał karetki zaczął być bardziej wyraźny więc oznaczało to że się zbliża. Doskonale wiedziałam że od wypadku minęło może 2-3 minuty, wszystko działo się tak szybko a tak wolno za razem. Znów rzuciłam się do biegu przez ludzi. Tym razem udało mi się dotrzeć do samego centrum zbiegowiska, to co zobaczyłam sprawiło że wybuchnęłam niepohamowanym płaczem.Po moich policzkach płynęła rzeka łez, nie wierzyłam w to co się działo, nie mogłam uwierzyć w to co widziałam... Zayn tam był, był tam... Ciepłe łzy spływały po policzkach, ogrzewając z lekka zmarznięte ciało ponieważ w Londynie nie było za ciepło. Nałożyłam na siebie swoją kurtkę, chciałam założyć też jego ale stwierdziłam że musi mu być zimno... Policja była już na miejscu, zabezpieczyła teren i nie pozwalała się nikomu zbliżyć, tylko osoby udzielające pierwszej pomocy poszkodowanym których leżało tam z sześciu albo siedmiu pozostały przy ciałach.
Ci ludzie leżeli, nie ruszali się a wszystko przez jakiegoś idiotę na motorze, który jechał z nadmierną prędkością a biedna kobieta kierująca czarnym mercedesen s (http://www.topgear.com.pl/sites/www.topgear.com.pl/files/imagecache/640_290/photo/2013/05/2014-mercedes-s-class-a6.jpg) próbując go wyminąć potrąciła przechodnia i uderzyła w inny samochód, którego z tego miejsca nie widziałam. Wśród tych wszystkich ludzi był także Zayn, postanowiłam się tam przedrzeć. Widziałam jak policjanci zatrzymują bliskich poszkodowanych, ja nie byłam bliską ja byłam znajomą. Podbiegłam do taśmy, chciałam przejść, podbiec do Zayn'a, ale policjant mnie zatrzymał. W tym momencie podjechały cztery karetki, ratownicy wybiegli. Świat znów dla mnie zwolnił, bałam się. Tak strasznie się bałam. Nie wiedziałam kiedy zaczęłam krzyczeć:
- Zayn, Zayn, Zayn!
I nagle na moim ramieniu znalazła się jakaś dłoń, popatrzyłam na nią. Była ciemna, nie jak u człowieka ciemnoskórego, ale ciemniejsza od mojej. Pobiegłam wzrokiem wzdłóż ręki i dotarłam do głowy tej osoby, ale w moich oczach były same łzy. Widziałam tylko czerwoną bluzkę, pomyślałam że to ratownik i wybuchnęłam jeszcze większym płaczem, ale wtedy ten ktoś mnie przytulił i znów usłyszałam ten głos, to był Zayn. On żył, nic mu nie było. A teraz mnie przytulał
- Zaayn... - powiedziałam spokojnie, jednak ciągle przez łzy
- Tak, ciii, już dobrze Perrie, już dobrze - powiedział i mocno mnie przytulił. A ja zrozumiałam jak bardzo go lubiłam, jak bliski mi się stał mimo tak niedługiej znajomości.
- Ja myślałam, że... Bałam się - zaczęłam, ale on tylko mocniej mnie przytulił i pocałował w czubek głowy. Tak hjak ja kilka minut temu, małą dziewczynkę. I w tym momencie przypomniałam sobie że ta kobieta była poszkodowaną w tym wypadku.
- Zayn, ta kobieta! Ta która prowadziła ten samochód. Ona... Ona żyje? - zapytałam
- Tak, ale...
- Ale... - zapytałam niepewnie.
- Z tego co słyszałem jest w ciężkim stanie, ale uratowała życie temu chłopakowi - powiedział Zayn ciągle mnie przytulając - a dlaczego pytasz?
- Bo tam jest jej córka, ona nie ma nikogo poza matką - powiedziałam spokojnie, o mało nie załamując się tym że malutka może zostać sama przez głupotę jakiegoś człowieka.
- Zayn! - usłyszałam głos za nami, Zayn się odwrócił i zobaczyłam ratownika.
- Tak...
- Uratowałeś mu życie - powiedział spokojnie jeden z nich.
- To dobrze, powiedz mi co z kobietą z mercedesa - powiedział Zayn, wcale nie pytał choć tak mogło to zabrzmieć.
- Nie wiem za dużo, nie powinienem ale jej stan jest ciężki. Będzie mieć najprawdopodobniej operację, ale my już jedziemy - powiedział ratownik i odszedł.
- Jesteś ratownikiem - zapytałam, on się uśmiechnął i odpowiedział
- Nie, to mój znajomy.
Oderwałam się od Zayn'a i pobiegłam do małej, wzięłam ją na ręce i mocno przytuliłam.
- Czy mamusia nie żyje...? - zapytała powstrzymując łzy.
- Żyje, ale musi jechać do szpitala. Będzie mieć operację, potem się obudzi i pojedziecie do domu.
- Ale nie umrze, nie umrze tak jak tatuś umarł - pytała mała, a ja nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Nie byłam lekarzem, nie wiedziałam nic, ale wiedziałam jedno w medycynie niczego nie można być pewnym.
Zayn doszedł do mnie i objął mnie i malutką
- Chodźcie pojedziemy do mamy - powiedział i zaprowadził nas do swojego samochodu.


~crazy lusterko
~crazy marchewa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz