czwartek, 4 lipca 2013

Prawdziwa miłość do Liam'a...

Jak na razie to jest całość. Ale jeśli się wam spodoba
i będziecie chcieli dalej - dajcie znać.
Coś dopiszę :)

To-o-ouch
You get this kind of ru-u-ush
Baby say yeah, yeah, yeah, yeah
Yeah, yeah, yeah
If you don’t wanna take it slow
And you just wanna take me home
Baby say yeah, yeah, yeah
Yeah, yeah





Siedziałam na kolanach Liam'a i zastanawiałam się co będzie za kilka lat... Jak ułoży się nasz związek, czy dalej będziemy szczęśliwi...? Czy dalej będziemy się kochać...? Od miesięcy się nad tym zastanawiałam – on był ode mnie starszy, mądrzejszy i ładniejszy. A do tego był sławny – to wcale nie ułatwiało naszego związku. Zawsze byłam zazdrosna o fanki, potem przestałam gdyż uwierzyłam że tylko mnie kocha... Ale od niedawna zaczyna się między nami źle dziać. Bardzo mało rozmawiamy, prawie w ogóle się nie widujemy a jak już się widzimy to się ciągle kłócimy. Coraz rzadziej zdarzaja się chwile takie jak ta – pełne ciepła i miłości...
- Liam... Powiedz mi czy ty mnie dalej kochasz?
- Słucham, dlaczego się nad tym zastanawiasz. Przecież wiesz że tak. Jak nikogo innego na świecie.
- Ale źle się ostatnio dzieje.
- Po prostu mam dużo pracy.
- Liam...
- Kotek, uspokój się. Kocham cię i nigdy nie przestanę – powiedział po czym mnie pocałował. Jego usta były słodkie, jak zazwyczaj. Ale ten pocałunek był inny... Mniej... Hmmm... Mniej intymny... Mniej czuły... Mniej namiętny... O wiele mniej...
Nagle poczułam się jak jakiś złodziej, który kradnie pocałunek przed rozstaniem, które się nieubłaganie zbliża – wiedziałam to, czułam całym ciałem. Moje oczy napełniały się od łez. Nie chciałam go stracić – kochałam go nad życie, ale on najwyraźniej mnie nie kochał tak bardzo jak deklarował. Czułam że coś się skończyło. Że jakiś rozdział naszego życia został zamknięty.
- Li, ja muszę iść. Przepraszam.
Gdy wstawałam nic nie mówił, gdy brałam torebkę dalej siedział., gdy otwierałam nawet nie popatrzył, a gdy je zamknęłam nawet nie wybiegł – to było proste, już mnie nie kochał.
Gdy wyszłam poczułam że po moich policzkach ciekną łzy, byłam bezsilna... Dlaczego każdy facet którego kocham w pewnym momencie staje się oschły. Albo mnie zdradza. Albo okazuje się innym draniem.



Gdy wróciłam do domu byłam cała popuchnięta i czerwona, z moich oczu leciały strumienie łez... Czułam że mogłabym wypełnić nimi Amazonkę, powoli traciłam całą wodę z organizmu. Moje współlokatorki jeszcze nie spały, więc jak tylko weszłam zaczęły się zamartwiać.
- [T.I] co się stało – pytała jedna
- [T.I] czy on cię skrzywdził? - pytała druga.
- Wiedziałam że bycie ze sławą prędzej czy później źle się skończy – dodała kolejna, nawet ich nie odróżniałam. W tym momencie były dla mnie takie same...
Gdy tylko wypuściły mnie ze swych szponów – albo objęć, jak kto woli – to pobiegłam do pokoju, zamknęłam drzwi. Wyłączyłam telefon i postanowiłam zapłakać się na śmierć...
- Dlaczego on mnie już mnie kocha...? Co źle zrobiłam... Gdzie popełniłam błąd... Czy o czymś zapomniałam... - zaczęłam analizować każdy swój krok w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Pamiętałam o wszystkich rocznicach, o jego urodzinach, imieninach i wszystkich innych świętach. Spotykałam się z nim w każdej wolnej chwili – których wcale nie było tak wiele. Słuchałam jego dowcipów, oglądałam z nim filmy... Ale coś musiało się stać. Ludzie nie przestają się kochać od tak... Ludzie się sobą nie nudzą – no może czasem, ale my nie mieliśmy czasu by się sobą znudzić...
Nie wiem kiedy nastał poranek, wiem że prawie w ogóle nie spałam. Całą noc przepłakałam – moja pościel była brudna od tuszu który spłynął z moich oczu. Moje oczy były całe napuchnięte a twarz miała kolor różowy – czułam się okropnie. Miałam złamane serce choć jeszcze nie zerwałam z Liam'em po prostu od niego wyszłam... Niestety wiedziałam że to K O N I E C!
Była piąta jak dostałam pierwszego esemesa:
- Kochanie, co się stało. Zadzwoń jak odczytasz Liam.
Kolejny przyszedł po pół godzinie.
- Wiem że odebrałaś esemesa, daj znać czy u ciebie w porządku – twój Liam.
Następny był już po pięciu minutach:
- Co się dzieje. Martwię się. Twój L.
Na kolejny też nie musiałam długo czekać.
- Co się dzieje, powiedz czemu Liam płacze. Pokłóciliście się – Hazzy!
Kolejny był od Zayn'a
- Co się stało. Dlaczego nie odzywasz się do Liama – on jest załamany.
Następnie dostałam jeszcze kilka esemesów od Louisa, Harrego i Nialla, no i samego Liam'a także. Przez chwilę zastanawiałam się czumu Zayn się poddał... Ale byłam zbyt zajęta płaczem by nad tym rozmyślać.
O wpół do ósmej zadzwonił dzwonek, nie chcaiło mi się wstawać. Ale wiedziałam że żadna inna dziewczyna nie wstanie. Zwlekłam się z łóżka, okryłam kocem i ruszyłam do drzwi. Nie patrząc kto to otworzyłam drzwi i moim zapłakanym, popuchniętym oczom ukazał się Zayn.
- O matko, wyglądasz gorzej niż Liam! - krzyknął na powitanie.
- Dzięki, to pragnie usłyszeć każda dziewczyna z rana...
Zayn nie czekając na zaproszenie wszedł do mieszkania i po cichu skierował się do mojej sypialni.
- O co wam poszło – zapytał jak tylko zamknęłam drzwi.
- Nie wiem, to Liam przestał się odzywać.
- Ale to ty wyszłaś bez słowa.
- Nie zwalaj na mnie, on mnie nie kocha – powiedziałam.
- Że co?! Dziewczyno on cię kocha nad życie.
- Nie, nie prawda. Stał się oschły, cichy i nie...
- Nie... Co? Nie całuje jak przedtem?
- No. Tak. - odpowiedziałam zdziwiona.
- A pomyślałaś może o tym co nie tak zrobiłaś?
- Słucham? - odpowiedziałam z oburzeniem.
- Przypomnij sobie naszą rozmowę sprzed dwóch tygodni, poczekam – powiedział po czym usiadł w fotelu w koncie – a potem pojedziemy razem do Liama...
Szybko przypomniałam sobie naszą rozmowę, Zayn zapytał mnie czy chce wyjść za mąż a ja mu odpowiedziałam że: „na razie nie, bo nie wiem czy spotkałam odpowiedniego facet”...
- Nie. On. Tego. Nie. Słyszał.
- Oj, słyszał. Słyszał.
- I ty mi to teraz mówisz?!
- A co miałem przez telefon przy chłopakach?!
- No... Dobra. Przepraszam... Ale to...
- Ale tak zabrzmiało – on mnie bardzo dobrze znał. Dlaczego?
- To co mam zrobić.
- Nie wiem. Liam jest smutny i wściekły równocześnie. Może być trudno...
Zastanawiałam się dlaczego ja w ogóle tak powiedziałam, kochałam go – to z nim chciałam być do końca życia... Ale jednak nie przyznałam się Zayn'owi – bałam się, bo gdybym to powiedziała to było by bardzo realne... A teraz miałam zapłacić za strach, za obawę że coś będzie nie tak – że stanie się tak jak z moimi rodzicami... - a przecież my nimi nie byliśmy.
- Zayn... Zayn... Posłuchaj mnie.
- Wiesz że go zraniłaś...?
- Wiem, posłuchaj. Ja tak nie myślałam... Ja... Ja... Ja się bałam. Wiesz moi rodzice rozwiedli się jak byłam malutka a byli ze sobą od liceum...
- Ale wy nie jesteście twoimi rodzicami – powiedział Zayn – wy to zupełnie inna historia. I nie możesz się bać że stanie się tak jak z twoimi rodzicami bo wtedy będziesz całe życie unikała tego czego chcesz w strachu przed błędem.
- To nie takie proste.
- To bardzo proste – żyj swoim życiem i nie patrz na błędy i konsekwencje rodziców ani innych ludzi. Bo wy to NIE oni!
- Ja... Ja go kocham. Zawieź mnie do niego.



Już po dwudziestu minutach byliśmy pod domem Liama, bałam się ale musiałam to zrobić bo jak nie teraz to nigdy. I już zawsze będę uciekać.
- Liam – zawołałam jak tylko otworzyłam drzwi – Liam, wiem że tu jesteś.
Jednak zamiast Liam'a zobaczyłam chłopaków, stanęłi w drzwiach i nie chcieli mnie przepuścić...
- Muszę z nim porozmawiać – powiedziałam.
- Teraz? - zapytał Hazzy... - A czemu nie odpowiadałaś na esemesy – dodał Niall...
- I czemu nie odbierałaś telefonu – zapytał Lou.
- Dlaczego go zraniłaś – dorzucił jeszcze Hazz...
- Ale... - zaczęłam.
- Powiedział nam przed chwilą co powiedziałaś - jak mogłaś – dodał Lou!
- To nie tak – powiedziałam najszybciej jak umiałam.
- To jak? - zapytał Niall.
- Inaczej – powiedziałam.
- Ona się boi – dodał Zayn który właśnie wszedł.
- Jeszcze jej bronisz – powiedział Louis.
- Ona się boi, że stanie się tak jak z jej rodzicami. Jak z wieloma parami które zaczynają się spotykać w ich wieku. Że ich związek nie przetrwa... Wolałaby to zakończyć teraz i nie musieć cierpieć potem. Ale ona go KOCHA. K O C H A G O - dodał bardzo głośno., po czym krzyknął : TAK LIAM! ONA CIĘ KOCHA! I NIE PRZESTAŁA!
- Słyszałem co wtedy powiedziała – powiedział Liam, wychodząc z pokoju. Był cały zapłakany i miał podpuchnięte oczy – możemy porozmawiać – dodał już tylko do mnie.
- Jasne...
- Ale – zaczęli wszyscy naraz.
- Nie, chce z nią porozmawiać - sam na sam. Idźcie pograć czy coś.



Po pięciu minutach siedzieliśmy w sypialni. Liam próbował się opanować a ja próbowałam powstrzymać łzy. Ale nagle poleciał – nie kontrolowałam ich.
- Nie płacz – powiedział czule, mimo iż był na mnie wściekły.
- Ale ty mnie nienawidzisz za to co powiedziałam... A ja...
- Wiem, słyszałem – powiedział – Zayn miał włączony telefon i rozmowę ze mną jak stał u ciebie w mieszkaniu. Specjalnie go tam posłałem. Bo on powiedział że to na pewno nie było tak jak powiedziałaś... Sądziłem że szczersza będziesz jeśli nie będziesz wiedzieć że słyszę.
- To dlaczego płaczesz?
- Bo mi nie powiedziałaś. Bałaś się a ja nic o tym nie wiedziałem. Nie ufałaś mi na tyle by mi powiedzieć.
- Ufałam i nadal ufam. Po prostu, za bardzo... Za bardzo cię kocham by cię tak zranić. Myślałam że jak ci to powiem to będziesz zły. Że będziesz załamany i smutny - przepraszam.
- Też cię kocham... - powiedział, kucnął koło mnie... Otarł moje łzy i mnie pocałował – namiętniej niż poprzednim razem... Czulej niż kiedykolwiek. Dłużej niż zawsze
- Już nigdy tak nie rób. Proszę – powiedział po czym znów mnie pocałował, krócej ale czułam jakby trwało to wieczność, i mocno przytulił.
Do pokoju wszedł Harry – jak zwykle bez pukania. A zanim cała reszta chłopaków.
- Gołąbeczki znów razem?
- A kiedykolwiek byliśmy osobno – zapytał Liam, ale Hazzy nawet się nie poruszył.





Dla was - Jagodowa Panna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz