Stałam właśnie na przystanku, padał deszcz... Moje włosy przylegały do twarzy a ubranie było całe przemoczone, koło nogi miałam walizkę – właśnie wyprowadziłam się od chłopaka, a właściwie ekschłopaka... Na szczęście deszcz wystarczająco moczył moją twarz – nikt nie widział że płaczę. A ja rzadko, bardzo rzadko płakałam... Stałam pod tym cholernym daszkiem a mimo to mokłam – byłam wściekła na cały świat...
- Dziecko, nie jest ci zimno – zapytała jakaś kobieta, miałam jej ochotę odpowiedzieć: Nie, ale odpierdol się, ale ugryzłam się w język...
- Nie, dziękuję. - odpowiedziałam w zamian...
Zanim przyjechał przeklęty autobus minęła chyba cała wieczność, z każdą minutą płakałam bardziej i wszystko irytowało mnie o wiele bardziej... Pragnęłam zabić kierowcę że tak długo czekałam, pomimo iż był punktualnie a ty ja stałam na przystanku tak długo...
- Bileciki do kontroli usłyszałam w pewnym momencie... - no nie gdzie ten przeklęty bilet... Mam!... Nieeeee.... Nie, nie, nie. Dlaczego on spadł! Przemókł, o nie on przemókł!
- Proszę pani – koło ciebie wyrósł nagle kontroler...
- Eee... No... E...
- To jest bilet tej pani, spadł jej – powiedział jakiś nieznajomy, przystojny, ale nieznajomy mężczyzna.
- Dziękuję, życzę miłego dnia – powiedział kontroler i odszedł.
Popatrzyłam na nieznajomego:
- Dziękuję – powiedziałam ze szczerym uśmiechem na twarzy...
- Ależ nie ma za co.
- Proszę poczekać, zapłacę.
- Nie, nie trzeba – powiedział i odszedł.
Myślałam że już go nigdy więcej nie zobaczę – a był piękny, miał piękne niebieskie oczy i bardzo jasne ładne włosy, blond ale przypuszczałam ze farbowane. Po wejściu do domu, zastałam tylko moją mamę, siedziała w kuchni.
- Kochanie, podejdź – powiedziała jak tylko otworzyłam drzwi – mam coś dla ciebie.
- Dobrze, zaraz przyjdę tylko zaniosę rzeczy do pokoju.
Kiedy jeszcze mieszkałam z rodzicami mój pokój był fioletowy, ale po wyprowadzce mama zrobiła z niego sypialnię dla gości – była ona szara z żółtymi akcentami. Teraz ja tam musiałam zamieszkać – szczerze mówiąc, czułam się trochę jak ten gość... Gdy zaniosłam rzeczy do pokoju odkryłam że mama zmieniła pościel z czarnej na żółto-szarą. A zasłony w oknach były teraz błękitno-żółte... Koło szafy wisiało lustro i stała toaletka – których wcześniej nie było. Szczerze mówiąc pokój bardziej niż wcześniej zachęcał do pozostania w nim, ale nie tak bardzo jak wtedy gdy był fioletowy... Odłożyłam walizkę na łóżko i zeszłam na dół.
W kuchni na wyspie stał dzbanek z herbatą, obok stały ciasteczka... Mama siedziała na stołku barowym i czytała jakąś książkę – ta kobieta zawsze czytała w kuchni.
Nagle powiedziała:
- Pomyślałam że skoro wracasz do domu... - zrobiła teatralną pauzę, bym była bardziej ciekawa, ale nic nie przykuwało mojej uwagi – to znów możesz grać na gitarze, więc załatwiłam ci nauczyciela gry.
- Fajnie – odbąknęłam choć tak naprawdę niewiele mnie to interesowało, myślałam tylko o chłopaku z autobusu. Miał przy nodze futerał na gitarę – pewnie wracał z lekcji, ale czy on sam ją dawał, czy brał? A może to nie była jego gitara. Ale jednak jest szansa że jego - postanowiłam że przyjmę lekcję którą załatwiła mi mama – dobra, to kiedy zaczynam – dodałam dla wzmocnienia prawdziwości swoich słów.
- Od jutra – odpowiedziała mama i dalej czytała książkę, więc postanowiłam wrócić do swojego pokoju.
Nie mogłam spać, nie ten pokój, nie ten dom. Nie Ci ludzie... Byłam załamana zerwaniem, i doskonale wiedziałam że z każdą minutą coraz bardziej... Z każdą minutą coraz bardziej zakochiwałam się też w nowym nieznajomym. Stwierdziłam iż przelewam na niego swoje uczucia, tak po prostu – byle je na kogoś przelać, ale sama się oszukiwała... On mnie... Hmmm.... Oczarował.
Nagle mama mnie zawołała...
- Śniadanie!
No może nie mnie, ale doskonale wiedziałam że tylko ja jeszcze nie jestem na dole. Nie siedzę w kuchni i nie zajadam się grzankami, ale szczerze mówiąc nie miałam nawet na nie ochoty... Po prostu nie byłam głodna. Ale wiedziałam doskonale że jeśli czegoś nie zjem to mnie pośle do lekarza. To jest minus mieszkania z rodzicami – aż nadto się przejmują, wszystkim tym czy dziecko je, jak wygląda czy się dobrze czuje. Zawsze się znajdzie powód by można było się pomartwić...
- Dzień dobry – powiedziałam wchodząc do kuchni. O dziwo, ojca już nie było... Mogłabym powiedzieć że jeszcze go nie ma, ale to nie było by w jego stylu gdyż od jakichś 35 lat, wstawał o 5 rano. A już było 8... Więc nie możliwe.
- Witaj słońce jak się czuje.
- Gdzie tata? - zapytałam, ze złym przeczuciem.
- W pracy, finalizują jakąś umowę, wyszedł przed siódmą.
- Aha...
Z mamą nie rozmawiałyśmy często, ona raczej siedziała w książkach. Była typem samotnika. Zarówno ja jak i moja starsza siostra nie miałyśmy zbytnio kontaktu z mamą, choć obie bardzo ją kochałyśmy ona była zawsze... Hmmm... Nieobecne? Niedostępna? Była ciałem, ale duszą była daleko od domu. Zapewne w jakiejś Afryce – tym razem, przynajmniej takie złudzenie dawała okładka...
- Mamo, muszę znaleźć sobie mieszkanie. O której ma być ten nauczyciel.
- Nauczycielka. Około dziesiątej. I nie musisz możesz mieszać tu.
- Dobrze poczekam. Nie nie mogę. Jestem dorosła.
- Jak chcesz – i tak właśnie wyglądała rozmowa z moja matką - brak rozmowy
Nauczycielka przyszła za dziesięć dziesiąta, lekcja miała potrwać półtorej godziny więc wnioskowałam że o dwunastej będę mogła być w pierwszym mieszkaniu. Potencjalnym mieszkaniu... Nauczycielka ma na imię Sylvia, ma 25 lat i chyba jest lesbijką. No cóż, ewidentnie wpadłam jej w oko. O matko, dlaczego.
- Hej, jestem Sylvia – powiedziała na początku... Z mocnym północnym akcentem.
- Hej, ja jestem [T.I.] - odpowiedziałam i zaprosiłam ją do swojego pokoju. Pierwsze pół godziny było normalne, potem przysunęła się bliżej pod pretekstem poprawienia mojego sposobu trzymania gitary – ale ja ją dobrze trzymałam, wiedziałam bo przecież grałam już na gitarze... No cóż Potem było tylko gorzej, jej ręka spoczęła na moich plecach, po czym zsuwała się w dół i w dół. Nagle wstałam:
- Chcesz może coś do picia?
- Poproszę wodę.
Gdy tylko wypowiedziała te dwa piękne słowa wyszłam z pokoju, weszłam do kuchni, zerknęłam na zegar upewniając się że jeszcze tylko niespełna dwadzieścia minut po czym nalałam do dwóch szklanek wodę i poszłam na górę...
Mojej nachalnej nauczycielki pozbyłam się po kolejnych dziesięciu minutach, mówiąc że śpieszę się na spotkanie... Jedna wizyta za nami ale jeszcze wiele przed nami, a przynajmniej dopóki się nie wyprowadzę.
Po powrocie z poszukiwania mieszkania mama dalej siedziała w kuchni... Czytała kolejną książkę, nawet na mnie nie zerknęła.
- Wróciłam – zaanonsowałam, żeby miała taką pewność.
- Widzę – odpowiedziała i dalej czytała.
Poszłam do swojego pokoju, wyciągnęłam blok i ołówki i zaczęłam szkicować. Chcąc nie chcąc na kartce ukazał się chłopak z autobusu i to dwukrotnie! No cóż, miałam dość. Wzięłam piżamę i poszłam wziąć prysznic.
Obudziłam się gdy mój zegarek wskazywał szóstą trzydzieści, na dole krzątali się już rodzice. Postanowiłam do nich zejść i upewnić się że z ich związkiem wszystko w porządku... Powoli i po cichu skradłam się pod wejście do kuchni. Zobaczyłam śliczny obrazek – rodzice stali razem przy blacie, obróceni do mnie tyłem. Rozmawiali, śmiali się i przygotowywali śniadanie. Tata dał mamie całusa w policzek, weszłam kilkanaście schodów wyżej i zeszłam, tylko że tym razem głośniej.
- O kochanie, obudziliśmy cię – zapytał tata?
- Nie, nie mogłam spać.
- Siadaj i opowiadaj co tam w wielkim świecie – powiedział tata usadowiając mnie na krześle a samemu krzątając się między blatem, stołem a lodówką...
Szybko streściłam mu to jak zobaczyłam mojego byłego z jakąś laską, potem zapytałam go o nią, a on mi prosto z mostu powiedział że to ją kocha a nie mnie. Że nasz związek był pomyłką i zaproponował przyjaźń – na co ja mu dałam w twarz, spakowałam się i przeprowadziłam do domu rodziców. Tym razem nawet nie uroniłam łzy. A może próbowałam tylko być taką dzielną? Ojciec był zszokowany zachowaniem mojego eks, przez moment miałam wrażenie że wstanie i pojedzie go zabić. Ale on się nie ruszył z miejsca – całe szczęście... Kochałam tatę, ale kochałam też swojego eks i nie potrafiłabym między nimi wybierać... Mimo wszystko złe.
Czas do przyjścia mojej nauczycielki minął mi szybko, ale to zapewne dlatego że lekcje z nią jak się już dowiedziałam są okropne i nie moralne.
- Hej – powiedziała jak tylko stanęła w drzwiach
- Hej – odbąknęłam i machnęłam ręką w zapraszającym geście. Po kilku minutach znów siedziałyśmy u mnie w pokoju gdyż powiedziała że salon to zbyt oficjalne miejsce na naukę gry... No cóż przynajmniej próbowałam.
Tym razem posunęła się za daleko... Usiadła bardzo, ale to bardzo blisko mnie i cały czas dotykała moich pleców, choć prosiłam by tego nie robiła. Aż w pewnym momencie, gdy jej ręka jakimś cudem wylądowała pod moją bluzką, a ona sama próbowała mnie pocałować do pokoju weszła mama:- Na Boga! Co tu się dzieje – krzyknęła jak tylko to zobaczyła – czy ty chcesz skrzywdzić moją córeczkę! - krzyczała i wymachiwała rękoma. Miałam dziewiętnaście lat a moja matka musiała mnie bronić przed nauczycielką gdyż ja się bałam odezwać, co też się dzieje!
- Dziecko, nie jest ci zimno – zapytała jakaś kobieta, miałam jej ochotę odpowiedzieć: Nie, ale odpierdol się, ale ugryzłam się w język...
- Nie, dziękuję. - odpowiedziałam w zamian...
Zanim przyjechał przeklęty autobus minęła chyba cała wieczność, z każdą minutą płakałam bardziej i wszystko irytowało mnie o wiele bardziej... Pragnęłam zabić kierowcę że tak długo czekałam, pomimo iż był punktualnie a ty ja stałam na przystanku tak długo...
- Bileciki do kontroli usłyszałam w pewnym momencie... - no nie gdzie ten przeklęty bilet... Mam!... Nieeeee.... Nie, nie, nie. Dlaczego on spadł! Przemókł, o nie on przemókł!
- Proszę pani – koło ciebie wyrósł nagle kontroler...
- Eee... No... E...
- To jest bilet tej pani, spadł jej – powiedział jakiś nieznajomy, przystojny, ale nieznajomy mężczyzna.
- Dziękuję, życzę miłego dnia – powiedział kontroler i odszedł.
Popatrzyłam na nieznajomego:
- Dziękuję – powiedziałam ze szczerym uśmiechem na twarzy...
- Ależ nie ma za co.
- Proszę poczekać, zapłacę.
- Nie, nie trzeba – powiedział i odszedł.
Myślałam że już go nigdy więcej nie zobaczę – a był piękny, miał piękne niebieskie oczy i bardzo jasne ładne włosy, blond ale przypuszczałam ze farbowane. Po wejściu do domu, zastałam tylko moją mamę, siedziała w kuchni.
- Kochanie, podejdź – powiedziała jak tylko otworzyłam drzwi – mam coś dla ciebie.
- Dobrze, zaraz przyjdę tylko zaniosę rzeczy do pokoju.
Kiedy jeszcze mieszkałam z rodzicami mój pokój był fioletowy, ale po wyprowadzce mama zrobiła z niego sypialnię dla gości – była ona szara z żółtymi akcentami. Teraz ja tam musiałam zamieszkać – szczerze mówiąc, czułam się trochę jak ten gość... Gdy zaniosłam rzeczy do pokoju odkryłam że mama zmieniła pościel z czarnej na żółto-szarą. A zasłony w oknach były teraz błękitno-żółte... Koło szafy wisiało lustro i stała toaletka – których wcześniej nie było. Szczerze mówiąc pokój bardziej niż wcześniej zachęcał do pozostania w nim, ale nie tak bardzo jak wtedy gdy był fioletowy... Odłożyłam walizkę na łóżko i zeszłam na dół.
W kuchni na wyspie stał dzbanek z herbatą, obok stały ciasteczka... Mama siedziała na stołku barowym i czytała jakąś książkę – ta kobieta zawsze czytała w kuchni.
Nagle powiedziała:
- Pomyślałam że skoro wracasz do domu... - zrobiła teatralną pauzę, bym była bardziej ciekawa, ale nic nie przykuwało mojej uwagi – to znów możesz grać na gitarze, więc załatwiłam ci nauczyciela gry.
- Fajnie – odbąknęłam choć tak naprawdę niewiele mnie to interesowało, myślałam tylko o chłopaku z autobusu. Miał przy nodze futerał na gitarę – pewnie wracał z lekcji, ale czy on sam ją dawał, czy brał? A może to nie była jego gitara. Ale jednak jest szansa że jego - postanowiłam że przyjmę lekcję którą załatwiła mi mama – dobra, to kiedy zaczynam – dodałam dla wzmocnienia prawdziwości swoich słów.
- Od jutra – odpowiedziała mama i dalej czytała książkę, więc postanowiłam wrócić do swojego pokoju.
Nie mogłam spać, nie ten pokój, nie ten dom. Nie Ci ludzie... Byłam załamana zerwaniem, i doskonale wiedziałam że z każdą minutą coraz bardziej... Z każdą minutą coraz bardziej zakochiwałam się też w nowym nieznajomym. Stwierdziłam iż przelewam na niego swoje uczucia, tak po prostu – byle je na kogoś przelać, ale sama się oszukiwała... On mnie... Hmmm.... Oczarował.
Nagle mama mnie zawołała...
- Śniadanie!
No może nie mnie, ale doskonale wiedziałam że tylko ja jeszcze nie jestem na dole. Nie siedzę w kuchni i nie zajadam się grzankami, ale szczerze mówiąc nie miałam nawet na nie ochoty... Po prostu nie byłam głodna. Ale wiedziałam doskonale że jeśli czegoś nie zjem to mnie pośle do lekarza. To jest minus mieszkania z rodzicami – aż nadto się przejmują, wszystkim tym czy dziecko je, jak wygląda czy się dobrze czuje. Zawsze się znajdzie powód by można było się pomartwić...
- Dzień dobry – powiedziałam wchodząc do kuchni. O dziwo, ojca już nie było... Mogłabym powiedzieć że jeszcze go nie ma, ale to nie było by w jego stylu gdyż od jakichś 35 lat, wstawał o 5 rano. A już było 8... Więc nie możliwe.
- Witaj słońce jak się czuje.
- Gdzie tata? - zapytałam, ze złym przeczuciem.
- W pracy, finalizują jakąś umowę, wyszedł przed siódmą.
- Aha...
Z mamą nie rozmawiałyśmy często, ona raczej siedziała w książkach. Była typem samotnika. Zarówno ja jak i moja starsza siostra nie miałyśmy zbytnio kontaktu z mamą, choć obie bardzo ją kochałyśmy ona była zawsze... Hmmm... Nieobecne? Niedostępna? Była ciałem, ale duszą była daleko od domu. Zapewne w jakiejś Afryce – tym razem, przynajmniej takie złudzenie dawała okładka...
- Mamo, muszę znaleźć sobie mieszkanie. O której ma być ten nauczyciel.
- Nauczycielka. Około dziesiątej. I nie musisz możesz mieszać tu.
- Dobrze poczekam. Nie nie mogę. Jestem dorosła.
- Jak chcesz – i tak właśnie wyglądała rozmowa z moja matką - brak rozmowy
Nauczycielka przyszła za dziesięć dziesiąta, lekcja miała potrwać półtorej godziny więc wnioskowałam że o dwunastej będę mogła być w pierwszym mieszkaniu. Potencjalnym mieszkaniu... Nauczycielka ma na imię Sylvia, ma 25 lat i chyba jest lesbijką. No cóż, ewidentnie wpadłam jej w oko. O matko, dlaczego.
- Hej, jestem Sylvia – powiedziała na początku... Z mocnym północnym akcentem.
