środa, 31 lipca 2013

Nauczyciel angielskiego Liam Payne - 5/5 Koniec?

Ostatnia część ? Hmmm...
A chcecie więcej? Czy mam pisać dalej? Czy mamy to opowiadanie ciągnąć dalej?
Dajcie znać w komentarzach :)
Posyłajcie dalej naszego bloga, komentujcie i obserwujcie!
Kochamy was:
Malinowa i Jagodowa... 


Zamieszczone dziś na specjalną prośbę:
Tomlinsonowej oraz mojej kochanej Pauliny !











- Odszedłem ze szkoły...
- Mówiłeś że to zrobisz, ale dlaczego tak szybko.
- Bo obiecałem że po wycieczce...
- Ale teraz nie będę cię widzieć przez miesiąc... - zaczęłam a po mim policzku pociekła łza...
- Kochanie - zaczął i otarł mi łzę z policzka - będziesz mnie widzieć, twoja mama rzadko jest w domu, raczej w różnych filiach firmy na całym świecie... Na dodatek nie miesiąc tylko siedemnaście dni - odparł spokojnie... - A gdybym odszedł dzień przed twoimi urodzinami a potem byśmy oświadczyli że jesteśmy razem mogli by coś podejrzewać - odparł.
- Ale co by ich to obchodziło, co by nas obchodziło - powiedziałam, płacząc...
- Nie płacz bo łamie mi się serce jak widzę twoje łzy - powiedział Li i mocno mnie przytulił - może i nic, ale mogli by mnie pozwać. Nie wygrali by ale sprawa ciągła by się miesiącami.
- A teraz masz pewność że cię nie pozwą.
- Nie nie mam, ale mam dwadzieścia dni by cię uwieść, a nie jestem twoim nauczycielem - odparł spokojnie...
- Ale... Ale... Masz rację - przyznałam niechętnie...
- Dziękuję...
Minął tydzień od kiedy Liaś odszedł ze szkoły. Do końca roku pozostało niecałe sześć miesięcy, do moich osiemnastych urodzin niespełna trzy dni... Już nie mogłam się doczekać, ukończenia szkoły. Ukończenia pełnoletności. Bycia już zawsze z Liasiem. Od czasu mojego powrotu z Paryża mama była w domu dwa dni... Potem znów wyjechała... Plus z jej pracy był taki że miałam duże kieszonkowe, ładny dom w dobrej dzielnicy, wszystko co chciałam. Minusem był ciągły brak matki... Tęskniłam za nią....
Nadeszła sobota, dzień przed moimi urodzinami... W tym roku, mam wyprawiła mi przyjęcie w restauracji. Ja miałam się tam pokazać jutro o dwudziestej i tak postanowiłam zrobić..
Wstalam o 12 wstalam poszlam zrobic sobie sniadanie i zaczelam ogladac jakies telenowele. Nie zorietowalam sie ze jest juz 15.30 nagle dostalam esemesa od Li.
-Spodkajmy sie o 17 w parku. A wiec ubralam sukienke ledwo siegajaca do ud i wysokie szpilki w koncu mialam dzisiaj 18.
Gdy dotarłam na wyznaczone miejsce, było za pięć siedemnasta... Nagle ktoś zakrył mi oczy i powiedział:
- Zgadnij kto to!
- Liam - powiedziałam pewna siebie...
- Nie...
- Eee... - zdziwiłam się, tylko on mógł wiedzieć że tu będę. Ale racja, to nie był jego głos... Nagle ktos odsunął ręce a moim oczom ukazał się Li...

- To nie jest śmieszne powiedziałam...
- Wiem - powiedział i posłał mi najpiękniejszy ze swoich uśmiechów... Nie odwracałam się za siebie w poszukiwaniu nieznajomego, który zakrył mi oczy...
- Ślicznie wyglądasz - powiedział i usiadł obok mnie... Objął mnie ramieniem i musnął mój policzek, no cóż... Szkoda że tylko policzek - w końcu miałam osiemnastkę, mógł się bardziej wysilić. Ale zauważył moją minę...
- Posłuchaj - powiedział... Do oczu napłynęły mi łzy, ale on mówił dalej - nie wiesz o mnie wszystkiego... - W tym momencie obróciłam się za siebie, ale nikogo tam nie było. Byliśmy sami.
- Masz dziewczynę, nie kochasz mnie... To był zakład - zaczęłam szukać najgorszego scenariusza...
- Nie - odparł spokojnie - pamiętasz jak w hotelu odwiedził cię Harry...
- Tego się nie da zapomnieć...
- No właśnie, on nie szukał przyjaciółki, szukał mnie...
- Ciebie...? - powiedziałam...
- Tak - odparł i wyrwał sobie nos, a właściwie silikonowy nos... Ściągnął soczewki i zobaczyłam go w całej okazałości... To był Liam Payn, ale to był Liam Payn z zespołu One Direction... Zakochałam się w gwieździe... Chodziłam z własnym idolem...
- Co to ma być? Ukryta kamera - krzyknęłam...
- Nie, to się zaczęło niewinnie. Od zakładu że nie wytrzymam przez miesiąc jako nauczyciel. Ale wtedy pojawiłaś się ty. i tylko ty się zaczęłaś liczyć, nie zakład. Nie zespół... Tylko ty. Postanowiłem powiedzieć ci prawdę przy pierwszej okazji, ale na jaw wyszedł ten wyjazd... Potem inne komplikacje. Ale teraz musiałem ci powiedzieć. Nie mogłem cię dłużej oszukiwać. Ja cię kocham... Naprawdę - powiedział i chwycił moją dłoń. Ale ja się wyrwałam i uciekłam, byłam przerażona...
- Zaczekaj... - krzyczał za mnę.
Nagle przed oczami, na skraju parku wyrosła mi czwórka pozostałych członków zespołu, ale ja nie zwróciłam na nich uwagi. Po prostu biegłam.
Gdy dobiegłam do domu, rzuciłam szpilki - które od kilku przecznic trzymałam w rękach - w kąt i zamknęłam się w pokoju.
Nazajutrz mama zrzuciła mnie z łóżka o szesnastej, mówiąc że mam się przygotować na imprezę - ale ja nie miałam na nią ochoty... Chciałam być sama. Ze swoimi problemami...
Mimo wszystko wyszłam z domu i posżłam na swoje urodziny. Dostałam tonę prezentów, wszyyscy się świetnie bawili... Oprócz mnie... Liam dzwonił i pisał co kilka minut ale ja odrzucałam telefony i nie czytałam wiadomości...
Ten tydzień był męczący - zerwałam z Liam'em, moje serce pękło na pół. Nowy nauczyciel był stary i brzydki a na dodatek głupi... Tęskniłam za wspólnymi nocami i porankami, za pocałunkami, za jego zapachem. Ale on mnie oszukiwał przez miesiące - nie mogłam do niego wrócić...
- Masz gościa - zawołała mama... Niechętnie zeszłam na dół. W progu stał Harry Style

- Taak... - zapytałam.
- Jestem tu w imieniu Liama, on tęskni. Właściwie to on... On... On się załamał.
- Wie że tu jesteś - zapytałam.
- Nie, mogę wejść?
- Jasne...
- Posłuchaj - zaczął Styles - on cie na prawdę kocha, to że nie powiedział ci wcześniej to tylko lęk. Lęk że nie będziesz go kochać, tylko jego sławę, pieniądze...
- Harry, ty się popatrz! Ja mam pieniądze - powiedziałam, pokazując zamaszystym ruchem dom... - nie mam sławy, ale mogłabym być celebrytką gdybym chciała, mam wystarczająco dużo pieniędzy... Ale nie chce. A on powinien to odkryć...



- Posłuchaj - przerwał mi Harry, niewiarygodnie - on się w tobie zakochał. A już niejedna dziewczyna złamała mu serce chcą tylko jego blasku. Był ostrożny. Proszę pójdź ze mną. On nie chce jeść, wychodzić z pokoju... Kąpać się - powiedział - a co najgorsze on przestał śpiewać. W ogóle to bardzo mało mówi... - powiedział mój gość - proszę daj mu szansę... Ja wiem, że ty też go kochasz. I sama się oszukujesz że zapomnisz...
- On ma rację - powiedziała mama wychylając sie z kuchni - kochasz go... Nie zapraszałabyś go inaczej tak często do domu jak mnie nie był...
- Skąd wiesz - powiedziałam przestraszona...
- Babcia. I sąsiadka... - odparła - idź z Harrym.
Mimo wielkiej niechęci poszłam ze Styles'em nie wiedziałam dla czego zachowywałam się przy nim normalnie... Gdy dotarliśmy na miejsce, Harry otworzył mi drzwi i zaprowadził mnie do środka...
- Harry to ty? - zawołał tak dobrze znany mi głos, znany z piosenek. To był Zayn...
- Tak - odkrzyknął mój towarzysz...
- To dobrze!
- Przyprowadziłem gościa - powiedział spokojnie.
- Kogo -zapytał Zayn...
- Ukochaną Liama!
- Nie żartuj...! - krzyknął Zayn wychodząc z przyległego pokoju... Za nim wybiegł Louis i Niall...
- No proszę, zagubiona połówka się znalazła - powiedziała Louis, szczerząc się...
- Przestańcie bo ucieknie - przerwał im Harry.
- A dlaczego miałaby uciekać - dopytywał Niall.
- Jesteśmy słodcy - dorzucił Lou...
- Ej! - krzyknął Zayn - spłoszycie dziewczynę, wystarczy że raz uciekła przed Liam'em. Nie musi drugi raz wybiegać... Prawda - to ostatnie było skierowane do mnie.
- Yhmmm - wydusiłam niepewnie. Zayn podszedł objął mnie ramieniem i zaprowadził do salonu. Posadził na wielkiej brązowej sofie... - Poczekaj - dorzucił na odchodnym.
Po chwili do pokoju wprowadzili Liam'a, a właściwie wnieśli go z zawiązanymi oczami...
- Puścicie mnie. Chcę być sam. Spieprzyłem - krzyczał chłopak, próbując im się wyrwać. Ale cóż mój Liaś był sam a oni byli czterej. W końcu postawili go na dywanie przed kanapą. I chwycili by nie uciekł... Odwiązali mu oczy, a on się o mało nie popłakał. Harry wyprowadził wszystkich z pokoju, ale wiedziałam ze stoją za ścianą. Było ich widać to to był tylko kawałek ściany oddzielający hall od salonu, jadalni i kuchni...
- Przyszłaś - powiedział z uśmiechem - na prawdę przyszłaś.
- Nie do końca, przywiózł mnie Harry.
- Och... A więc jednak się odkochałaś - powiedział a w jego oczach zobaczyłam łzy. Nagle stałam się odważniejsza, wszystko wróciło, zrozumiałam że on mnie naprawdę kocha. A ukrywał się bo się bał... Wstałam i krzyknęłam:
- Ej wy z za ściany! Wynocha! - Liaś się uśmiechnął, a Harry wybuchnął śmiechem i pociągnął chłopaków w głąb domu.
Podeszłam do Liasia i otarłam łzę z policzka...
- Przestań głuptasie - powiedziałam czule - ja cię ciągle kocham. Umierałam jak cię przy mnie nie było... Moje serce przestawało bić, wychodzenie z domu było dla mnie najtrudniejszą rzeczą w świecie. Musiałam wyjść i mówić "Czuję się świetnie. Jest świetnie" ale tak nie było... - powiedziałam i przybliżyłam się jeszcze bardziej. Tym razem to on otarł moją łzę i powiedział:
- Ja w ogóle nie wychodziłem. Musałbym wtedy mówić "Jest cudownie, daje chcę śpiewać. A trzy miesiące mojej nieobecności i to że tego nie zauważyliście to najnormalniejsza rzecz na świecie..." - powiedział i uśmiechnął się - jedzenie śniadań nie było zabawne, poranne pobudki w pustym łóżku bolały mnie podwójnie...
- A lekcje angielskiego były bardzo nudne - dodałam gdy byliśmy już bardzo blisko siebie...
- Bo nic tak nie motywuje do nauki angielskiego jak romans z nauczycielem - powiedział i złączył nasze wargi... Byłam w niebie. W końcu byłam w niebie...
- Kocham cię - wyszeptałam mu do ucha...
- A ja cię nie kocham - powiedział, łzy napłynęły mi do oczu a on wykrzyczał - ty jesteś moim sercem, jesteś moim życie. Bez ciebie umieram... - uśmiechnęłam się - Więc nie mogę cię kochać... Bo ja muszę cię kochać, muszę cię wielbić - powiedział mi do ucha....



autorka: Crazy Mirror 
współautorka: Crazy Carrots

Miłość życia- Liam Cz. 2

Jak już pisałam Cz. 2 to kolejna część ich życia a nie słowo za słowem z Cz. 1 ^^ Miłego czytania.

Mineło już 5 lat od kąt jesteście razem z Liamem. Dzisiaj mieliście kolację z okazji okrągłych 5 lat. Liam zaprosił cie do bardzo eleganckiej restauracji. Chodziłaś tego dnia po sklepach szukając idealnej sukienki. A co do Johna juz nigdy nie wyjdzie z więzienia. Nagle zobaczyłaś na wystawie cudowną sukienkę. Była turkusowa. Z przodu któtsza a z tyłu dłuższa. Musiałaś ją kupić była idealna. Idealna nie była jednak jej cena. Owszem miałaś wiele pieniędzy bo Liam dużo zarabiał. Jednak niektóre fanki mogą pomyśleć, że go wykorzystujesz. Niestety dla Liama wszystko. Do tego czarne szpilki. Było idealnie. Wróciłaś do domu i do póki nie było Liama pokręciłaś włosy lokówką i zrobiłaś koka. Nadchodziła godzina waszej randki. Kupiłaś Liamowi w prezencie zegarek Rolex. Zawsze go chciał ale nigdzie nie było tego idealnego. Ubrałas sukienkę i szpilki po czym zeszłaś na dół. Czekał tam na ciebie Liam. Wyglądał niesamowicie. Podszedł do ciebie, chwycił cie w biodrach i delikatnie musną twoje usta. Wyszliście na zewnątrz i wsiedliście do auta. Liam zarezerwował wam specjalny stolik w innym pomieszczeniu. Ludzie grali na skrzypcach a na miejscu otrzymałaś czerwona różę.
-Już 5 lat...
-I jeszcze się sobie nie znudziliśmy.
-Nawet tak nie mów.
-Mam cos dla ciebie.
Wyciągnełaś zegarek i wręczyłaś go Liamowi. On uśmiechną się i wstał. Podszedł do ciebie i uklękną. Z za pleców wyciągną czerwone pudełeczko.
-Kocham cię i myślę, że nie przestanę, jesteś tą jedyną. Wyjdziesz za mnie?
-Liam tak!
Liam nałożył ci pierścionek na palec a ty rzuciłaś się na niego. To był najpiękniejszy wieczór w twoim życiu. Przez cały wieczór patrzyliście sobie w oczy. Po powrocie do domu ściagnełaś nie wygodne szpilki i opadłaś na kanapę. Liam połozył się obok ciebie.
-Jestem wyczerpana.
-A ja na coś liczyłem...
-Liam nie dzisiaj.
-Ale pamiętaj, że mamy to nadrobić.
Wykończona nawet się nie przebierając poszłaś do łóżka. Liam poszedł za tobą. Przytulił cię i tak zasneliście. Rano o dziwo wstałaś przed Liamem. Zrobiłaś wam na śniadanie jajecznicę. Liam zszedł na dół i dał ci całusa.
-Hej kochanie jak spałaś?
-Cudownie bo z tobą.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Usiedliście przy stole i jedliście jajecznicę. Liam rozmyślała nad czymś ale nie wiedziałaś nad czym.
-O czym tak myslisz?
-No bo wież dzisiaj wywiad...
-No i?
-Chodzi o to, że modest chce mi podstawic dziewczynę...
-Spokojnie nie jestem zazdrosna.
-Dzięki skarbie.
Poszłaś na górę sie przebrać a Liam za ten czas pozmywał. Zesżłaś na dół i poszliście do auta. Chłopaki bylu juz w garderobie. Jako iż byłaś stylistka chłopców to poszłaś wybrać strój Liamowi. Lubiałaś z nimi przebywać w garderobie. Wtedy bardzo dużo sie działo. Chłopcy wyszli i zaczeło się.
-Kto z was ma dziewczynę?
Liam, Zayn i Louis podnieśli ręce. Najpierw przyszła Perrie i usiadła na kolana Zayna potem Eleanor. Nagle okazało sie, że dziewczyna która ma grać dziewczynę Liama nie przyjdzie. To był triumf. Wyszłaś a na twarzy Liama pojawił się uśmiech. Reporterka chciała wiedzieć jak najwięcej o naszym życiu prywatnym jednak Liam cały czas ją spławiał. Pomęczącym wywiadzie wróciliśmy do garderoby. Każdy żucił sie na kanapę.
-Umieram.
-Nie ty jeden.
Zebraliście się i juz mieliście wychodzic gdy nagle złapał was fotograf. Zawołał tylko ciebie i Liama. Chciał wam zrobić kilka zdjęć do gazety. Zgodziliście się chociaż nie wyglądałaś najlepiej. Po powrocie do domu było już ciemno.
-Mamy jakieś plany?
-Louis wpada.
-A kiedy?
-Chyba zaraz będzie.
Pobiegłas na górę i przyniosłaś ulubione ciasteczka Lou. Powinien sie cieszyć. Oczywiście nie mogło zabraknąć żelków haribo o smaku malinowym, uwielbiał je. Za kilka minut usłyszeliście rozlegający się w domu dzwonek do drzwi. Poszłaś je otworzyć i to był błąd. Lou próbował odkręcic butelkę i wszystko poleciało na ciebie.
-Louis!
-Przepraszma ja to zetrę!
-Spoko, przyzwyczaiłam się, że coś na mnie wylewasz.
Louis uśmiechną się jak zawsze i wszedł do środka. Miał ze sobą jakieś filmy. Usiedliście na kanapie i przeglądaliście je. Liam jak to Liam chciał Toy Story. Czasem był jak małe dziecko...takie słooodkie małe dziecko.
-Ej Liam a nie miałeś odpisać fankom?
-Masz rację zapomniałem lecę po laptopa.
Liam poszedł na górę po laptopa a ty i Louis musieliście coś uknuć.
-To co robimy?
-Liam boi się horrorów.
-Wtedy będzie sie przytulał!
-Taak albo cos romantycznego.
-Wątpie, że to przyniosłeś.
-Masz rację horror.
Liam właśnie schodził po schodach a wy ukryliście film za plecami. Usiadłaś obok Liama i czytałaś pytania:
'Gdzie są twoje dłuuuugie słówka?'
'Coraz mniej odpisujesz :C'
'Szczęścia!'
Były miłe...wyjątkowo miłe. Często spotykamy się z hejtami ze strony fanów ale nie tym razem. Liam odpisał i nawet nie zwrócił uwagi kiedy zaczą się film. Odłozył laptopa i popatrzył na ekran. Widniał tam napis 'Paranormal activity 3'. Liam zamarł.
-Wy dobrze wiecie, że ja tego nie obejrzę.
-No ale masz wybór.
-Jaki?
-Albo oglądamy razem albo idziemy do sypialni.
Liam poruszył brwiami. Wiedziałaś co ma na myśli. Przypomniałaś mu to wszystko.
-Ej a moze zakładzik?
-Ale o co?
-Jeśli Liam nie obejrzy horroru i pójdzie tobą to ja tańczę na stole w bokserkach wysmarowany nutellą.
-A jeśli nie wytrzyma?
-To ty robisz to samo.
-Liam błagam cię.
Louis miał banana na twarzy. Bardzo dobrze znał Liama i wiedział co zrobi. Liam przez pierwsze minuty filmu zakrywał oczy i próbował nie reagować ale jednak...wstał.
-Przepraszam kochanie.
-Liam!
-Idź się przebrać!-Szczeszył się Louis.
Poszliście z Liamem do sypialni. Liam usiadł na łóżku i patrzył na ciebie. Wyciągnełaś swoje bikini z szawki i chwyciłaś klamkę aby iśćdo łazienki.
-Ej ale nie musisz wychodzić aby się przebrać.
-Nie ma mowy! Mogłeś wytrzymać.
-Ale znasz mnie!
-No jasne.
Wyszłaś się przebrać i zeszłaś na dół. Na waszym blacie w kuchni była rura pomiędzy górą a dołem aby to utrzymać. Pierwszy i ostatni raz masz coś takiego w domu.
-No to smarujemy cie nutellą!
-Będę słodka!
-Jak ja cię kocham za to wszystko.
-...?!
-No jak siostrzyczke.
Musiałaś wysmarować się cała nutellą. Liam zszedł na dół aby obejrzeć pokaz. Weszłaś na blad i zaczełaś tańczyć. Liam usmiechał się do ciebie ale ty nie reagowałaś. Louis krzyczał i rzucał w ciebie pieniędzmi. Całe zycie z wariatami. Gdy odtańczyłaś swoje minuty zeszłaś i udałaś się w kierunku sypialni.
-Ej chodź oglądać bo Liam idzie.
-Sam sobie oglądaj.
-No nie obrażaj się!
-Spadaj!
Poszłaś się umyć i przebrać. Następnie poszłaś po kołdrę i poduszkę do sypialni. Zeszłaś na dół i poszłaś na 2 kanapę. Liam zrobił wielkie oczy. Położyłaś się i już miałaś zasypiać gdy podszedł do ciebie Liam. Usiadł obok i chwycił cię za rękę.
-Ej to nie moja wina.
-Nie gadam z tobą.
-Ja wiem, że nie dasz rady.
-Masz rację ale to co musimy nadrobić nadrobimy co najwyżej jutro!
-Ale...
-Kocham cię.
Liam wstał i poszedł do waszej sypialni. Louis oglądał horror i momentami sam się bał. Chciało ci się z niego smiać ale udawałaś, że śpisz. W koncu wszyscy padliście. Rano pierwszy wstał Liam. Przygotował śniadanie i poszedł po różę do ogrodu. Gdy wstałaś miałaś miłą niespodziankę. Wiadomo było, że Lou wstanie koło południa.
-Proszę księżniczko.
-Dziękuję skarbie.
Pocałowałaś Liama w policzek i usiadłaś do stołu. Różę wstawiłaś do wazonika z wodą. Liam usiadł na przeciwko ciebie.
-To dzisiaj?
-Zależy ci prawda?
-Kocham cię i chcę tego.
-Ja tak samo.
Zjedliście śniadanie i wyszliście na dwór. Louis spał jak zabity. Liam wpadł na jakiś pomysł. Pobiegł na górę i wrócił z pistoletem na wodę z teledysku. Oblanie Louisa to dobry pomysł ale bardzo ryzykowny. Gdy wrobisz w coś Lou możesz już zacząć uważać na wszystkie czynności. Liam nabrał jednak bez obaw wody do pistoletu i prysna nia w Louisa. Louis od razu podskoczył i się obudził.
-Co ty robisz?!
-Budze cię leniu!
-Za kare.
Podbiegł do ciebie i zabrał cię do pokoju. Przekręcił kluczyk i czekał na reakcję Liama.
-Ej dlaczego zawsze ja cierpię na waszych wygłupach?
-Bo ty jestes dla niego najważniejsza.
Może i byłaś zamknięta w pokoju ale przeszedł cię przyjemny dreszczyk gdy usłyszałaś te słowa z ust Louisa.
-Ej oddaj mi ją!
-Chyba śnisz!
-Louis a kto tu zostawił swoje szelki?
-Oddam ci ją ale oszczędź szelki!
Oni są tacy inteligętni...Louis i jego szelki. Odda wszystko aby tylko ich nie ruszać. Biegali po całym domu. Louis w pogoni za szelkami a Liam ze śmiechu powoli zwalniał. Gdy nagle obaj przewrłócili sie na kanapę uspokoili się.
-Chłopaki ja nie sprzątam.
-Jestes kochana i zrobisz to.
-Louis bo ja znam twoje słabe strony.
-Ale mam moje szelki.
-Łaskotki tez.
-Ja już sprzątam!
Uśmiechnełaś się i patrzyłaś jak Louis sprząta.
-Ok odpuść sobie ale jedź po zakupy błagam cię.
Musiałaś cos zrobić aby zostać sama z Liamem. Wiedziałaś, że on to wykorzysta a ty tylko na to czekałaś. Liam przekręcił kluczyk w drzwiach i od razu do ciebie podszedł. Wzią cię na ręcę i zaniósł do sypialni. Postawił cię na podłodze, chwycił w biodrach i przycisna cie do ściany.
-Obiecałas mi coś.
-Może.
-Nie drocz się ze mną wiem, że to lubisz.
-Już mnie przejrzałeś?
-Juz dawno.
Pocałowałas Liama a on odwzajemnił pocałunek. Stado motyli w twoim brzuchu znowu się wzburzyło. Liam ściagną twoją koszulkę, spodenki aż w końcu wyladowaliście w łóżku nadzy.
-Na pewno tego chcesz?
-Tak dlaczego nie?
-Nie wiem.
Liam delikatnie wszedł w ciebie. Doszliście prawie w tym samym czasie. Usłyszeliscie dzwonek do drzwi i szybko poszliście się zbierać. Liam syzbko się ubrał i poszedł otworzyć drzwi. Ty zostałaś w pokoju i usiłowałaś wcisnąć na siebie spodenki. Zesżłaś na dół nie ogarnięta. Okazało się, że to tylko Louis wrócił z zakupów.
-Co się ru stało?
-Nie nic.
-Yyy no dobrze.
Louis chwycił cię za rękę i wyszliście na spacer. Nawet nie wiedziałaś kiedy byliście już w parku.
-O co chodzi?
-Robiliście to już?
-Lou...
-No weź wiem, że mi powiesz.
-Tak ale mało cię to powinno interesować.
-Tak bo ja mam ważniejszą sprawę o której muszę ci powiedzieć.
-Ale o co chodzi?
Poszliście dalej i usiedliscie na ławce. Mina Louisa nie była za wesoła. Nie wiedziałas o co chodzi. Louis złapał cię za rękę i wzią głęboki wdech.
-Słuchaj...Znamy się już bardzo długo, jesteś dla mnie jak siostra jednak ja czuję do ciebie coś więcej, wiem, że jesteś z Liamem ale musiałem ci to powiedzieć przepraszam.
-Nic się nie stało ale zdziwiło mnie to trochę.
-Mam jeszcze coś...
Louis wyraźnie posmutniał.
-Chodzi o to, że jutro wyjeżdżam.
-Ale gdzie i na ile?
-Do Hiszpani i już nie wrócę.
Do twoich oczu zaczeły napływac łzy. A co z zespołem? To był twój starszy braciszek...miał po prostu odejść? Wtuliłaś się w niego i myślałaś jak ułatwić cała sprawę. Zawsze miałaś pomysły ale nie teraz...
-Ale dlaczego?
-Zaproponowali mi karierę solową...
-I tak po prostu chcesz zostawić mnie i chłopaków?!
-Nie, ja tego nie chcę ale musze to zrobić.
-Czemu?
-Czuję, że nie jestem tu mile widziany. 3 Brytyjczyków wystarczy.
-Louis co ty mówisz?!
-Przepraszam ale ja idę sie pakować.
Louis pocałował cie w policzek i pobiegł w swoja stronę. Stałaś w parku nieruchoma patrząc w jedno miejsce. Jak to sie stało? Czy to mooja wina?! Wróciłaś do domu i usiadłaś na podłodze przy ścianie. Zaczełaś płakać gdy nagle podszedł do ciebie Liam.
-Co jest?
-Lou wyjeżdża...odchodzi na zawsze.
-Ale co mu strzeliło?!
-Zrób z tym cos proszę jest dla mnie ważny...
-Nie płacz już, jest dla ciebie tak samo ważny jak dla nas.
Liam od razu obdzwonił chłopaków. Wszyscy postanowili, że bez Louisa nie będzie One Direction. Jutro mia sie odbz koncert. Ostatni koncert y udyiaem Louisa... Chopcy weszli na scenę i zaśpiewali kilka piosenek. To już nie byli wariaci...to była 5 zwykłych chłopców zmęczonych zyciem. Harry zaczą mówić.
-Kochaliśmy was tak jak i wy nas. To dzięki wam przeżyliśmy tak dużo i to było niesamowite. W tym momęcie stoję przed tak wielka publicznością i...
Harry nie mógł dokończyć ponieważ zaczą płakać. Ty także stałaś za kulisami i płakałaś. Zayn kontynuował.
-Było na prawdę fajnie. To wszystko odmieniło nasze zycie na lepsze.
-Nigdy o was nie zapomnimy ale to już koniec. Louis wyjedzie a bez niego to już nie będzie to samo.
Na wielkim ekranie z tyłu pojawiły się wsyzstkie sceny z ich życia, to co przeżyli razem. Wszyscy staneli w rzędzie.
-I'm Harry
-I'm Liam
-I'm Zayn
-I'm Niall
-And i'm Louis from one direction.
Harry nie miał serca nic mówić ale wykrztusił z siebie tylko:
-To byliśmy my...One Direction.
Wszyscy staneli w kółku i przytulili się. Po kolei zchodzili ze sceny. Jednak został na niej Niall. Nie mógł sie z tym pogodzić.
- Do you number...
Wszyscy już mieli wychodzić ale słyszeli głos Nialla. Publiczność zaczeła konczyc piosenkę. Chłopcy wrócili na scenę i patrzyli na wszystko. Patrzyli z niedowieżaniem na tysiące osób śpiewające ICH  piosenkę. To była ich wspólna praca i maja to teraz zaprzepaścić? Louis jednak sie nie przekonał ale do czasu...Na scenę weszła dziewczynka. Miała ok. 5 lat. Podeszła do Louisa z kartką, długopisem i marchewką. Louis kucną i patrzył na nią z bulem. Dziewczynka płakała.
-Podpiszesz mi się?
-Tak ale czemu płaczesz?
-Nie chcę abyście sie rozpadli, abys wyjechał.
Mała dziewczynka żuciła sie Louisowi na szyję. To go rozwaliło. Podniósł ją ze łzami w oczach ale to były łzy szczęścia. Chłopcy usmiechneli się jak i publika zaczeła piszczeć.
-From One Direction?
-Together?
-Forever!
Wszyscy na koniec zaśpiewali piosenkę Best Song Ever.

Tak wiem, że nie jestem naj z anglika i mogłam coś pomylić.
Tak wiem, że robię ortografię bo szybko piszę.
Tak wiem, że nie piszę najlepiej.
Komentujcie zalezy mi na opinii :*/Tomlinsonowa

wtorek, 30 lipca 2013

Miłość życia- Liam Cz.1

Twoje zycie to było pasmo ciągłych niepowodzeń. Jedyna fajna rzecz to mieszkanie w Londynie. Mieszkałaś tam ze swoim chłopakiem Johnym. Najpierw było idealnie a potem sie zaczeło. Bałas się go. Stał się dillerem. Zawsze cię bił i zmuszał do wszystkiego...byłas jego własnością. Chciałaś z tym skonczyć ale po prostu się bałaś. Wychodzić z domu mogłas tylko 3 razy w tygodniu. Dzisiaj był ten dzień. Wyszłaś do parku i usiadłaś na ławce. Rozmyslałaś nad życiem. Przechodziły ci przez głowę mysli samobójcze. A może i nie miałaś wyboru? Nagle obok swoich stup zobaczyłaś rozlaną kawę.
-Przepraszam!
-Nic nie szkodzi.
Wstałaś i poszłaś dalej. Błąkałaś się ulicami w nocy. Nie odbierałaś telefonu od Johna chociaż wiedziałaś, że będziesz miała przez to kłopoty. To było okropne...życie w ciągłym strachu. Miałaś wrażenie, ze ktoś cię obserwuje. Jednak ulice były puste bo tylko idiota błąka się nocą po dzielnicach Londynu. Zobaczyłaś most. Strasznie cię kusiło aby stanąć na nim i skonczyć ze sobą raz na zawsze. Tak będzie lepiej...a może nie? Poddać się czy walczyć? Na walkę byłas już zbyt słaba. Byłaś cała posiniaczona a twoi rodzice uważali, ze wszystko jes ok zresztą byli w Polsce. Stanełaś na moście i spoglądałaś w dół. Zrobiłaś pierwszy krok ku wodzie. Puściłaś się i już miałaś skakać gdy usłyszałaś czyjś głos. Odwróciłaś się ze strachem.
-Dlaczego to robisz?
-Muszę...
-Wcale nie, chwyć moją rękę.
-Odejdź!
-Jeśli ty skaczesz to ja też.
-A ty z jakiego powodu?
-Mam swoje powody.
Spoglądałaś na wyciągniętą ku tobie rękę bruneta. Jego oczy świeciły w ciemności. Nie widziałaś go dobrze ale wydawał się przystojny. Spojrzałaś jeszcze raz na wodę i na rękę. Odwróciłaś się do bruneta i podałaś mu dłoń. Zeszłas z mostu i przytuliłaś się do niego.
-Dziękuję...
-Nie ma sprawy.
-To ja już pójdę.
-Ej no coś ty w środku nocy? Zawiozę cię.
-Nie, nie możesz.
-Czemu?
Opowiedziałaś mu całą historię o Johnie. Chłopak patrzył na ciebie wielkimi oczami z niedowieżaniem. W połowie mówienia rozpłakałaś się. Chłopak był smutny a zarazem zły.
-Nie wrócisz tam.
-Muszę.
-Nie, jedziesz ze mną.
Postanowiłaś posłuchać chłopaka i wsiadłaś z nim do auta. Zajechaliście na miejsce i twym oczom ukazała się wielka willa. Wysiedliście i weszliście do środka.
-A ja nadal nie wiem jak na imie ma mój bohater.
-Jestem Liam Payne a ty?
-[t.i].
Usiadłaś na kanapie. Liam poszedł do kuchni aby zrobić wam coś do jedzenia. Wrócił z wielką tacą kanapek. Zjedliście kanapki i nikt się nie odzywał. Była trochę niezręczna cisza.
-Ale gdzie ja mam spać?
-W mojej sypialni.
-A ty?
-Na kanapie.
-No dobra ale w czym.
-No zdecydowanie możesz w bieliźnie.
Zasmialiście się i rzuciłaś poduszką w bruneta. Tak słodko się usmiechał. Zatonełaś w jego brązowych oczach które się błyszczały.
-Dam ci koszulkę ok?
-Ok.
Liam poszedł do pokoju po koszulkę. W tym czasie dostałaś smsa od Johna. Nie był on pierwszy i ostatni. Kolejno było ich dużo.
'Gdzie jesteś?!'
'Masz wracać bo jutro pracujesz!'
'Jeśli nie wrócisz to będzie źle'
John wiedział, że ja się nie boję o siebie lecz o swoich najbliższych. Było by strasznie gdyby komuś cos zrobił. Jednak cała twoja rodzina była w Polsce. Ale miałaś jeszcze Liama. Nie wiedział o nim. Liam wrócił z koszulką w ręku.
-Pomyślałem, że mogę dać ci jeszcze jakieś dresy ale koszulka będzie sięgała do połowy ud.
-Dziękuję ale ja chyba będę musiałą wrócic.
-Żartujesz?!
-Nie ale ja się boję.
-Masz mnie i nie tylko.
-Ale ja się nie boję o siebie tylko o ciebie.
-Daj spokój.
Poszłaś do łazienki się brzebrać w koszulkę Liama. Wyszłaś i od razu skierowałaś sie do jego sypialni. Nie mogłaś zasnąć...myślałaś. Co będzie jeśli coś sie stanie? On nas znajdzie wiem o tym. Nie spałaś prawie całą noc bijąc się z myślami czy dobrze postępujesz. Z rana Liam zapukał delikatnie do pokoju.
-Jak się spało?
-Nie zmrużyłam oka.
-Martwiłaś się?
-Tak...
-Ok zbieraj się pojedziemy po twoje rzeczy.
-Jak to po moje rzeczy?
-Nie możesz z nim mieszkać.
-Ale ty lepiej tam nie wchodź.
-Spokojnie, jak się przebierzesz zejdź na dół.
Poszłaś do łazienki i ubrałaś sie we wczorajsze rzeczy. Zeszłaś na dół a na skórzanej kanapie siedziałą 4 chłopaków.
-To są moi kumple z zespołu.
-Hej miło mi was poznać.
-Jedziemy po te rzeczy?
-No dobrze...
Wyszliście wszyscy i wsiedliscie do auta. Zajechaliście przed twój blok. Stałaś patrząc na dym wychodzący z okna twojego mieszkania. Jak zawsze palił papierosy. Do środka z tobą wszedł Zayn. Nie chciałaś aby Liamowi cos sie stało. Zayn wydawał ci się śilniejszy. Otworzyłaś drzwi swoim kluczem.
-Gdzie ty kurwa byłaś przez całą noc?!
-No...ja...
-Była ze mną.
O nie! Pokazałaś Zaynowi gestem aby się nie wtrącał ale on aż się telepał aby uderzyć Johna. Zaciskał pięści coraz mocniej po każdym słowie Johna. Zostawiłaś go tam z lekką obawą. Poszłaś sie syzbko spakowac. Gdy jednak wychodziłaś z walizką John złapał cię za nadgarstek. Już chciał cię uderzyć gdy Zayn chwycił go za rękę. Uderzył w twarz i wybiegliście z budynku. Wsiedliście do auta i ruszyliście. Dziwne było to, że nie bałaś się. Powróciliscie do domu Liama. Tam poszłaś zaprowadzic walizkę do pokoju. Przez przypadek podsłuchałas rozmowę Liama z Harrym.
-Ona jest nieziemnska.
-Powiedz jej to.
-Powiem ale jeszcze nie teraz.
Weszłaś do pokoju jak gdyby nigdy nic. Myslałaś jak wydusić to z Liama.
-Gramy w butelkę?
-No jasne moaj ulubiona gra!
-Jasne Harry można sie tego spodziewać.
Usiedliście w kole. Ty kręciłaś jako pierwsza. Modliłaś się aby wypadło na Liama. Jednak wypadło na Harrego.
-Hmmm...
-Wysil się!
-Pocałuj Liama w nos!
-Co?!
-Czekam.-Wtrącił się Liam.
Harry siedział patrząc na szczerzącego się Liama. Gdy nagle rzucił się na niego Louis.
-Pokażę ci jak się całuje Liama.
Oczywiście nie pocałował go ale sprawił aby to tak wyglądało. Wszyscy zaczeli się śmiać. Harry nachylił się nad Liamem i zamkną oczy. Próbował pocałować go w nos gdy nagle Louisowi przyszedł głupi pomysł do głowy. Odepchną Liama i nastawił policzek. Harry pocałował Louisa.
-Ha nie spełniłeś zadania.
-Louis rzucił ktoś kiedys w ciebie cyzmś ciężkim?
-Ziemniaki się liczą?
-Co?
-Niall we mnie rzuca.
Każdy patrzył dziwnie na Louisa który jak zwykle nie ogarniał. Harry kręcił. Wypadło na Liama.
-Tak.
-Nie.
-Liam tak!
-Proszę cię.
-Znasz mnie.
-Aż za dobrze.
-No więc Liam, pocałuj [t.i] ale tak namiętnie.
Popatrzyłaś wielkimi oczami na Harrego. Poczułaś motylki w brzuchu z niewiadomych powodów. Liam nachylił się nad tobą gdy nagle otworzyły się drzwi. Stał w nich wkurzony John. Gdy zobaczył ten obrazek...ehh. Za nim weszło jeszcze 2 wytatuowanych gości.
-Co ty tu jeszcze robisz?!
-Wyjdź z tąd.
-Z tobą nie gadam pedale.
Zayn jak zwykle nie wytrzymał. Gdyby wyzwał jego było by w miarę dobrze ale Louisa...Zayn nie da poniewierać przyjaciół. Rzucił się na niego gdy nagle John wyciągna nóż.
-I co nadal jesteś taki cwany?
Liam chwycił cię za rekę i chciał cię zaprowadzić z daleko od Johna. Jednak ty się nie dałaś. John podszedł z nożem do Liama.
-Ona jest moja.
Chciał go trafić nożem ale właśnie wtedy przestałaś się bać o co kolwiek. Uderzyłaś go w twarz dzięki czemu on się przewrócił a nóż wypadł mu z ręki.
-Liam uciekaj.
-Nie zostawię cię.
-Nie słyszysz co mówię!
Liam poszedł na górę. Każdy patrzył na ciebie z podziwem. Chwciłaś nóż i spojrzałaś na Johna. Nie trafiłabyś go nim ale on tego nie wiedział.
-Ej daj spokój.
-To ty daj spokój! Nie wierzę, że kiedyś mogłam cię kochać!
Nie panowałaś nad sobą twoja ręka zbliżała się do Johna. Gdy nagle Zayna złapało jego 2 kolegów.
-Traf mnie a oni trafią twojego obrońce.
-Nie zrobisz tego...
-Zrobię.
Spojrzałaś błagalnie na Zayna.
-Nie przejmuj się mną ułatw sobie zycie.
-Żuć nóż.
Wiedziałaś co masz zrobic ale nie wiedziałaś cyz myślisz dobrze. Zamachne łaś się na Johna i upuściłaś nóż. Puścili Zayna.
-A teraz idziesz ze mną.
Schyliłaś głowę do dołu i wyszłaś. Nikt nie mógł nic zrobić. John miał broń. Wsiadłaś do jego auta i pojechaliście. Po wejściu do domu John od razu popchną cię na łóżko.
-Co ty sobie myślałaś?!
-Że przejedzie cię auto?
Może i wróciłś tam i wiedziałaś, że cię uderzy ale drwiłaś z niego, drwiłaś z zycia. Nie obchodziło cię co będzie dalej. Nauczyłaś się żyć chwilą obecną. John uderzył cię w twarz. Otarłaś ją a na twoim ręku pojawiła się krew. Zaśmiałaś się tylko.
-Co sie z tobą dzieje?!
-Boli cie może to, że się zmieniłam?
John już nic nie powiedział. Poszłaś do pokoju w którym zwykle bywałaś. Nagle dostałaś wiadomość. Była ona od Liama 'Bądź gotowa o 12:40' nie chciałaś aby przyjechał. Jednak co ci szkodziło? Nadchodził wieczór. Położyłaś się wcześnie aby John nie siedział do późna. O 12:40 dostałąs smsa, ze możesz wychodzić. Po cichu wymknełaś się. Wsiadłaś do auta Liama i pojechaliście lecz już nei do jego domu. Zatrzymaliście się przed wielkim oszklonym budynkiem. Weszliscie do środka gdzie czekał...Simon Cowell? Dopiero wtedy uświadomiłaś sobie kim oni są.
-Potrzebny jej ochroniaż.
-A Paul?
-Paula już my dręczymy.
-No dobrze a czy jest ona z kimś z was spokrewniona?
-Tak...yyy to moja dziewczyna!
Spojrzałaś dziwnym wzrokiem na Zayna po czym przytaknełaś. Simon przydzielił ci ochroniaża. Tym razem ty, Zayn i Liam spaliście u Zayna.
-Ok rozgośccie się.
-A jeśli nas znajdzie?
-Nie znajdzie nie bój się.
Zayn przytulił cię do siebie. Liam przez cały czas miał dziwną minę. Tym razem miałaś przy sobie twoją za dużą koszulkę do spania. Zayn pokazał ci pokój gościnny.
-Wież...powinien ktoś z tobą spać wrazie co...
-Masz rację Zayn, zawołaj Liama.
-Ale...dobra.
Zayn poszedł po Liama. Był ci w tej chwili potrzebny. Tylko on wiedział jak cię wesprzeć. I musiałaś z nim pogadać na temat jego nastroju. Za chwilę przyszedł Liam i nie wiedział o co chodzi. Zayn wyszedł i zamkna za sobą drzwi.
-Too...
-Wież jeśli ci to nie przeszkadza...
-Nie mi nie tylko czy ty napewno chcesz.
-No jasne...
O nie! Powiedziałaś no jasne. Po co?! Przecież on może sobie coś pomyśleć. Położyłaś się do łóżka i zaraz obok ciebie Liam. Było troszeczkę niezręcznie.
-Dlaczego jesteś smutny?
-Nie mogę ci powiedzieć...
-Co? Ja ci zaufałam i opowiedziałam ci historie mojego życia coś czego nie wie nikt a ty?!
-Przepraszam ale na prawdę nie mogę...
-Myślałam, że będziemy przyjaciółmi.
-A ja myślałem inaczej.
-Co?
-Zakochałem sie w tobie.
Zatkało cię. Usiadłaś na łóżku i zastanawiałaś sie cyz to prawda. Może coś przekręciłaś? Może usłyszałaś to co chciałaś usłyszeć? Liam patrzył na ciebie a do jego oczu powoli napływały łzy. Musiałaś się odezwać bo pomyśli, że ci nie zależy.
-Chyba mamy zaległe zadanie...
Na twarzy Liama pojawił się uśmiech. Przybliżyliście się do siebie i złączyliście swoje usta w pocałunku. Właśnie w tym a nie innym momencie wszedł Zayn.
-Przepraszam ale muszę.
-No mów.
-To chyba John.
-Mam jedno sensowne wyjście.
-Jakie?
-Policja.
-A co to da?
-Zamkną go na dłuugi czas.
-Za co?
-Ohoho za przemyt, handlowanie narkotykami, kradzież ...zabójstwo...
-Słucham?!
Liam był przerażony bardziej niż ty. Od razu chwycił telefon i zadzwonił na policję. Przyjechali szybko i zgarneli Johna. To była piękna chwila. Poszliście spowrotem spać. Tym razem spało ci się o wiele lepiej. Miałaś poczucie bezpieczeństwa i co najważniejsze Liama obok siebie.

Jest to cz. 1 imagina :)
Każda część opowiadać będzie o innej części z życia :)
5 kom i jeszcze dzisiaj wstawię 2 :*/Tomlinsonowa

poniedziałek, 29 lipca 2013

Forever-Imagin z Louisem ^.^

Zbierałaś na bilet na koncert One Direction ponad rok. Udało ci się to...Koncert sie zbliżał a ty miałaś już akupione bilety. Czekałaś tylko na jedno. Rozstrzygnięcie konkursu w którym wygrac można kilka godzin z chłopcami. Siedziałaś dnie i noce. Aż w końcu w poniedziałek rano przyszła ci wiadomosć sms, że wygrałaś i musisz odebrać wejściówki. Ubrałaś się i od razu pojechałaś do Warszawy. Odebrałaś wejściówki i już nie wracałas do domu. Niebawem miał sie odbyc koncert. Weszłaś na stadion i zajełaś swoje miejsce najblizej sceny. Czekałąs na wejscie chłopców i nareszcie...ten moment pozostanie w twoim zyciu na długo. Zaczeły się piski. Chłopcy zaśpiewali kilka piosenek a na koniec najnowszą Best Song Ever. Po koncercie poszła.ś za kulisy. Chłopcy biegali i szukali wszystkiego. Niall potkną się i się przewrócił co było do przewidzenia. Podeszłaś nieśmiało i powstrzymywałaś sie od śmiechu.
-Hej?
-Przperaszma nie wiedzielismy cię!-Wrzasneli wszyscy na raz.
-Spokojnie nic nie szkodzi.
-To może chodźmy się przejść.
-Jasne.
Wyszliście ale zaraz zobaczyły was fanki. Musieliscie wrócić na stanion. Usiadłaś z chłopcami na scenie i nastała niezręczna cisza. Nikt sie nie odzywał z niewiadomych powodów.
-Too...czyj głos najbardziej lubisz?-Harry uśmiechną się.
-Louisa.
-Serio?!-Wrzasna zachwyconu Louis.
-No jasne moze i spiewasz mało ale bosko.
Louis zaczą sie cieszyc jak głupi. Widać jednak było, że Harry wyraźnie posmutniał. Przez cały czas rozmawiałaś z Louise. Chłopaki patrzyli na was tak słodko. Louis nagle chciał poiwedzieć ci coś ważnego dny nagle przyszedł ochroniarz.
-Ok czas miną.
-Miło było z wami tu tak posiedzieć, spełniłam marzenia.
Każdy cię pocałował w policzek oprócz Louisa. On stał i patrzył do przodu. W koncu podbiegł do ciebie, chwycił ice za rękę i dał ci karteczkę z jeg numerem telefonu. Miałaś zadzwonić jak bedziesz w domu. Usmiechnełaś się i poszłaś po swoje auto. Pojechałaś do domu i od razu usiadłaś na fotelu. Wybrałas numer Louisa i zadzwoniłaś.
-Hej Lou.
-Myślałem, że nie zadzwonisz.
-No coś ty. A co mi chciałeś powiedziec?
-To nie jest rozmowa na telefon.
-Masz czas jutro?
-Nie bo wież trasa i ja zaraz wylatuję do Francji.
-To szkoda.
-Otworzysz drzwi?
-Co?
Podesżłaś do drzwi i je otworzyłaś. Stał wn ich Louis. Wbiegł do domu z 3 walizkami. Kazał ci się zaprowadzic do twojego pokoju. Wszedł odn iego i spakował ci wszystkie rzeczy. Oddał ci walizki i stał usmiechniety.
-O co chodzi?
-Pojedziesz ze mn...nami?
-Najpierw powinieneś zapytać a nie pakowac mnie!-Zaczełaś sie głośno smiać.
-Ah no tak, to chodź bo sie spóźnimy.
Przed twoim domem wystawił tabliczkę 'na sprzedaż' nie wiedziałaś o co mu chodzi. Wsiadłaś do jego auta i pojechaliscie na lotnisko. Louis wzia twoje walizki a ty wsiadłaś . Przez cały czas byłaś w szoku. Usiadłaś na fotelu i zapiełaś pasy a za chwilę Lou usiadł obok ciebie.
-Co jest?
-Ja sie boję latać...
-Nie bój się jestem tu.
Louis cię przytuliłdo siebie i od razu było ci lepiej. Za wami usiadł Harry i Liam a przed wami Zayn i Niall. Gdy zaczeliście startować Louis cię automatycznie przytulił. Potem już sie tak nie bałaś bo nie było czasu na strach.
-Toooo...
-Niall nie.
-No ale jak...
-Powiem ci później.
Patrzyłaś na nich i nie wiedziałaś o co chodzi. Miałaś chęć zasnąć. Bałaś się jednak, że coś się stanie. Oparłaś głowę o okno i przymknełaś oczy. Przespałaś sie chwilkę a gdy otworzyłaś oczy Louisa obok ciebie nie było. Prawie podskoczyłaś z fotela. Jednak zaraz usiadł obok ciebie Harry.
-Lou poszedł po herbatę nie bój się.
Loczek obją cię ręką. Jednak zaraz przyszedł Louis i dziwnie na niego popatrzył po czym Harry wstał. Louis usiadł obok ciebie i wręczył ci herbatę.
-Proszę.
-Dzięki Lou.
-Jeśli chcesz spać to mamy tam dalej łóżka.
-Na prawdę?
-Tak zaprowadzę cie tam.
Ucieszyłaś się, że będziesz mogła się przespać. Wypiłaś herbatę i ju mieliście iść gdy nagle Louisa zawołał Simon. Usiadłaś spowrotem. Oczy same ci się zamykały.
-Zaprowadzę cię chodź.
-Dzięki Hazz.
Wstałaś i podałaś Harremu rękę. Zaprowadził cię do pokoju z 2 osobowym łóżkiem.
-Jeszcze raz dziękuję.
-Nie ma sprawy.
Staliście z Harrym patrząc na siebie. To była niezręczna sytuacja. Próbowałaś unikać jego wzroku. Nagle jego usta zaczeły się zbliżać do twoich. Nie wiedziałaś co masz robić. W ostatnim momęcie odepchnełaś Harrego.
-Przepraszam Harry ale nie moge.
-Masz chłopaka?
-Nie.
-To o co chodzi?
-Po prostu nie mogę.
Za chwilę przybiegł Louis. Przytulił cię a Harry wyszedł z pokoju. Zaczą ci tłumaczyć co gdzie jest.
-Ok toty śpij a ja idę.
-Dobrze.
Nagle cos potrząsneło samolotem. Upadłaś ale Louis cię złapał i razem opadliście na łóżko. Prestraszyłaś się okropnie i mocno go przytuliłaś.
-Louis...
-Nie martw się mamy dobrego pilota.
Louis już miał wychodzic ale zawołałaś go cicho. Nie wiedziałas czemu tak się stało. Myślałaś tylko, że sie boisz i lepiej by było gdyby Louis został. Niechcący powiedziałaś wszystko na głos. Louis odwrócił sie i uśmiechną. Położył się obok ciebie i przykrył cię kołdrą. Leżał w jednym miejscu nie ruszając się. Był przerażony, że zrobi coś źle lub dziwnie się poszujesz. Jednak ty objełaś go i zasnełaś. Gdy sie obudziłaś nie byłaś juz w samolocie. Byłaś w domu. Wszędzie na ścianach były albumy chłopców. Po kilku minutach domyśliłaś się, że to dom Louisa. Za chwilę uchyliły się drzwi sypialni i ujrzałaś w nich Harrego.
-Przepraszam.
-Ale za co? I gdzie Lou?
-Louis musiał cos załatwić zaraz będzie i przepraszam, że sie tak narzucam...
-Oj Harry to nie o to chodzi, że się narzucasz tylko nie jestem teraz gotowa na związek.
Harry cię przytulił i wyszliscie do kuchni. Harry zrobił przepyszną jajecznicę i zaraz potem wrócił Louis. W ręku trzymał bukiet czerwonych róż. Miałas głęboka nadzieję, że są one dla ciebie. Louis podszedł do ciebie i wręczył ci je.
-A za co to?
-Bez okazji, to idziemy zwiedzać?
-Chętnie tylko się ubiorę.
Poszłaś do pokoju w którym leżała twoja walizka. Długo się nie zastanawiałaś i ubrałaś TO:
https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSut6lMq18Qmxgejhm2eeHdCoGoQlLGLODGOVmJHmtekfuD6SWL
Gdy wyszłaś do Louisa Harry od razu zagwizdał. Roześmiałaś się i wyszłaś z Louisem. Chodziliście po całym mieście. Nagle w dość szybkim czasie zrobił sie wieczór. Było ci zimno. Louis jednak zauwazył to i dął ci swoja bluzę. Usiedliście na ławce w parku i rozmawialiście. Siedzieliście wpatrzeni w swoje oczy.
-Może pójdziemy dzisiaj na imprezę?
-Z chęcia z tobą pójdę.
Louis uśmiechna się i podał ci ręke. Chwyciłaś go za nią i poszliście do domu. Ty szybko przebrałas się w to:
https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQaLvXc1h31vM-I2gbZC-GsT141vaYYKSMIdwYkzBElviImMkIZ
Natomiast Louis przebierał się dość dłużej niz ty. Jak wyszedł z łazienki wyglądał...WOW. Gapiłaś się na niego i myślałaś co ty teraz robisz. Dawniej crazy mofos a teraz?! Idziesz na imprezę z Louisem? Świat jest pokręcony. Louis podał ci ręke i wyszliście. Wsiedliście do jego auta i ruszyliście. Przez cała drogę Louis nie odezwał się słowem. Kiedy byliscie na miejscu otworzył ci drzwi. Wysiadłaś i poszliscie na imprezę. Było tam tylu ludzi...wszyscy grali jakąś role w czyimś życiu...byli sławni.
-Louis czy ja tu na pewno mogę wejść?
-No jasne chodź, dlaczego nie?
-Tu są same sławy.
-Skąd wież, że nie długo ty nei bedziesz sławna?
-Bo wiem.
Louis uśmiechna sie i tak po prostu wyciągna cię na parkiet. Ani ty ani Lou nie tańczyliście z nikim innym. Cała noc razem. Do domu wróciliście bardzo późno. Ku waszemu zdziwieniu był tam Niall.
-Ej stary co ty tu robisz?
-Zgubiłem klucze do siebie.
-A skąd masz moje?
-Dorobiłem.
-*faceplam*
Zmęczona poszłaś do sypialni w której miałaś spać. Chciałaś juzsie przebrać i do nich wrócić gdy nagle uświadomiłaś sobie kim byłaś. Miałaś czerwono czarna pidżamę z 1D. To był koszmar. Musiałaś sie w nią ubrać. Przebrałas sie i wyszłaś do chłopaków z głupią miną. Louis zaśmiał sie i szybko zakrył usta a Niall spadł z kanapy ze śmiechu.
-Crazy mofos hahahaaha
-Kiedys Directioner ale jakis idiota tak napisał!
-Ale mój crazy mofos!-Wrtącił się Louis.
Usiadłaś na kanapie i Lou automatycznie cię przytulił. Wtuliłaś się w niego i z obrażoną mina siedziałaś. Jednak nie mogłaś tak długo bo chciało ci sie śmiac.
-No już dobrze crazy mofos nie obrażaj się.
-Zamknij się!
Niall uklękną przed tobą i chwycił cię za rękę po czym ja pocałował.
-Czy kiedykolwiek mi wybaczysz?
-Niall na ciebie się nei da gniewać.
-Widzisz Louis jak działam na kobiety?!
Kopnełaś go delikatnie aby się przewrócił. Usiadł obok ciebie i właczył jakis film. Louis był troszkę zawiediony. Nie wiedziałaś jednak cyzm. Miałaś juz go o to zapytać gdy nagle zgasło światło. Wtuliłaś się mocniej w Louis. Na ekranie telewizora pojawił się napis 'Droga bez powrotu 5' zamarłaś. Nienawidziłaś horrorów a tego zwlaszcza. Był ochydny! Nagle coś chwyciło cię za ramię od tyłu. Podskoczyłaś i wysypałaś popcorn. Zaczełaś psizczeć i usłyszałas śmiech Nialla. Nie mogłaś mu tego odpuścić. Zaczełaś go gonic aż do sypialni.
-Przepraszam...
-Zabiję cię!
-Oj chodź oglądać bo Lou na ciebie czeka.
Niall obją ice ramieniem i wyszliście. Gdy weszliscie do pokoju Louis automatycznie wyszed z wymówką, ze musi iść spać. Popatrzyłaś na niego i chciałaś za nim iść. Nie wiedziałaś jednak czy dobrze zrobisz. Usiadłaś na chwilę na kanapie i zaraz wstałaś. Pobiegłaś do pokoju Louisa.
-Ej co jest?
-Nic jestem zmęczony.
-Ale...
-Idź oglądać spokojnie.
Jak kazał ci Louis wyszłaś z jego pokoju i skierowałaś sie na kanapę w salonie. Niall oglądał juz horror. On to chyba uwielbiał. Usiadłaś i co chwilę zakrywałas oczy. Po Horrorze Niall poszedł spokojnie spać. Jednak ty nie mogłas zmróżyć oczu. Wstałaś i poszłś do sypialni Louisa. Zapukałaś cicho i weszłaś. Louis sie przebódził.
-Lou...
-Tak księżniczko?
-Ja sie boje spać sama.
-Kładź sie tu a ja będę na fotelu.
-Dzięki.
Położyłaś się na łóżku Louisa. Prawie zasypiałas gdy nagle trzasneło okno. Ogromnie się przestraszyłaś i usiadłaś. Louis podszedł do ciebie ledwo żywy i położył się obok. Przytulił cię i szepna ci tylko do ucha 'Przy mnie jesteś bezpieczna'. Z Louisem zasnełaś automatycznie. Rano obudziłaś się przed Louisem. Wstałaś z łóżka i patrzyłaś na niego. Nagle on otworzył oczy. Strasznie ci sie zrobiło głupio.
-Przepraszam...
-Ale za co?
-No wież...
Louis wstał z łóżka i chwycił cię w biodrach. Zrobiło ci się gorąco i stado motyli wariowała w twoim brzuchu. Przez długą chwilę tonełaś w jego niebieskich oczach gdy nagle wasze usta się zbliżyły. Nie wiedziałaś czy masz to zrobić. Odskoczyłaś. Spuściłaś głowę i zeszłaś na dół. Louis nie wiedział co ma zrobić. Za chwilę i on jak gdyby nigdy nic zszedł na dół i się przywitał.
-Dawno graliśmy w butelkę!-Wrzasna Harry gdy już wszyscy byli.-Może zagramy?
-No nie wie...
-Jasne!
Usiedliście w kółku. Siedziałas obok Liama i Nialla. Harry kręcił. Wypadło na Zayna.
-Pocałouj [t.i] w policzek.
-Bez problemu.
Zayn przybliżył sie do ciebie i cię pocałował. Zakręcił butelka i wypadło na ciebie.
-Pocałuj Louisa w usta!
-Zayn nie masz co wymyślać?!
-Szybko!
Podeszłaś do Louisa i nachyliłaś się nad nim. Miał niezadowoloną minę. Musnełaś jego usta i oddaliłaś się trochę. Popatrzyliście sobie w oczy. Musiałaś to zrobić...pokazać mu, że go kochasz. Patrzyliscie na siebie gdy nagle ty złączyłaś wasze usta w namiętny pocałunek.
-No wiedziałem!
Oderwaliście się od siebie a na twarzy Louisa pojawił sie piękny usmiech.
-Dlaczego wtedy odeszłaś?
-Sama nie wiem...-Łzy zaczeły spływać pojedyńczo po twoich policzkach.
-Nie płacz proszę.
Louis cię mocno przytulił. Wstliliście się w siebie i graliście dalej. Nadal wypadło na ciebie. Tym razem miałaś pocałować Nialla.
-O nie.
Louis chwycił cie za rękę i pobiegł z tobą do pokoju. Usiadł na łóżko i pociągną cię do siebie. Siedziałaś na jego kolanach. Lou zaczą cię całować po szyi.
-Czekałem na to.
-Ja też.
Za chwilę do pokoju Louisa weszła szczupła brunetka. Dziwnie na was popatrzyła. Szybko wstałaś z kolan a ona jkaby cię tam nie było przytuliła Louisa.
-Hej Lou!
-Hej.
-Te wczorajsze kwiaty były piękne.
Łzy zaczeły ci napływać do oczu. Gdy ona przytulała się do Louisa serce pękało ci na miliony kawałków. Wybiegłaś do łazienki i zamknełaś się tam.
-Ale ja ci nie wysyłałem żadnych kwiatów!
-A od kogo one były?
-Nie wiem ale ja mam dziewczynę.
Louis pobiegł za tobą do łazienki. Pukał w drzwi i krzyczał ale ty siedziałas i płakałas.
-Wszystko ci wyjaśnie tylko otwórz proszę...
-Nie.
-Otwieraj te cholerne drzwi!
Przestraszyłaś się trochę i otworzyłaś drzwi. Louis podszedł do ciebie, chwycił cię za nadgarstki i przycisną do ściany.
-To nie były kwiaty ode mnie.
-Puść mnie!
-Nie wypuszczę cię dopóki tego nie zrozumiesz.
-Czemu ci tak na tym zależy?!
-Bo cię kocham!
Louis cię pocałował. Nie byłaś już zła ale nie wiedziałaś dlaczego. Byłaś przepełniona szczęściem.
-To nie były kwiaty ode mnie...-Louis powiedział to po raz 2 tylko delikatnie.
-Ufam ci.
Louis puścił twoje ręce. Zeszłaś na dół a brunetka od razu rzuciła się na ciebie.
-Przepraszam ja myslałam...
-Nic się nie stało.
-Jestem Eleanor.
-A ja [t.i].
Usiedliście z Louisem na kanapie i włączyliście film. Wtuliliście się w siebie a reszta już nie miała znaczenia. Mogło by się palić ale wy widzieliście tylko siebie.

Mam nadzieję, że sie podoba.
Był pisany na szybko ^.^
Wasze komentarze wiele dla mnie znaczą więc komentujcie i piszcie z kim kolejny imagin ^.^
Z góry przepraszam za błędy ale szybko pisze i robię ich sporo ;pp/Tomlinsonowa

I cześć imagina o... (zgadnijcie)

 I część imagina o ...... (musicie zgadywać)

Kolejny nudny, monotonny dzień. Czy mówiłam wam kiedyś jak bardzo nienawidzę szkoły? Nie? W takim razie mówię to teraz. Zawsze zastanawiałam się dlaczego oni mnie tak nie lubię. Czy ja robię coś źle? Muszę przyznać, że dobrze się uczę, ale czy to jest coś złego? Zawsze byłam pośmiewiskiem. Nie wytrzymam tego dłużej. Przyszłam do domu i weszłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa i weszłam na jeden z portali społecznościowych. Założyłam na nim konto. Po chwili otrzymałam pierwszą wiadomość od  unknown1122.
"Hej jak się masz?"
"Niezbyt fajnie, a ty?"....
I tak zaczęła się nasza rozmowa. Przyjemnie mi się z nim rozmawiało. Był miły. Może to dlaczego, że mnie nie zna? Może gdyby mnie zobaczył wszystko potoczyło by się inaczej? Nie wiem, wiem, że jutro kolejny męczący dzień [...]

Następnego dnia:

Szkoła. Najgorszy wynalazek jaki mógłby ktokolwiek wymyślić. Idąc do szkoły rozmyślałam nad miłością. Jest jak tama, jak tylko przez jedną szparę przedostanie się odrobina braku zaufania, niewierności i braku szacunku w naszej słabiej tamie pojawiają się coraz większe szpary, a w końcu nasz tama zwana miłością pęka przez co uwalnia się coraz więcej bólu, smutku, żalu i nienawiści. To przez niego świat przestał być kolorowy. Kiedy z nim byłam nie przejmowałam się wyzwiskami i tym, że dla ludzi w szkole byłam nikim. Idąc parkiem wpadłam na kogoś. Przyjrzałam mu się dokładnie był to mój były. Przyglądał mi się, ale chyba mnie pamiętał.
-Boże [T.I] to naprawdę ty?- spytał szeptem. Nie wiedziałam co mam z tym zrobić, uciec, zostać i wysłuchać co ma mi do wypowiedzenia czy olać go tak jak on mnie olał? Postanowiłam zostać.
-Tak Zayn, czego ode mnie chcesz? ......



Jak chcecie kolejną część. Proszę komentujcie to dla mnie wielka motywacja......
PS: Piszcie w komentarzach kto według was jest naszym Nieznajomym.

                                                                                                                         ~Barbie





niedziela, 28 lipca 2013

Heeeejka!

Hej!
Mam na imię Kinga i mam 13 lat :>
Directionerką jestem od 3 lat :)
Shippuję Elenor ponieważ ufam chłopcom.
Nie posiadam ulubieńca ponieważ kocham ich wszystkich i myślę, że gdyby natrafiła by mi sie okazja bycia z którymś z nich nie wybrała bym nikogo.
Piszę imaginy już dość długo i mam podobno wprawę xx
Jutro dodam wam kilka imaginów.
Jesli to przeczytaliście piszcie w kom z kim :*/Tomlinsonowa

Nauczyciel angielskiego Liam Payne - 4/5

Czas na kolejną część... Już przedostatnią...
Jeśli mi się uda skończę w ciekawym momencie...
Mam nadzieję że wrócicie po ostatnią część i inne opowiadania.
W trakcie tworzenia jest także z punktu widzenia Liasia.
Jeśli ktoś chce informacje o kolejnych imaginach to niech nas obserwuje lub pisze do nas na e-mail:
onedirectionforeverinpoland@gmail.com 
Mam nadzieję że trzy poprzednie części wam się podobały...
Czas na kolejną. To już 4. 
He he... Mam nadzieję że uśmiejecie się tak bardzo jak my gdy to pisałyśmy :)
Miłego czytania...
Pisząc tego imagina słuchałyśmy wielu piosenek. Kilka już dałam. Czas na kolejne :



A ta część jest zamieszczona dziś specjalnie dla Adminki Tomlinsonowej z fb ('Louisem Jaram się bardziej, niż on Marchewkami ;3')

Piosenka 1 ;**
Piosenka 2 *.*

You're insecure
Don't know what for
You're turning heads when you walk through the do-o-or
Don't need make-up
To cover Up
being the way that you are is eno-o-ough - What Make You Beautiful 

Hey girl, I’m waiting on ya
I’m waiting on you
Come on and let me sneak you out
And have a celebration, a celebration
The music up the window’s down - Live While We're Young





           Chciałam krzyczeć "On jest mój. Dotkniesz go a zginiesz" ale nie mogłam, on był mój... Ale był też moim nauczycielem. A przez to co było między nami mógł pójść do więzienia... A to była ostatnia rzecz na świecie jakiej pragnęłam. Zniosłabym to że miałabym go więcej nie zobaczyć ale nie zniosłabym zniszczenia mu życia z tych dwóch okropnych opcji wybrałabym tą pierwszą jeśli nie było by innego wyjścia. Ale ona powiedział że odejdzie z pracy po powrocie z wycieczki, a potem miesiąc rozłąki i będziemy mogli być razem. Nie ukrywając się przed światem...
Gdy autobus się zatrzymał nie świadomie chwyciłam rękę Li lecz nikt tego nie widział na szczęście. Gdy rozdali nam klucze do pokoju ucieszyłam się iż miałam pokój obok Li. Lecz jednak to ciągle był pokój obok a nie z nim. Miałam ochotę płakać i nie przestawać. Po co ja jechałam... Przecież wiem - żeby go codziennie widzieć. Żeby cieszyć się jego widokiem... Weszłam do pokoju i zobaczyłam róże na stole, a w nich karteczkę "Wiem że nie powinienem, ale mój kolega jest tu menadżerem - osobiście je przyniósł - Kocham Cię, twój na zawsze... Przepraszam za te pokoje." Ucieszyłam się... Wiedziałam że było mu przykro mnie zresztą też, pani Crasky miała prawie pięćdziesiąt lat i ważyła niecała dziewięćdziesiąt kilogramów - on by z nią nie mógł. A na dodatek. Ona zasypia o dziewiętnastej - do czego sama nam się przyznała. A Liaś chodzi spać po północy. Do dwudziestej zwiedzamy miasto i mamy zajęcia. Potem kolacja. Pani Crasky pójdzie spać, a on będzie ze mną esemesować...
A wiec ubrałam sobie miętowe rurki, bluzkę z sercem, do tego bejsbolówka, miętowe baleriny, i czarna torebkę.
           Rozpakowanie zajęło mi pół godziny i tak musiałam się w takim czasie rozpakować iż była zbiórka, gdy Li mnie zobaczył przygryzł wargę i posłał mi złowieszcze spojrzenie. Nie mogło byś mniej seksownie. A przynajmniej nie dla mnie. Miałam spodnie do kostek, bluzka prawie nie ukazywała mojego dekoltu... Bejsbolówka dopełniała całości... A zwykłe złote bransoletki były w końcu tylko bransoletkami. Co bym musiała założyć by on się nie złościł HABIT?! "No kochanie, proszę, nie złość się" - mówiło moje spojrzenie... Na co on się tylko uśmiechnął...
Na zbiórce otrzymaliśmy plan na nadchodzący tydzień. Dziś w planach mieliśmy wieżę Eiffla, katedrę Nother-Dame oraz Łuk Triumfalny, potem zajęcia z jakimś wykładowcą Angielskiego. A resztę dnia mieliśmy wolną... Pod warunkiem że profesor skończy przed dwudziestą. No cóż - całkiem fajnie, byle tylko mogłam się trzymać blisko Liasia... Wiedziałam jednak że muszę zachować jakiś stosowny dystans...
Gdy wróciliśmy do pokoi była 21.20. Po szlam się umyć. Gdy wyszłam z wanny była 22.00. O 22.40 ktoś zapukał do drzwi to był nie kto inny tylko Harry Stylies. Co on chciał u mnie w pokoju a do tego o tej porze.?!?
- Słucham...
- Eee... - odpowiedział - chyba nie ten pokój.
- A kogo szukasz - zapytałam, jakim sposobem ja byłam taka spokojna...
- Koleżanki - odpowiedział najzupełniej w świecie...
- No to ci nie pomogę, mam sama pokój - powiedziałam i zamknęłam drzwi...
Za 5min dostałam esemesa od Li kto o tak późnej porze do mnie przychodzi, ja na to ze Harry Styles pomylił drzwi.
- Że kto - zapytał, a ja nie wiedziałam co o tym myśleć.
- Harry Styles - odpisałam.
- No dobrze ale co on stamtąd chciał - zapytał.
- Szukał koleżanki - odpisałam - a skąd wiesz że ktoś u mnie był - napisałam kolejnego esemesa...
- Słyszałem rozmowę - odpowiedział. - Lepiej idź spać - dostałam kolejnego esa...
- Dlaczego?
- A patrzyłaś na plan? Jutro pobudka o piątej trzydzieści.
- To lepiej pójdę - napisałam, uprzednio sprawdzając plan.
Następnego dnia wstałam o 4 bo nie mogłam spać po pewnej chwili dostałam esemesa
-Czemu już nie spisz?
- Skąd wiesz ze nie śpię?
-Bo mamy łózko obok siebie ale przez ścianę się nie widzimy a tu są akie cienkie ściany ze wszystko słychać.
- Ok. Nie mogłam spać bez ciebie.
- Czemu mnie tak kusisz?
- Nie kusze cie ok ja się idę przygotować.
Dzisiaj było ciepło wiec ubrałam sukienkę do kolan i baleriny pod kolor sukienki oraz wzięłam białą torbę
Wyszłam z pokoju pięć minut przed zbiórką, dziewczyny się do mnie dobijały esemesami. Ale ja nie miałam ochoty wychodzić. Ale jak mi napisały że jedna z opiekunów za raz po mnie przyjdzie byłam przy drzwiach w dziesięć sekund...
Jednak tym opiekunem okazał się mój Liaś...
- No proszę, wyszłaś w końcu. Bałem się że coś sobie zrobiłaś... No i jak ty się ubrałaś...
- Ale co jest nie tak, jestem poplamiona?
- Nie, po prostu wyglądasz ślicznie i ponętnie szepnął gdyż byliśmy już prawie przed recepcją gdzie wszyscy na nas czekali. A właściwie na mnie.
- Znalazłem zagubioną - powiedział jak byliśmy już blisko.
- Całe szczęście - powiedziała pani Crasky - No to chodźmy...
Gdy wyszliśmy z budynku, okazało się że jest jeszcze cieplej niż się spodziewałam... Szłam trzy osoby za Liasiem... Obserwując go, ale nikt nic nie podejrzewał wszyscy myśleli że podziwiam widoki, tak jak inni...
Dotarcie do celu zajęło nam pół godziny. Stanęliśmy przed bardzo rozpoznawalnym trójkątem – wejściem do Luwru... O matko od dawna chciałam go zwiedzić... Marzyłam o zagłębieniu się jego korytarzach...
            Gdy tak go zwiedzałam weszłam do jakiegoś ciemnego pomieszczenia błąkałam się nie mogłam znaleźć wyjścia. Nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek i złączył nasze wargi. Lecz ja się nie oderwałam od nieznajomego gdyż poczułam perfumy Liasia. Po oderwaniu się od niego powiedziałam ze tego mi brakowało.
- Wiem - odszepnął mi do ucha... - Jak dobrze że tu jest ciemno.
- A skąd wiedziałeś że jestem tu sama?
- Widziałem jak wchodziłaś... A wcześniej nikogo tu nie było - odparł.
- A co jeśli ktoś nas zobaczy? - zapytałam
- Tu tu jest ciemno...
- No ale co z tego, może mieć latarkę.
- Przecież tylko rozmawiamy - odparł najspokojniej w świecie.
I nagle jak na zawołanie do pomieszczenia weszła pani Crasky...
- Jest tu ktoś - zapytała... Liaś zatkał mi usta i pociągnął mnie pod ścianę. Bałam się że pani Crasky naciśnie jakiś guzik, zaświeci światło i nas zobaczy. Ale ona tylko zawołała i wyszła... Odczekałam jeszcze chwilę i zapytałam:
- Skąd wiedziałeś że nie zaświeci jakiegoś światła...
- Bo znam Luwr - odparł - jestem tu już po raz trzeci i wiem że tu nic nie ma, ani światła ani żadnej wystawy.
- Pewnie często się tu całujesz z dziewczynami - zaczęłam się droczyć...
- Nie jesteś pierwsza. Ale już się tu kiedyś ukrywałem...
- Ukrywałem się przed znajomymi.
- Spoko czekaj dostałam esa. To dziewczyny pytają gdzie jestem wyjdę i opisze im jakiś obraz a później tobie dam znać ok?
-Ok.
Tak zrobiłam jak postanowiłam. Wyszłam i opisałam dziewczyna obraz gdy do mnie przyszły dałam znać Li, gdzie jesteśmy na szczęście wtedy kończyło się zwiedzanie wiec Payn po nas przyszedł. - Wracamy... - oznajmił - teraz obiad. Jaką restauracje proponujecie...
Dziewczyny nie zastanawiały się długo nad wyborem restauracji... Miały już jedną upatrzoną, zamawianie dań też nie zajęło im dużo czasu...
Do hotelu wróciliśmy przed dwudziestą. Po Luwrze i obiedzie mieliśmy trzy godziny w centrum handlowym. Kupiłyśmy kilka ciuchów i pełno bransoletek.
               Kolejne dni minęły niespostrzeżenie w końcu nadszedł ostatni dzień naszego pobytu w Francji. W czasie wiele się nauczyliśmy ale jeszcze więcej zwiedziliśmy i kupiliśmy. Liaś każdego dnia tęsknił bardziej, zresztą ja też. Prowokowały go już nawet głupie czarne rurki z szarą bluzką na której była wielka złota litera L..., oraz czarne szpilki sandałki... Zresztą to tak jak mnie jego zwykłe rurki i bluza z kapturem - tęsknota była ogromna i jeśli mielibyśmy tu spędzić kolejny tydzień to nie dalibyśmy rady.
Gdy wracaliśmy znowu siedziałam kolo Li. Tym razem dla tego ze się źle czułam, gdy zasypiałam czułam zmartwione spojrzenie Li. Po powrocie do domu mamy nie było. Z resztą jak zwykle ona bywa na 2-3godziny w domu.
Gdy napisałam Li że jestem sama, ten stał pod moimi drzwiami po kilku minutach - czułam że się martwi. Nie chciałam by był smutny - zaprosiłam go do środka. A ten ledwo przekroczywszy próg, zamknął i zakluczył drzwi wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju... Rozebrał mnie zostawiając samej bieliźnie, podał mi moją piżamę ale kazał jej nie ubierać. Sam natomiast poszedł do mojej łazienki, odkręcił wodę po czym wrócił do mnie, znów wziął mnie na ręce i zaniósł do wanny. Ciepła woda, piani i Liaś - czego więcej mi było trzeba... Li zszedł na dół i wrócił z dwoma kieliszkami...
- Nie jesteś jeszcze pełnoletnia, więc nie ma tu alkoholu. Ale przynajmniej jest romantycznie - powiedział a na jego twarzy zagościł uśmiech...
- Dziękuję - powiedziałam przyjmując kieliszek...
Wzięłam długą i relaksującą kąpiel. Ale Linie spuszczał mnie z oka. Potem zaniósł mnie do łóżka i przykrył kołdrą. Sam poszedł i umył kieliszki, oraz odstawił je na miejsce zacierając wszelkie ślady... Wrócił do mnie i zapytał:
- Kiedy wraca twoja mama?
- Nie wiem, poczekaj - powiedziałam i wyciągnęłam telefon... Napisałam mamie esemesa, ta odpisała po kilku chwilach: "Bilet mam zarezerwowany na pojutrze. Ale jeśli mnie potrzebujesz to prze bukuję". Na co ja szybko odpisałam "Nie, byłam tylko ciekawa"... Po kilku chwilach znów otrzymałam wiadomość "Kocham cię"... "Ja ciebie też napisałam"
- Mama wraca pojutrze.
- To zostaję na noc. A ty śpij. Będę czuwał.
- Spokojnie nic mi nie jest.
- Tylko się zatrułam jakimś jedzeniem. Już mi lepiej. A ty się kładź spać – powiedziałam czule.- powiedziałam czule... Ale wiedziałam że on to wie. Tylko że był nadzbyt opiekuńczy...
Gdy się obudziłam była piąta rano, Liaś spał z głową na łóżku, ale całe ciało miał na podłodze. Delikanie go szturchnęłam, gdy to nie pomogło dałam całusa w czoło... Na co on szybko wstał...
- Coś się stało...?
- Nie, tylko dlaczego śpisz na podłodze? - zapytałam czule...
- Mówiłem że będę czuwał...
- Wiem, ale mogłeś się położyć na łóżku - odparłam...
- Nie chciałem ci zajmować miejsca - odparł spokojnie.
- Dla ciebie zawsze się tu znajdzie miejsce - powiedziałam...
- Lepiej już - zapytał nagle.
- Tak dziękuję - powiedziałam i pociągnęłam go do siebie - ale będzie lepiej jak...
- Zrobię to - powiedział i złączył nasze wargi...
- Tak, dokładnie. Stęskniłam się - powiedziałam.
- Ja też, nawet nie wiesz jak bardzo...
- Oj wiem, wiem Liaś... - powiedziałam słodko...
Leżeliśmy tak z półtorej godziny, on gładził moje włosy, całował mnie w czoło, usta, nos i szyję. Ja natomiast wtulałam się w jego tors, całowałam go w niego i wdychałam jego cudowny zapach...
- Kocham cię, wiesz - szepnęłam.
- Wiem, ja ciebie też...
Gdy wstaliśmy była jedenasta... Nic nam się nie chciało, nie mogliśmy wyjść by nas nikt nie zobaczył. Włączyliśmy więc jakąś komedię i przytuleni do siebie usiedliśmy na kanapie, nagle Liam powiedział:



Jeśli chcecie wiedzieć co powiedział Liam, musicie poczekać do przyszłego piątku. Bo chyba nie będę mieć czasu by wstawić wcześniej. Chyba że bardzo wam będzie zależeć i któraś z koleżanek przekaże mi bym wstawiła wcześniej....
Tak na marginesie - to już jest przed ostatnia część... Kolejna będzie końcem. Chyba że bardzo będziecie chciały to napiszemy ciąg dalszy ;**



autorka: Crazy Mirror 
współautorka: Crazy Carrots

sobota, 27 lipca 2013

Zapowiedź imagina o .... (nie mogę zdradzić)



Hejka, tutaj Barbie, która jak na razie leniuchowała, lecz postanowiła to zmienić. Zaczęłam pisać pewien imagin, ale kto będzie jego głównym bohaterem jest dla was zagadką. Oczywiście jedną z bohaterek będzie dziewczyna, mogę zdradzić, że nie jest zbyt lubiana, a do tego ma złamane serce... Jesteście ciekawi co się w nim wydarzy. Dowiecie się tego niedługo..... 

                                                                                                       
                                                                                                                              ~Barbie 

                                                                                                         

piątek, 26 lipca 2013

Chcecie może jakiś bromance?

Hej kochane siostry, mam taki pytanie - czy chcecie jakiś bromance?

A jeśli tak to który:
1. Larry.
2. Zarry.
3. Narry.
4. Lirry.
5. Ziall.
6. Niam
7. Zouis
8. Ziam
9. Nouis


Jeśli któryś pominęłam - a na pewno, bo nie śpię 20 godzin! To przepraszam i go dopiszcie w komentarzu. A jeśli wybieracie, któryś który ja napisałam to jakoś to odznaczcie, napiszcie "Zapomniałaś o xx" albo dajcie w nawiasie (xx)...

Buziaczki siostrzyczki. Muszę się wyspać w końcu...

~ Jagodowa

O kim chcecie? Teraz same zdecydujcie!


Hej... Postanowiłam że na koniec wakacji napiszemy coś co WY chcecie!
Właściwie, mam nadzieję że moje koleżanki też coś napiszą, ale ja na pewno.
A więc was pytam...

O którym z chłopców chcecie:
1. O Harrym.

2. O Louisie.

3. O Niallu.

4. O Liamie.

5. O Zaynie


Jaki ma być:
1. Romantyczny.
2. Smutny od początku do końca.
3. Wesoły ze smutnym fragmentem i wesołym zakończeniem.
4. Inny (napisz jaki)

Jak ma być:
1. Ma być od początku w zespole.
2. My dopiero założyć zespół.
3. Ma w ogóle nie być zespołu.

Gdzie ma poznać dziewczynę:
1. W parku.
2. W pracy.
3. Na lotnisku...

Jak długi ma być ten imagin?
1. Krótki (do pięciu stron A4)
2. Średni (5-10 stron A4)
3. (powyżej 11 stron A4)...
Zasada jest prosta 5 strona = 1 część...

Piszcie to mniej więcej tak: 3, 3, 2, 1.
Jeśli chcecie ominąć któryś punkt: 5, 2, -, 3,

Jeśli macie jakiś inny pomysł to w odpowiednim miejscu swój pomysł...
Jeśli moje koleżanki się dołączą napiszemy 3 różne imaginy, każdy spośród tych które będą najczęściej.
Najlepiej jeśli powtarzałaby się ta same sekwencja... W sensie np. pięc razy jest 3, 3, 2, 1
Ale jeśli tak nie będzie będę/będziemy wybierać po kolei te odpowiedzi których jest najwięcej (w sensie każdy podpunkt osobno)...
Jeśli będę pisała sama, napiszę 2 o ile mi się uda.

Zapraszajcie znajomych do głosowania. I czytania. Obserwujcie bloga.
Komentujcie inne imaginy...
Posyłajcie znajomym link i zachęcajcie do odwiedzin.








autorka: Crazy Mirror
współautorka: Crazy Carrots



PS. Czas na wybór macie do połowy sierpnia. Około 15 zacznę podliczać i dam znać o czym piszemy.
W najbliższych dniach zorientuję się czy moje koleżanki mi pomogą, ale jeśli Barbie się przyłączy na jej imagin poczekacie dłużej, bo w domu będzie końcem sierpnia.


czwartek, 25 lipca 2013

Zayn i ptrzepiekna [t.i] cz.2

Gdy doszlam do domu jak zwykle zjadlam obiad i siadlam do ksiazek. Zajelo mi to dwie i pol godziny. Pozniej postanowilam sobie zrobic dluga kapiel. Gdy wyszlam z wanny ubralam sie w pizame i polozylam sie do lozka. Mimo wczesnej pory nie mialam na nic ochoty. Zameczajac sie jakich idiotow bede musiala oprowadzic i byc na kazde ich zawolanie. Gdy wstalam, pierwsze co zrobilam to poranna toaleta, pozniej zaczelam wybierac w ciuchach, jako iz mam oprowadzac jakis debili wybralam obcisla czarna sukienke i czerwone szpilki, dobralam do tego kwiecista marynarke. Dtoga do szkoly zajela mi dwa razy wiecej niz zwykle, zastanawialam sie jakich nieudacznikow bede dzisiaj nianczyc. Nie dosc ze musialam sie nimi zajmowac to Ci nie umieli stawic sie wstawic na czas. Okazalo sie ze to dyrektorka, ich zatrzymala. Gdy tylko ukazali sie moim ocza, zalowalam wszystkich oszczerstw rzucanych przeze mnie w ich strone. Przede mna stanela piatka cudownych chlopakow. Byli to moi idole- Zayn, Liam, Niall, Louis i Harry. W moich plucach zabraklo tchu.
-To oni - powiedziala dyrektorka.
-Dobrze - odpowiedzialam, musialam zachowac powage. Zalowalam iz moj stroj mowil "Nie twoja liga", skrycie liczylam ze tym podjudze Zayn'a.
-To zaczynamy ? -spytal Niall
-Jasne- pokiwalam glowa.
Chcialam ruszyc, ale zdziwienie odebralo mi umiejetnosc chodzenia na wysokich obcasach. Podknelam sie i wyladowalam w ramionah Hazzy. Zayn poslal mu wymowne spojrzenie.
-Hej slicznotko. -powiedzial Loczek.- nie nos takich wysokich obcasow.
-Zazwyczaj umiem w nich chodzic- syknelam.
-Nie zlosc sie , bo zlosc pieknosci szkodzi.- odpowiedzial Styles.
-To idziemy czy rozmawiamy- warknelam na nich.
-Gadamy- powiedzieli chorem.
Popatrzylam na nich wrogo.
-No dobrze idziemy- powiedzial Liam.



Prosimy o szczere komentarze.

Crazy Carrots

O nas!

Więc blog ma już ponad miesiąc ale nikt nic o nas nie wie. A chyba trochę powinniście. A przynajmniej tyle by wiedzieć dlaczego się tym zajmujemy :)...
A więc, (jak na razie) jesteśmy w trójkę...
Każda z nas jest inna, każda z nas ma własne życie i własne sprawy... Każda z nas kocha ich za coś innego, ale wszystkie jesteśmy zgodne w bardzo ważnej sprawie: Że każdy z nich jest świetnym chłopakiem i każdy z nich zasługuje na taką samą ilość miłości. Mimo iż czasem powiemy że wybrałybyśmy np.: Louisa zamiast Harrego to następnego dnia kochamy ich tak samo...
Ich piosenki sprawiają że patrzymy na świat przez różowe okulary i wszystko staje się ładniejsze... Codziennie budzimy się i myślimy o tym by choć raz usłyszeć ich piosenkę a więc jesteśmy takie jak wy!



imię i nazwisko: Kamila Sinkiewicz
wiek: 13 lat 
miejsce zamieszkania: warmińsko-mazurskie
One Direction kocham za: 1D kacham, bo codziennie słuchając ich piosenek dostaje takiego mocnego kopa, żebym z uśmiechem rozpoczynała nowy dzień. kiedy słucham ich piosenek życie nabiera barw tęczy i wszystkie chwile, w których czekałam na follow spree, twitcamy, akcje o koncert w naszym państwie były najlepszymi chwilami w moim życiu. Ulubiony z piątki: Nie mam ulubieńca w 1D, bo wszystkich kocham równie mocno. Boli mnie kiedy widzę fankę, która chce zdjęcie Harrego czy Zayna, a omijają resztę. Jestem załamana kiedy widzę mojego idola, który płacze lub nie ma powodów do uśmiechu. Okropnie cierpie widząc takie zdjęcia. Nie mam ulubieńca też dlatego, że każdy z nich ma w sobie coś wyjątkowego i każdy z nich a w sobie moc, która mnie do niego przyciąga.
Coś o mnie: Jestem wariatką, która zawzięcie poszukuje ósmego koloru tęczy. Życie jest dla mnie czymś o co bym zawsze walczyła, bo to jest niezwykły dar. Kiedy rano budzę się nie mam ochoty by marudzić, że jest np. wczesna godzina, bo nie wiem ile mi jeszcze zostało tych godzin. Boję się, że kiedyś stracę dar życia. Czasami kiedy jest źle nie poddaję się, bo wiem, że rozpoczęłam okropnie trudną grę o nazwie "ŻYCIE". Moim celem jest dojście na kolejny poziom tej trudnej i skomplikowanej gry. Każdy dzień traktuję jak tor przeszkód. Jeżeli trafię w nim na ogromny mur, staram się go przeskoczyć i pokazać innym jak ważna jest wiara w siebie. Lubię komponować piosenki. Muzyka nie jest dla mnie tylko zapisem nut i zaśpiewanymi słowami. Muzyka jest dla mnie sensem. Jeżeli chodzi o przyjaźń to sądzę, że prawdziwy przyjaciel jest jak nasz anioł stróż. Zawsze kiedy nasze skrzydła opadają z sił i chcą się poddać, bo wiedzą, że nie polecą dalej on nas podtrzymuje na swoich i chroni nas od upadku. Przyjaciel powinien znać nas lepiej niż my sami, przyjacielowi powinniśmy umieć ufać. Zawsze powtarzam sobie
"Kiedy krzykniesz usłyszą cię wszyscy,
Kiedy powiesz coś normalnym tonem usłyszą cię bliscy,
kiedy będziesz milczał usłyszy cie twój przyjaciel"

Miłość- mam 13 lat, ale już trochę wiem. Według mnie miłość można było porównać do piony. Z początku oferuje i daje ludziom szczęście, ale przyjdzie czas, że zniknie i nic po sobie nie pozostawi. Nie mówię o wszystkich przypadkach, bo tak nie jest, ale można ją z pewnością tak porównać. Nie wiem czy potrafię o sobie jeszcze coś powiedzieć. Często kieruję się tym, że nasza skóra nie jest papierem, więc nie powinniśmy jej ciąć, a większość i tak się rani. Jeżeli chodzi o życie to traktuje je na poważnie, bo wiem, że jest okropne to, że można tak łatwo je stracić. Może to się wydać dziwne, ale kiedy byłam mała, bo miałam cztery latka widziałam ducha dziewczynki. Była po prostu piękna. Ubrana w różową sukienkę, jej lekko pofalowane, blond włosy opadały na jej ramiona. Uśmiechnęła się do mnie. Byłam wtedy w opuszczonym pałacu razem z siostrą i Asią, byłam mała nic nie rozumiałam. Zaczęłam więc krzyczeć, że chcę się pobawić z tą dziewczynką, ale tak naprawdę nikt poza mną jej nie widział. Ten pałac stoi tam do dziś. Ale wracając do historii. Moja siostra zmartwiła się tym, że to mówiłam. Wróciłyśmy do domu gdzie dowiedziałyśmy się o tym, że ta dziewczynka mieszkała tam, a zmarła, bo utopiła się w stawie, który był obok. W nocy często budziłam się, bo rysowałam jej portrety, które mam do dziś. Często odwiedzała mnie w snach mówiąc bym uważała. Chodziło o uważanie kiedy byłam nad wodą. A wiesz co najlepsze kiedyś prawie co się utopiłam. Po tym byłam w tym pałacu. Nie odważyłam się wejść do środka. Okno, w którym wtedy stała ona zostało zamurowane. Szepnęłam tylko dziękuję i wróciłam. Niedawno kiedy przechodziłam obok tego miejsca słyszałam krzyki, prośby o pomoc. Był to głos ślicznej blondynki. Do teraz słyszę wołanie o pomoc, a najgorsze jest to, że nie umiem jej pomóc. Tak to jest okropnie dziwne, ale tak było naprawdę. Często myślę o tym, że to może jest mój anioł stróż. Kto wie? Wiem jedno ta historia wiele mnie nauczyła. Teraz myślę, że napiszę coś czego w sobie nie lubię. Mianowicie nienawidzę moich oczu. Zmieniają one kolory, a mnie to przeraża. Czasami kolor moich tęczówek jest niebieski, czasami zielony, może być też brązowy odcień czy czarny. Kolory zaczęły mi się zmieniać w wieku czterech lat.
Ulubione piosenki 1D: Nie mam ulubionej piosenki i 1D, bo wszystkie dają mi ogromną siłę na rozpoczęcie nowego dnia i każda z nich pomaga mi wyjść z chwili załamania

Mój podpis: ~Barbie







imię i nazwisko: Natalia Markiel
wiek: 15 latmiejsce zamieszkania: małopolskie
One Direction kocham za: kocham chłopaków za to że pomimo wielkiej sławy są normalni. Że nie zwariowali na punkcie pieniędzy, że potrafią się dzielić i pomagać. Kocham ich bo są sobą i nie udają kogoś zupełnie innego... Są po prostu sobą, są szczerzy i prawdziwi. Ni udają nikogo innego.
Coś o mnie: Mam piętnaście lat i kocham One Direction, ale to już wiecie. Kocham króliki i marchewki - kiedyś przezywano mnie marchewka, dalej niektórzy tak do mnie mówią. Mimo młodego wieku wiele wiem i wiele potrafię. Nie lubię gdy ludzie udają kogoś kim nie są... Gdy grają by przypodobać się jakiejś grupie ludzi, którzy wcale nie są tacy jacy się nam wydają.
Lubię poznawać nowych ludzi choć tak naprawdę jestem nieśmiała i czasem nawiązanie kontaktu sprawia mi trudność....

Ulubione piosenki 1D: Kocham wszystkie ich piosenki, nie potrafię wybrać.

Mój podpis: Crazy Carrots




imię i nazwisko: Dominika Sieradzka
wiek: 16 lat 
miejsce zamieszkania: śląskie
One Direction kocham za: Hmm... Wiele by wymieniać. Nie da się zdefiniować tego co do nich czuję. Ja ich po prostu kocham. To jest taka czysta miłość - niczym nie wymuszona. Nie kocham ich bo kochają je miliony - nie jestem tego typu dziewczyną, moi znajomi to wiedzą. Kocham ich bo są sobą, nie starają się na siłę przypodobać. A jeśli ktoś im mówi że ich nie lubi to oni biorą to na klatę i pytają dlaczego, nie namawiają - oni po prostu chcą wiedzieć co o nich myślimy. Kocham ich za to że wspierają swoje fanki w walce, dopingują i wierzą w nas... Codzienne słuchanie ich piosenek sprawia że wiem że życie nie jest aż tab bardzo czarno-białe, że w życiu są też inne barwy. Ich piosenki dopingują mnie w dalszej walce. Ich słowa podtrzymują na duchu i dają wiarę na lepsze jutro. To że oni nie dyskryminują innych ludzi sprawia że można się od nich wiele nauczyć. Ból w ich oczach gdy widzą chorą fankę, gdy widzą smutną fankę... Albo gdy widzą smutnego człowieka, który albo nie wie kim oni są albo ich nie nienawidzi sprawia że wierzę iż są jeszcze na świecie ludzie którym zależy na bliźnim.
Coś o mnie: Hmm... Mam sesnaście lat i wiele przygód za sobą, ale mniej więcej w czwartej klasie podstawówki stałam się bardziej skryta, to że z miasta przeprowadziłam się na wieś - choć nie taką typową wieś - bardzo mnie zmieniło. Zauważyłam że mimo wielkiego postępu to tak naprawdę na wsi jest o wiele spokojniej, więc ja też się trochę uspokoiłam.... Czy to było dobre - nie jestem pewna. Bo to sprawiło że stałam się kimś, kim tak naprawdę nie jestem. Dużo czasu minęło zanim znów zrozumiałam że nie muszę się zmieniać, dopiero w drugiej klasie gimnazjum zaczęłam być bardziej sobą - choć nie tą samą co kiedyś... Nieliczne osoby znają moje prawdziwe oblicze. Nieliczne osoby wiedzą o mnie tak wiele że sama sie czasem boję. Są ludzie, a właściwie jeden człowiek który wie o mnie więcej niż ja sama o sobie wiem... I to wcale nie moi rodzice... Podobno łatwo nawiązuję znajomości - ale nie tak łatwo przyjaźnie. Bym kogoś nazwała przyjacielem musi minąć wiele czasu, musimy wiele razem przejść a ja muszę zrozumieć że ten ktoś jest wart tego by być mi bliski... Jestem bardzo skomplikowana.
W przyszłości chciałabym być pisarką, która odniesie sukces ale już teraz wiem że nawet jeśli będę zarabiała duże pieniądze to bardzo małą część z nich zobaczę - bo wiem że są ludzie którzy ich bardziej potrzebują. Mając 14 lat, zaczęłam pomagać innym - kocham to robić. I wiem że jeśli nie uda mi się pisać i z tego żyć moje życie będzie powiązane z pomocą bliźnim...

Ulubione piosenki 1D: Nie potrafię wybrać swojej ulubionej piosenki... Kocham każdą ich piosenkę, mam dzieni że słucham tylko jednej ich piosenki w kółko, ale to raczej dlatego że mam określony nastrój w ten dzień a ta piosenka go oddaje najbardziej - ale nawet w tym wypadku piosenki te się zmieniają.

Mój podpis: Crazy Mirror

środa, 24 lipca 2013

Nauczyciel angielskiego Liam Payne - 3/5

Długo czekałyście na tą część xD
Ale za oknem jest ponad 30 stopni Celsjusza, nie chce mi się siedzieć w domu cały czas.
Mam nadzieję że dwie poprzednie części wam się podobały...
Czas na kolejną. To już 3. Od przyszłego tygodnia zaczniemy pisać, w sensie na poważnie się za to weźmiemy. Już kilka razy zaczynałyśmy ale nigdy nam się nie udawało tego spisać :)
He he... Mam nadzieję że uśmiejecie się tak bardzo jak my gdy to pisałyśmy :)
Miłego czytania...
Pisząc tego imagina słuchałyśmy wielu piosenek. Kilka już dałam. Czas na kolejne :
Propozycja 1... ♥
Propozycja 2... ♦


A teraz fragmenty tych piosenek...:
Liam:
Lately I found myself thinking
Been dreaming about you a lot
And up in my head I’m your boyfriend
But that’s one thing you’ve already got
- I Would


Lookin' out a dirty old window, 
Down below the cars in the city go rushing by, 
I sit here alone and I wonder why. 
- Kids in America

I zdjęcie Liasia:


A teraz kolejna część imagina... Miłego czytania. Napiszcie komentarz jak wam się podoba.
(Kolejne 3 strony A4, TNR 12)





Podeszłam do drzwi i moim oczom ukazał się Liam, miał na sobie śliczną czarną podkoszulkę, która przylegała do jego ciała przez co było widać jego mięśnie...
- Już jesteś.
- Miałbym zmarnować choć chwilę z tobą? - odpowiedział zadziornie i zamknął za sobą drzwi.
Nie wiem kiedy wylądowaliśmy na moim łóżku, zupełnie nadzy.
- Liam, muszę ci coś powiedzieć - powiedziałam najbardziej poważnie jak umiałam.
- Masz chłopaka? Jesteś lesbijką - zapytał zaniepokojony, w jego oczach widziałam łzy.
- Nie, przecież już to robiliśmy...
- A więc o co chodzi? - zapytał jeszcze bardziej zmieszany, a po policzku pociekła mu łza - nie kochasz mnie...
- Li! Mogę - kiwnął głową więc zaczęłam - Gdy tylko cię zobaczyłam nie mogłam przestać o tobie myśleć. Chciałam cię uszczęśliwić... Kocham cię najbardziej na świecie. Dlatego muszę cię zapytać czy na pewno chcesz zrezygnować z pracy.
- Tak, to miał być tylko miesiąc. Minęły prawie trzy...
- Że co...
- Wytłumaczę ci po powrocie...
- Aleee...
- Kochasz mnie? - zapytał.
- Tak - odpowiedziałam.
- Ja też cię kocham, więc pozwól mi to wytłumaczyć po powrocie. Jeśli będziesz mnie nadal kochać.
- Dobrze...
Te dwadzieścia cztery godziny z Liasiem minęły mi szybko... Cały czas nie odstępowaliśmy się na krok... A z każdą minutą kochałam go mocniej...
W sobotę rano wstałam i zrobiłam śniadanie, potem usiedliśmy na kanapie i oglądaliśmy jakieś filmy.
Siedzieliśmy w samej bieliźnie gdy usłyszeliśmy przekręcanie klucza w zamku... Liam szybko wbiegł po schodach na górę. Ja wrzuciłam szklankę do zlewu a w drzwiach stanęła babcia.
- Cześć wnusiu
- Hej babciu. Co ty robisz tu o 7 rano
- A mama mi kazała ci świeże bułki przynieść jak będę szla do sklepu.
- Ok. Coś jeszcze bo chce się iść położyć, nie spałam dobrze w nocy - oczywiście skłamałam
- Nie to wszystko, już idę. Wyśpij się.
- Ok. Pa babciu - dałam jej buziaka w policzek.
- Pa wnusiu bądź grzeczna.
Jak tylko wyszła, zamknęłam drzwi, dosunęłam roletą na sam dół... W między czasie Liaś zszedł z góry, zdążył ubrać spodnie, ale koszulkę trzymał w ręce.
- Myślałem że to twoja mama.
- Też się przestraszyłam - powiedziałam, a po policzku pociekła mi łza...
- Nie płacz królewno - powiedział, podszedł do mnie i mnie objął - jeszcze trochę i nie będziemy musieli się ukrywać... - powiedział, bardzo miękkim i melodyjnym głosem, przez chwile pomyślałam że to ten sam Liam Payn co z zespołu One Direction, ale mój Liaś był zupełnie inny... Miał zielone a nie ciemnobrązowe oczy, miał inne usta i mówił w zupełnie inny sposób... Ciekawe że dopiero teraz, po kilku miesiącach zastanowiłam się nad zbieżnością nazwisk. Z resztą jakim cudem został by nauczycielem i nikt by się nie skapnął? Trudno nie będę się tym zamęczać.
- Chodź dokończymy śniadanie - powiedziałam.
-Ok. - Wziął i pocałował mnie czule. Nagle zadzwoniła mama ze nie będzie jej cały tydzień ponieważ sprawa się przeciągła. Ucieszyłam się.
Tylko że i tak mieliśmy z Li wyjechać w poniedziałek wieczorem i wrócić dokładnie tydzień później. Dawało nam to tylko dzień dłużej sam na sam. A to mnie wcale nie zadowalało. Czułam że coś stracę, że stracę tydzień z moim ukochanym, że zmarnuję tyle czasu. Tyle wspólnych śniadań i kolacji oraz nocy i dni... Bo nie będziemy sami będzie z nami dziewięć uczniów i trójka innych nauczycieli.
-Czym się tak zamartwiasz królewno.
-A mojej mamy nie ma cały tydzień.
-To chyba dobrze?!?
-Tak.
-To nad czym tak rozmyślasz.
-Bo ma dala nam tylko jeszcze jeden dzień.
-Nie martw się jeszcze cały tydzień.
-Ale tam nie będziemy sami.
-No tak. Ale nie martw się zabrakło dla 1 uczennicy pokoju a ja mam pokój 2 osobowy. Może uda nam się trochę czasu spędzić sam na sam. - Nagle zadzwonił mu telefon.
- Harry czego chcesz - usłyszałam szept Liasia, no nie on nazywa się Liam Payn i rozmawia z Harrym. Jaki zbieg okoliczności... Gdy usiadł koło mnie na kanapie, zapytałam mimowolnie...
- Harry? - podejrzenie że on jednak był tym Peyn'em wzięło w mnie górę, ale nie na długo...
- No właściwie... - zaczął - to tylko przezwisko, bo przypomina Pottera - skończył spokojnie. No i tak złudzenie że mój Liaś, to Liam Payn z zespołu One Direction prysło szybciej niż zaświeciło...
- Ah - odparłam rozczarowana...
Siedzieliśmy tak na kanapie przez kolejne kilka godzin oglądając filmy i relaksując się w swoich objęciach... Na dworze zaczęło się już ściemniać...
- Li idę się umyć.
- Eh zostanę sam.
- Tak ale tylko na 5 minutek później ci to jakoś wynagrodzę.
Gdy wyszłam z łazienki szukałam Li chyba się trochę dłużej kąpałam niż 5 minut. Znalazłam go w końcu śpiącego u mnie w łóżku. Wyglądał tak słodko w niewinnie ubrałam krótkie spodenki i bluzkę. Po chwili poczułam ucisk w tali zorientowałam się ze on tylko ściemniał z tym spaniem...
- Kłamałeś - powiedziałam.
- Tak, ale ty też, siedziałaś w łazience z dwadzieścia minut - powiedział i pocałował mnie w szyję... Potem mnie odwrócił i złączył nasze wargi... To był cudowny, słodki trochę truskawkowy pocałunek...
Wylądowaliśmy na łóżku, ale nic nie robiliśmy poza całowaniem się i spoglądaniem sobie w oczy...
- Mógłbym tak leżeć i patrzeć na ciebie, całe życie - powiedział nagle.
- No proszę, ja mam zupełnie tak samo - odpowiedziałam...
- Kocham cię - powiedział tak słodko że w moim brzuchu wariowały motyle, zaśmiałam się... - Co cię rozśmieszyło - zapytał z czułością.
- Przepraszam, jak tak mówisz to... Mam motyle w brzuchu - odpowiedziałam...
- To słodkie - odpowiedział i pocałował mnie - a jak tak robię to też...
- Nie - droczyłam się z nim, oczywiście że miałam...
- A tak, powiedział i przygryzł mi ucho...
- Ciągle nic... -tym razem były wyraźniejsze, ale byłam ciekawa jak daleko zajdzie
- A teraz - powiedział i opuszkami palców przejechał od obojczyka aż po biodra całując mnie bardzo namiętnie... Mimowolnie się zaśmiałam, co mnie zdradziło - Wygrałem - powiedział zadowolony z siebie i podciągnął mnie bliżej siebie... Tej nocy nie robiliśmy nic poza leżeniem i patrzeniem sobie w oczy aż w końcu zasnęliśmy...
Następnego dnia obudzilam sie bez niego oprocz mnie nie było nikogo w pokoju. W całym domu panowała cisza.. Zeszlam na dół z głową spuszczoną, ponieważ byłam bardzo przygnębiona. Ale nie na dlugo ponieważ zobaczylam go w kuchni calego w mące.
Postanowił przygotować mi niespodziankę i nie powiem całkiem mu się udało. Musiałam posprzątać całą kuchnię... Ale zrobił pyszne śniadanie - zapiekane tortellini z sosem serowym...
- Dziękuję, a jak to okazja - powiedziałam gdy już kończyłam jeść.
- Znamy się cztery miesiące, a od trzech jesteśmy razem - powiedział.
- O matko, zupełnie przez to wszystko zapomniałam. Przepraszam...
- Nic się nie stało. Dla mnie największym prezentem jesteś ty sama - powiedział i pocałował mnie nachylając się nad stołem przez co ubrudził sobie koszulkę...
Zaśmiałam się a on popatrzył na mnie i za moim wzrokiem powędrował na swoją koszulkę i plamę na niej. Szybko ściągnął ją z siebie i zamoczył.



Patrzyłam się na niego a on po prostu ja uprał – on nie mógł być Payn'em z One Direction, tamten Payn na sto procent sam nie uprał by swojej koszulki.. Dokończyliśmy jeść śniadanie. Później oglądaliśmy jakieś romansidła.
O 17 on musiał iść ponieważ nie był jeszcze spakowany. A ja postanowiłam zrobić mu w poniedziałek na złość za to ze mnie zostawił tak wcześnie. Zjadłam kolacje i położyłam się spać na drugi dzień ubrałam się w białą sukienkę do polowy ud, bardzo zwiewną i czerwone szpilki. Wyszłam z walizka i byłam po pół godzinie pod szkolą.
Stała tam już czwórka uczniów i wszyscy nauczyciele... Liam popatrzył na mnie i aż go zatkało. Sam też wyglądał bardzo przystojnie - miał na sobie brązowe rurki, czarną koszulę z rękawami trzy czwarte. Dorzucił do tego ciemnobrązowy szal a la arafata - przypuszczałam że dlatego iż zrobiłam mu kilka malinek na szyi... Miał też na sobie trampki... Koło jego nogi stała wielka walizka a na niej leżała jeszcze torba podróżna...
Gdy zebrali się wszyscy pani Crasky oznajmiła że przydzielili nas do pokoi - Liaś posmutniał, coś było nie tak.
- Jako iż dali nam za mało pokoi dla uczniów to musieliśmy coś wymyślić i takim sposobem Patryk będzie miał sam mój pokój a ja zamieszkam na ten czas z panem Payn'em - no nie, do oczu napłynęły mimłzy... Li popatrzył na mnie w jego oczach widziałam smutek i rozczarowanie a usta powiedziały bezgłośnie 'Przepraszam, nie miałem wpływu.'... Wiedziałam że nie mógł protestować bo wszystko wyszło by na jaw. Pan Shay poprosił bym poszła z nim po apteczkę i bilety do dyrekcji, ale zadzwonił mu telefon więc zamiast niego poszedł Li...
- Przepraszam, nie mogłem nic zrobić... - powiedział cicho jak weszliśmy do szkoły.
- Rozumiem, domyśliliby się...
- No właśnie - powiedział i pocałował mnie w policzek, całe szczęście że szkoła była pusta a wyjazd przenieśli z wieczora na ranek. No i w szkole nie było monitoringu. Zanim weszliśmy do sekretariatu zatrzymałam się, chwyciłam go za nadgarstek i powiedziałam:
- Ale tylko spróbuj mnie z nią zdradzić a osobiście wydrapię ci oczy...
- Nie mógł bym - powiedział - kocham tylko ciebie, a uwierz wiele dziewczyn... - przerwał a ja skończyłam:
- Na pewno, jesteś w końcu przystojny.
Wzieliśmy bilety i wyszliśmy ze szkoły.
Gdy weszliśmy do autobusu ja weszłam po Li zabrakło mi miejsc a więc dla tego siedziałam z nim mi to pasowało. Mieliśmy jechać ponad 24 godziny. Wszyscy spali a Li się mi tylko przyglądał.
- Na co się patrzysz - zapytałam gdy się przebudziłam...
- Na ciebie ślicznotko - szepnął, tak by nikt nie usłyszał...
- Wiesz co? - zapytałam...
- Nie - odpowiedział...
- Bardzo chciałabym się do ciebie teraz przytulić, położyć głowę na twoim nagim torsie - szeptałam i patrzyłam na iskierki w jego oczach - pocałować cię i bardzo mocno przytulić... A potem...
- Cii - szepnął - Bo się rozmarzę... Nie możesz mówić takich rzeczy gdy jesteśmy na szkolnej wycieczce - skarcił mnie - ale ja też bardzo chętnie bym cię pocałował - powiedział i puścił do mnie oko.
Jechaliśmy jeszcze długi czas ale ja większość przespałam... Jakimś cudem udało mi się nie oprzeć głowy na jego ramieniu. Ale mimo wszystko z każdym wdechem powietrza czułam jego słodki i pociągający zapach... Za każdym razem gdy robiłam wdech przypominałam sobie jak jeszcze niedawno leżał ze mną w łóżku i obserwował mój spokojny oddech... Pragnęłam powrotu do tych chwil. Pragnęłam by znów była sobota rano, by znów móc mieć całe czterdzieści osiem godzin przed nami... Ale nastał poniedziałek i pomimo że spędzimy nadchodzący tydzień razem to nie będziemy w pełni razem...
Aż mnie skręcało jak pomyślałam że mój Peyn będzie w pokoju z okropną panią Crasky!




I co chcecie dalej ?

~
autorka: Crazy Mirror 
współautorka: Crazy Carrots