- Hej, ja jestem [T.I.] - odpowiedziałam i zaprosiłam ją do swojego pokoju. Pierwsze pół godziny było normalne, potem przysunęła się bliżej pod pretekstem poprawienia mojego sposobu trzymania gitary – ale ja ją dobrze trzymałam, wiedziałam bo przecież grałam już na gitarze... No cóż Potem było tylko gorzej, jej ręka spoczęła na moich plecach, po czym zsuwała się w dół i w dół. Nagle wstałam:
- Chcesz może coś do picia?
- Poproszę wodę.
Gdy tylko wypowiedziała te dwa piękne słowa wyszłam z pokoju, weszłam do kuchni, zerknęłam na zegar upewniając się że jeszcze tylko niespełna dwadzieścia minut po czym nalałam do dwóch szklanek wodę i poszłam na górę...
Mojej nachalnej nauczycielki pozbyłam się po kolejnych dziesięciu minutach, mówiąc że śpieszę się na spotkanie... Jedna wizyta za nami ale jeszcze wiele przed nami, a przynajmniej dopóki się nie wyprowadzę.
Po powrocie z poszukiwania mieszkania mama dalej siedziała w kuchni... Czytała kolejną książkę, nawet na mnie nie zerknęła.
- Wróciłam – zaanonsowałam, żeby miała taką pewność.
- Widzę – odpowiedziała i dalej czytała.
Poszłam do swojego pokoju, wyciągnęłam blok i ołówki i zaczęłam szkicować. Chcąc nie chcąc na kartce ukazał się chłopak z autobusu i to dwukrotnie! No cóż, miałam dość. Wzięłam piżamę i poszłam wziąć prysznic.
Obudziłam się gdy mój zegarek wskazywał szóstą trzydzieści, na dole krzątali się już rodzice. Postanowiłam do nich zejść i upewnić się że z ich związkiem wszystko w porządku... Powoli i po cichu skradłam się pod wejście do kuchni. Zobaczyłam śliczny obrazek – rodzice stali razem przy blacie, obróceni do mnie tyłem. Rozmawiali, śmiali się i przygotowywali śniadanie. Tata dał mamie całusa w policzek, weszłam kilkanaście schodów wyżej i zeszłam, tylko że tym razem głośniej.
- O kochanie, obudziliśmy cię – zapytał tata?
- Nie, nie mogłam spać.
- Siadaj i opowiadaj co tam w wielkim świecie – powiedział tata usadowiając mnie na krześle a samemu krzątając się między blatem, stołem a lodówką...
Szybko streściłam mu to jak zobaczyłam mojego byłego z jakąś laską, potem zapytałam go o nią, a on mi prosto z mostu powiedział że to ją kocha a nie mnie. Że nasz związek był pomyłką i zaproponował przyjaźń – na co ja mu dałam w twarz, spakowałam się i przeprowadziłam do domu rodziców. Tym razem nawet nie uroniłam łzy. A może próbowałam tylko być taką dzielną? Ojciec był zszokowany zachowaniem mojego eks, przez moment miałam wrażenie że wstanie i pojedzie go zabić. Ale on się nie ruszył z miejsca – całe szczęście... Kochałam tatę, ale kochałam też swojego eks i nie potrafiłabym między nimi wybierać... Mimo wszystko złe.
Czas do przyjścia mojej nauczycielki minął mi szybko, ale to zapewne dlatego że lekcje z nią jak się już dowiedziałam są okropne i nie moralne.
- Hej – powiedziała jak tylko stanęła w drzwiach
- Hej – odbąknęłam i machnęłam ręką w zapraszającym geście. Po kilku minutach znów siedziałyśmy u mnie w pokoju gdyż powiedziała że salon to zbyt oficjalne miejsce na naukę gry... No cóż przynajmniej próbowałam.
Tym razem posunęła się za daleko... Usiadła bardzo, ale to bardzo blisko mnie i cały czas dotykała moich pleców, choć prosiłam by tego nie robiła. Aż w pewnym momencie, gdy jej ręka jakimś cudem wylądowała pod moją bluzką, a ona sama próbowała mnie pocałować do pokoju weszła mama:- Na Boga! Co tu się dzieje – krzyknęła jak tylko to zobaczyła – czy ty chcesz skrzywdzić moją córeczkę! - krzyczała i wymachiwała rękoma. Miałam dziewiętnaście lat a moja matka musiała mnie bronić przed nauczycielką gdyż ja się bałam odezwać, co też się dzieje!
autorka: Crazy Mirror
współautorka: Crazy Carrots
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz